ON:
Lubię horrory, ale muszę mieć na nie dzień. Gdy ostatnio Papi zaproponowała abyśmy obejrzeli „Obecność”, nie miałem weny na dreszcze i oglądanie się za swoje plecy, podczas wieczornego prysznica. Jednak spięliśmy poślady i postanowiliśmy sprawdzić, co wydarzyło się w domu rodziny Perronów.
Zaczyna się tak jak zawsze. Stare domostwo, które bank sprzedaje po bardzo okazyjnej cenie. Do tych wymarzonych czterech ścian na lekkim odludziu wprowadza się siedmioosobowa rodzina. Państwo Perron mają pięć córek, dziewczynek, które już są trochę podchowane i dokazują, jak to pociechy w ich wieku. Dom i okolica nie zapowiadają tego, co zacznie się dziać na dniach. Wpierw nocne stukanie, skrzypienie i dziwny zapach, pojawiający się w pokojach. Wszystko zrzuca się na stary budynek, przecież ściany mają wiele lat, narażone były na różne czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, co za tym idzie czasami mogą się tutaj dziać dziwne rzeczy. Budynek zawsze przecież trochę „pracuje”. Lecz z upływem kolejnych dni sytuacja się pogarsza, a atmosfera staje się coraz to bardziej napięta. Najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach ginie pies właścicieli, później ptaki zabijają się o fasadę budynku, ale gdy w nocy jakaś siła zaczyna atakować dziewczynki, to rodzice są przerażeni.
W tym samym czasie, w innym miejscu przedstawione zostaną nam postacie Lorraine i Eda Warrenów. Osoby te są postaciami autentycznymi. Małżeństwo to zajmowało się przez lata zjawiskami paranormalnymi, demonami i duchami. Można na ich temat znaleźć trochę informacji w sieci. Ta dwójka uzupełnia się wzajemnie. Lorraine jest medium, zaś Ed nie boi się egzorcyzmów oraz naukowego podejścia do demonicznych problemów. Do małżeństwa demonologów dociera zrozpaczona i przerażona matka dziewczynek – Carolyn Perron. Przerażenie rysujące się na twarzy kobiety przekonuje łowców duchów do odwiedzin domostwa. Już po przekroczeniu progu Lorraine zauważa, że coś czai się w ciemnościach, w rogu pokoju, na pograniczu wzroku, a wizyta w ogrodzie tylko utwierdza ją w przekonaniu, że tu dzieje się coś dziwnego. Od tej chwili zaczyna się polowanie. Kamery, aparaty, mikrofony, dzwonki zawieszone na drzwiach i nocne czuwanie.
Film Jamesa Wana znanego z Piły, Naznaczonego i Dead Silence, nie stara się na nowo zdefiniować gatunku kina grozy. Wszystko, co przedstawia nam reżyser już było, ale nadal potrafi nas to przestraszyć. Znajdziemy tutaj motyw lalki podobnie jak było w Dead Silence, jest trochę Egzorcysty i kilka innych znanych horrorów. Jest naprawdę dobrze. Film straszy i to dość intensywnie, więc spokojnie mogę go polecić każdemu wielbicielowi tego typu kina.
ONA:
„Obecność” tak? No dobra, niech będzie. Szczególnie, że moja nastoletnia gimbaza określiła go słowami „Fajny, ale niezbyt straszny”. Teraz już wiem, że powinnam zadzwonić do ich rodziców uświadamiając im, że wychowali potwory bez emocji. Bo ja… Ja byłam autentycznie wystrachana.
Bo ja mam tak, że filmy o duchach przerażają mnie najbardziej i o ile w horrorach z psycholami, kosmitami czy innego rodzaju straszydłami staram się być totalnie racjonalna, tak to wszystko idzie w piach, kiedy pojawiają się duchy i upiory. Ale nie wiem gdzie tkwi mój błąd, albo raczej gdzie mam buga, bo jak sięgam po ten gatunek, to zabłądzone dusze jakoś same wpadają.
Twórcy, którzy postanawiają zabrać się za ten gatunek, mają ogromny problem. Jak nakręcić film typu horror, by nie powielał on schematu, by ciągle zadziwiał, odstępował od normy, ale straszył i budził przerażenie jak żaden inny. Cóż… Próbowało wielu. Najczęściej wychodziło to tak, że całe napięcie bazowało na jedynie ludzkich odruchach, na oczywistych reakcjach człowieka na pojawiający się hałas lub przemykającą postać. W przypadku „Obecności” nie jest tak zupełnie inaczej, ale przyznam – w kilku momentach zostałam wbita w kanapę…
Wszystko dzieje się w małym domku, gdzieś gdzie diabeł mówi „Dobranoc”. Ściany, fundamenty, dach, każda klepka na podłodze, każdy gram kurzu skrywa tajemnicę. Do budynku wprowadza się nowa rodzina, która oczywiście nie wie nic o wydarzeniach, które rozegrały się w przeszłości, właśnie w tych murach. Wydawać by się mogło, że będzie spokojnie. Ale nie, nie będzie. Coś dziwnego zaczyna się dziać. Coś, co nie jesteś w stanie wytłumaczyć słowami, by nie zostać nazwanym „Kłamcą” albo „Opętanym”. Właśnie… „Opętany” to dobry wyraz, pasuje tu. Z każdą nocą jest coraz gorzej… Pomóc tej rodzinie może wyłącznie małżeństwo Warrenów – Lorraine i Ed, którzy zawodowo trudzą się tępieniem duchów z domów, przedmiotów i ludzi… Są profesjonalistami: mają sprzęt, mają wiedzę, mają doświadczenie. Cóż, nie każdy musi być sprzedawcą, hydraulikiem czy kierowcą – skoro jest zainteresowanie tą fuchą, czemu nie? Tylko tym razem – demon jest potężny…
Z pewnością pierwsza część filmu, ta diagnozująco-tropiąca była o wiele lepsza niż następująca po niej, kiedy już na całego bawimy się z beboczkiem. Napięcie stopniowane jest w świetny sposób, ciągle nas zaskakując i trzymając za gardło. Co ciekawe – w kilku scenach bohaterowie przemieszczają się po domu w dzień, a jak w nocy – to jest zapalone światło – to mnie ujęło, bo za każdym razem, kiedy widzę jakąś łanię, która popycha po domu w którym straszy nocą, w totalnej ciemności, to mam ochotę rozwalić telewizor. Tu było inaczej. Twórcy są pełni pokory wobec klasycznych ujęć i chwytów horrorowych, ale nie ma tu zbyt wielu durnostek i błahostek. A autentyzm wręcz bije po oczach…
Moje doświadczenie w tego typu filmach jest coraz większe i powoli zaczynam oddzielać gówniane horrory, od tych fajnych. „Obecność” należy zachwalać i polecać. To kawał megaśnego horroru.
