Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

The Crazies

ON:

Człowiek się boi. Lęk wywodzi się z czasów pierwotnych, a odpowiednia jego ilość pozwoliła nam przetrwać do dziś. Gdybyśmy za bardzo chojrakowali, raczej nie wymyślilibyśmy bomby atomowej, bo po drodze zżarłby nas jakiś tygrys. Jednak strach przed nieznanym i odpowiednie przystosowanie do warunków pozwoliło nam przeżyć tysiące lat, wyżynać się w wielu wojnach i doprowadzić do ogromnego zanieczyszczenia planety. Teraz, aby się bać wzstarczy iść na mecz Legii w szaliku Cracovii lub oglądać horrory. Ja preferuje ten drugi sposób na podniesienie adrenaliny.

W dniu wczorajszym przypomnieliśmy sobie całkiem fany horror pod tytułem „Opętani”. O dziwo nie opowiada on o duchach, ale dziwnym wirusie, który wzmaga w ludziach agresję. Zmyła ta spowodowana jest polskim tłumaczeniem, ale czego chcieć od dystrybutorów. Najlepiej filmy tłumaczy grupa Hatak.

Wracając jednak do horroru. Scenariusz jest prosty jak deska. Gdzieś na jeziorach rozbija się samolot z tajemniczym ładunkiem. W beczkach był wirus, który został wyprodukowany w rządowych laboratoriach. Syfiaste coś powoduje, że ludzie stają się otępionymi, rządnymi krwi maszynami do zabijania. Widać od razu, że ktoś starał się stworzyć idealnego żołnierza, ale nie wszystko wyszło jak trzeba. Wspomniana substancja przedostaje się do ujęcia wody pitnej, z którego korzysta mała, amerykańska miejscowość. Wiecie, takie typowe miasteczko, gdzie każdy zna każdego, gdzie wszelkie brudy zamiata się pod dywan, mimo, że wszyscy o nich wiedzą. Tutaj władzę trzyma burmistrz oraz szeryf. Tyle, że ten drugi jest tylko narzędziem w rękach tego pierwszego. Stróż prawa – David Dutton, od razu zdobędzie naszą sympatię. To typ twardziela o miękkim sercu. Jak trzeba pomóc – pomaga, jak trzeba strzelać – to zabija. To on i jego zastępca wpadają na pomysł, żeby sprawdzić wspomniane ujęcie wody. Wtedy to też zaczyna się prawdziwy horror tej mieściny. Wiadomo – pić musi każdy, a ci, którzy zaczerpnęli wody u źródła, staną się bestiami. Zaczyna się walka o życie. Z jednej strony łaknący krwi byli mieszkańcy, z drugiej strony wojsko mające rozkaz strzelać by zabić.

„Opętani” to kino nieźle nakręcone, całkiem dobrze zagrane i co najważniejsze z przyzwoitą historią. To typ horrorów nie bardzo strasznych, ale trzymających w napięciu. Warto.

ONA:

Od urodzenia mieszkam na wsi i chciałam rozwiać wszelkie podejrzenia i wątpliwości, że w każdej zabitej dechami dziurze jest jakiś psychol, który marzy o tym, by wszystkich pozabijać. Otóż, w mojej maleńkiej miejscowości takiej osoby nie ma, a to tylko dlatego, że ja większość dnia jestem poza domem.

Niemniej klimat psychopatyczny, połączony z zabijaniem i osadzony w jakieś spokojnej wiosce to dość popularne zagranie filmowców, bo przecież nic tak nie przeraża jak uruchomiony nocą kombajn, wielkie pole wysokich kukurydz i odległość do najbliższego sąsiada oscylująca pomiędzy 5 a 10 kilometrami. „Opętani” to film, który poza dość specyficzną fabułą, dzieje się właśnie w takiej dziurze, co dodatkowo podbija klimat i właściwie wszystkim wychodzi to na dobre. No, może poza bohaterami tego dzieła.

Idylliczny spokój pewnej mieściny zakłóca tragiczne wydarzenie. Wtedy też pada pierwszy trup i wszystko wręcz lawinowo zaczyna się psuć. Mieszkańcom delikatnie mówiąc odwala i z przeciętnych, zwykłych osób, zamieniają się w bezdusznych morderców, którzy pragną tylko jednego – chcą zabijać. Oczywiście robią to w nader subtelny sposób, a groza i przerażenie szybko dopada całą mieścinę. I teraz dodajmy do tego wojsko, które bez słowa wyjaśnienia dzieli ludzi na „zdrowych” i „zainfekowanych”. Otóż co się okazuje – przypadkowo zatruta zostaje woda w rzece, a nieumyślnie wprowadzony do niej wirus atakuje ludzi i robi z nich psychopatów. Ci, którym udało się ocaleć i nie „zachorować”, próbują przetrwać. Na ich czele stoi szeryf – David Dutton (Timothy Olyphant).

Ja nie ukrywam, że lubię takie kino. Okej, „Zdarzenie” było co prawda ponad moje siły, ale pod względem „logicznym” film Brecka Eisnera pasował mi nawet bardzo. Jest krwawo i brutalnie, ale tak miało być. Oddanie klimatu nadciągającej psychozy bez odpowiedniej ilości sztucznej krwi i bebechów z gumy, byłoby wielkim błędem. Dodajmy do tego klaustrofobiczną atmosferę i obawę, że każdy, kogo spotkamy, mógł zostać zainfekowany. Bardzo podobał mi się pomysł na nieoczywiste zwroty akcji, kiedy nagle zabrana jest żona głównego bohatera i potem gdy inny, z ogromną wściekłością zaczyna zabijać – pytanie brzmi: czy dopadł go wirus, czy po prostu szlag go trafił?

„Opętani” to nie jest film wybitny, poruszający i taki, który coś w nas porusza. On poruszyć może jedynie flaczkami, kiedy pada kolejny trup, zadźgany widłami do gnoju. No tak, właśnie. Pomysłów na zabijanie jest tu wiele i są one szalenie inspirujące. Fanom takich krwawych zabaw z pewnością przypadnie do gustu, bo to po prostu całkiem dobrze zrobiona produkcja, która nie musi być wybitna, by na nasiadówce ze znajomymi polecić ją, jako rewelacyjną formę odmóżdżania. Ta akurat jest legalna i można ją przyjmować bez konsekwencji prawnych.