ONA:

Ostatnio jadąc samochodem zaczęliśmy prowadzić z Dejwem zażartą dyskusję na temat kina „innego niż amerykańskie”. Ja się z tym absolutnie nie kryję, że uwielbiam produkcje z Fabryki Snów, a cała reszta mnie zwykle drażni/nudzi/irytuje. Nie potrzebuje kolejnego potwierdzenia, że świat jest zły, że głodne dzieci umierają, że banda debili wysadza się, bo ktoś im naobiecywał wieczne ruchanie w zaświatach. Oj nie. Moi przodkowie nie siedzieli w antycznych amfiteatrach, nie przeżywali katharsis podczas spektakli. Nie! Oni darli japy w koloseum, kiedy wygłodzony tygrys zżerał kolejnego chrześcijanina! Chleba i igrzysk! I Bruce’a Willisa wysadzającego helikopter za pomocą auta! Ale do czego zmierzam… Kino „inne niż amerykańskie” ma od czasu do czasu jakąś perełkę, którą toleruję. Dziś zatrzymamy się w krainie bagietek, bluzek w poziome paski i wielkiego, metalowego fallusa, którego ktoś nazwał symbolem. Dziś ciut o świeżej, francuskiej produkcji (w której na szczęście zamieszali i amerykanie).

Luc Besson, czyli pan od „Leona Zawodowca” i „Piątego elementu” jest chyba jedynym francuskim reżyserem, który mi odpowiada. Dlaczego? Bo jest bardzo hollywoodzki, ale do swojej twórczości subtelnie wkłada odrobinę czegoś innego. Niezależnie czy stoi za kamerą, czy miesza w scenariuszu, albo bawi się w producenta – widać jego obecność, którą potwierdzają napisy końcowe. Kilka dni temu do kin weszła kolejna jego produkcja, która w zaskakująco dobry sposób łączy to co najlepsze i co możemy znaleźć po obu stronach Oceanu. Zatem jeśli chcecie zobaczyć przepiękną (nadal!) i mega apetyczną Michelle Pfeiffer w roli włoskiej mamuśki, Roberta De Niro jako – uwaga – gangstera zesłanego na banicję, a także Tommy’ego Lee Jonesa, który jest agentem specjalnym, to „Porachunki” załatwią sprawę. To nie jest film idealny. Ba, w tym roku powstało wiele innych komedii, które dały radę o wiele bardziej, jak choćby „Millerowie”, ale obejrzeć się da.

Rodzina Manzoni, aktualnie Blake, bierze udział w programie ochrony świadków. Tatuś, Giovanni, aktualnie Fred (De Niro), był/jest gangsterem włoskiego pochodzenia, który pewnego dnia postanowił wsypać swoich kumpli „z pracy”, za co z jednej strony otrzymał opiekę FBI, a z drugiej – skazał się na wieczne potępienie i chęć zemsty od tych, których wsypał. Cała rodzina została przeniesiona do Francji, gdzie mają zacząć żyć od nowa. Ale pozbycie się „mafijnych” odruchów wcale nie jest takie łatwe. Mamuśka w ramach frustracji wysadza supermarket w powietrze, tatusiek próbuje nikomu nie grozić, ale mu nie wychodzi i skrycie marzy o tym, żeby przysmażyć twarz sąsiada na grillu, córeczka jest nimfetką, która ostrzy kły na młodego nauczyciela, a synuś bawi się w mafię, ale na szkolnym korytarzu. Nad całą tą rodzinką sprawuje pieczę agent specjalny i ma naprawdę dużo roboty… Szczególnie, że na skutek małego fuckupu, „koledzy” ze Stanów dowiadują się gdzie rodzina Manzoni, aktualnie Blake stacjonuje. Do dzieła!

Jak jest? Jest lekko, śmiesznie i przyjemnie. Pomysł bardzo mi odpowiada, kilka zwrotów akcji jest. Do tego w przyjemny sposób przeniesiono nieco subtelnej przemocy, a całość dzieje się w malowniczym francuskim miasteczku. Taki prawie Zbytków. Odkopanie kilku nazwisk z górnej (niegdyś) półki okazało się świetnym zabiegiem. To zupełnie inny poziom aktorstwa, niż to, co widzimy aktualnie. Postacie są autentyczne. Okej, De Niro znowu jest gangsterem, ale hej – jemu to po prostu pasuje! Przez te niepełne dwie godziny można się całkiem fajnie pobawić.

ON:

„Porachunki” reklamowane są w telewizji jako najśmieszniejsza komedia gangsterska roku. Niestety, nie mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem, bowiem najnowszy film Luca Bessona nie jest jakoś bardzo śmieszny. To czarna komedia, w której humor zastąpiono cynizmem, a występujące pojedyncze gagi są wepchnięte na siłę. Gdyby całkiem je usunąć, mielibyśmy kolejny, zwyczajny, średniej klasy film. Coś złego dzieje się z Bessonem, który chyba jednak powinien pozostać przy produkcji, bowiem nie uda mu się chyba powtórzyć sukcesu takich dzieł, jak „Wielki błękit”, czy „Leon Zawodowiec”

Szczerze powiedziawszy dopiero pisząc tenże wpis dowiedziałem się, że za produkcję, reżyserię i scenariusz odpowiada ceniony kiedyś przeze mnie Francuz. Tym bardziej po takim nazwisku można było spodziewać się czegoś więcej, a nie popłuczyn i to z gwiazdorską obsadą. W tym dziele występują Robert De Niro, Michelle Pfeiffer oraz Tommy Lee Jones. Niestety, nawet tak znane nazwiska nie gwarantują sukcesu.

„Porachunki” zaczynają się sceną zabójstwa całej, kilkuosobowej rodziny, egzekucję wykonuje profesjonalista, który jak widać zna się na robocie. Odcięcie palca martwemu panu domu sugeruje, że ktoś chce mieć pewność, iż wykończono odpowiednią osobę. W tym samym czasie poznajemy amerykańską rodzinę, która dojeżdża do domu w Normandii. Rodzina ta zowie się Blake i składa się z przykładnego małżeństwa Freda i Meggie oraz dwójki podrośniętych już dzieciaków – Warrena i Belle. Wydają się być zagubieni we francuskich realiach. Dom, to jednak nie willa jakiej się spodziewali, mieścina, gdzie przyszło im mieszkać, to dziura niemiłosierna, a szkoła średnia to jakieś wzorowane na amerykańskim liceum nieporozumienie.

Szybko dowiadujemy się, że czwórka Jankesów nie jest do końca normalna. Wkurzona przez sprzedawcę mamuśka wysadza w powietrze jego sklep, Fred spuszcza łomot hydraulikowi, który nie potrafi rozwiązać jego problemu z „brązową” wodą, Belle subtelnie, przy pomocy rakiety tenisowej, perswaduje swojemu amantowi, że dobieranie się do niej nie jest dobrym pomysłem. Te wydarzenia mogą sugerować, że coś jest nie tak. Wtedy na scenę wpada agent Robert Stansfield i wychodzi na jaw, że państwo Blake tak naprawdę zowią się Manzoni i są tu ponieważ objęci są programem ochrony świadków. Tylko jest jeden problem: ich zachowanie nie pomaga w ukryciu prawdziwej tożsamości, a przypadek chce, że wsadzony po zeznaniach Freda szef wszystkich szefów dowiaduje się o ich przykrywce.

Najnowszy film Bessona nie jest nawet od drobinę zbliżony do jego najlepszych produkcji. Brak tu wartkiej akcji, brak tego czegoś, co powodowało, że nazwisko reżysera gwarantowało dobrą zabawę na najwyższym poziomie. „Porachunki” to kino gangsterskie, które rozmieniono na drobne i nie można nic na to poradzić. To dzieło, które spokojnie możecie obejrzeć za czas jakiś w domowym zaciszu. Obstawiam, że bardzo szybko pojawi się on na DVD i BR w bardzo atrakcyjnych cenach.