Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

The Lost World: Jurassic Park

ONA:

Druga część przygód wskrzeszonych potworów z prehistorii nazywana jest jednym z lepiej zrealizowanych sequeli, jakie kiedykolwiek powstały. Całkiem możliwe, że tak jest, tylko czemu mi się ten epizod tak diabelnie nie podobał?

O wydarzeniach, które miały miejsce na tajemniczej wyspie, mamy dwa podania. Jedno milczy, a drugie uznane zostaje za bujdę, bo to przecież niemożliwe jest, by na świecie pojawiły się zwierzęta, które wyginęły miliony lat temu. A jednak, na wyspie pojawia się kolejna ekspedycja. Tym razem ma ona niezbyt „pokojowe” zamiary. To łowcy, którzy chcą „uprowadzić” kilku osobników, zapominając chyba o tym, że to silne, potężne zwierzęta, a nie małe jaszczureczki. Razem z nimi do parku trafia dr Ian Malcolm (Jeff Goldblum). Mamy tu też rudą piękność, dr Sarah Harding (Julianne Moore) i kolejnego drażniącego dzieciaka. Jest też „ten zły”, w którego wciela się Pete Postlethwaite i który sprawia, że mimochodem zaczęłam kibicować dinozaurom, bo to przecież nadal zwierzątka, którym zagraża bezmyślny człowiek.

Historia, którą pokazali nam twórcy w „Zaginionym świecie”, bazuje na znanym fundamencie, ale jest nieco inna. Przede wszystkim nie ma tu dr Granta, którego pokochałam od pierwszego seansu. Mi to mimo wszystko, mimo bardzo perfekcyjnego wykonania, mocno przypomina odgrzewanego kotleta. To tak jakby Spielberg obiecał Goldblumowi, że tym razem on będzie grał pierwsze skrzypce w „Parku Jurajskim”. Niemniej – widać tu rękę tego świetnego reżysera, który wraz ze scenarzystą, Davidem Koeppem, stworzył wspaniały świat, gdzie „udawane” dinozaury wyglądają jak prawdziwe, gdzie natura jest potęgą i gdzie człowiek jest moralnie zły i zepsuty.

„Zaginiony świat” to historia, która bazuje na swoim pierwowzorze, ale ma z nim niezbyt wiele wspólnego. Kilku bohaterów, trochę fabuły, ale moim zdaniem jest dość nudny. Skrupulatne wykonanie to jedno, a „charyzma” to drugie. Tu mi tego brakuje. Na szczęście kolejna odsłona dała moim zdaniem radę równie mocno, co część pierwsza. Sequel ma swoich zagorzałych fanów, którzy doceniają to „nowe” podejście, ale mi to zupełnie nie podchodzi. Sam Goldblum nie daje rady tak dobrze, jak w towarzystwie Neilla, a Moore jest „taką sobie” aktorką, która dostaje role „po kimś”, a sama średnio wypada, jeśli ma grać pierwsze skrzypce.

Czy warto obejrzeć? Paradoksalnie przyznam, że tak, bo to jednak cała historia. Tym bardziej, że w tym roku do kin ma wejść czwarta część.

ON:

„Jurassic Park 2” lub jeśli ktoś woli „Zaginiony Świat: Jurassic Park”, powstał na fali sukcesu swojego starszego brata. Tak samo, jak poprzednio, za sterami zasiadł Steven Spielberg i postanowił dać widzom niesamowite widowisko. Prawie mu się to udało – prawie. Jeśli w „Jurassic Park” irytowały wnuki Johna Hammonda, dwójka nieogarniętych gówniarzy, którzy potrafili ściągnąć na wszystkich niebezpieczeństwo, to w „Zaginionym Świecie” ich miejsce zajęła Kelly Curtis Malcolm, córka znanego z pierwszej części Dr Iana Malcolma. To jedna z tych postaci, która odrywa nas od głównego wątku, często po prostu wkurzając do granic możliwości.

Film zaczyna się od sceny sielskiego pikniku na plaży. Jakaś nowobogacka rodzinka przybija okrętem do wyspy i postanawia spędzić trochę czasu na łonie natury. W czasie gdy rodzice popijają szampana i jedzą kawior, ich córka postanawia zwiedzić kawałek wyspy. Kończy się na tym, że dopadają ją mięsożerne maluchy, ale całe szczęście obchodzi się bez ofiar.

Na wieść o tym John Hammond postanawia odezwać się po raz kolejny do Iana Malcolma. Proponuje mu udział w ekspedycji, mającej zbadać co tak naprawdę wydarzyło się na wyspie. Jak to się stało, że wielkie stwory, przeżyły pomimo braku w organizmie pewnego, potrzebnego do życia, enzymu. Malcolm pewnie by olał całą wyprawę, gdyby nie to, że na wyspę wyruszyła także Dr Sarah Harding, kobieta, na której bardzo mu zależy. Nie kasa jest powodem jego decyzji, a uczucia, które skrywa gdzieś w sercu. Przylatując na miejsce nie wie, że tym razem będzie jeszcze ciekawiej niż ostatnim razem. Przede wszystkim nie brakuje mu sprzętu, a poza tym wspiera go całkiem sensowna grupa współpracowników. Szkoda tylko, że jego córka jest upartą kozą i w najmniej odpowiednim momencie okazuje się, że ukryła się w jednym z samochodów. Teraz poza uważaniem na na siebie, reszta grupy, musi się opiekować płaczliwą dziewczyną.

Nie mija kilka godzin, a na wyspie poza nimi pojawia się grupa najemników, która ma na celu porwanie kilku okazów do zoo w San Diego. Ponieważ są to kolesie, którzy patrzą tylko na kasę, to dość szybko zapełnią klatki mieszkającymi na wyspie stworami. Dr Ian Malcolm wraz z ekipą nie chce dopuścić do tego typu działań i postanawia zapobiec kolejnym wydarzeniom.

Oglądając „Zaginiony Świat: Jurassic Park” mamy wrażenie, że czegoś tutaj brak. Spielberg zgubił jakiś drobiazg, który idealnie nadawał klimatu pierwszemu „Parkowi Jurajskiemu”. Nie jest źle, ale zawsze mogłoby być trochę lepiej.