ONA:
„Pamiętnik” w reżyserii Nicka Cassavetesa, z Ryanem Goslingiem i Rachel McAdams w rolach głównych to film, przed którym mnie wielokrotnie przestrzegano. Dlaczego? Bo podobno można przy nim wypłakać oczy, odwodnić się i przeżywać go jeszcze długo po obejrzeniu. Pfff, dobre sobie. Ja, cynik wypełniony po brzegi sarkazmem i nieszablonowym podejściem do czego- i kogokolwiek, miałabym beczeć na filmie o miłości? Przyznaję się oficjalnie tylko do szlochu na „Królu Lwie”. Trzeba zatem sprawdzić, czy historia miłości Noah i Allie potrafi wydusić z moich oczu emocje.
Film zaczyna się słowami „To Duke, przyszedł ci poczytać”, wypowiedzianymi przez potężną, czarnoskórą pielęgniarkę do starszawej kobiety. Mężczyzna siada i zaczyna nakreślać całą fabułę… Kilkadziesiąt lat temu pewnemu młodemu facetowi (Noah) wpadała w oko dziewczyna. Za wszelką cenę chciał zwrócić jej uwagę na siebie, ale szło mu ciężko. Ona go ignorowała totalnie, co go doprowadziło go do dosyć spektakularnego działania. Ale fakt, udało się. Jego determinacja i pomysłowość w końcu sprawiły, że Allie (bo tak młoda kobieta się nazywała), zgodziła się na randkę. To oczywiste, że w końcu młodzi zakochują się w sobie totalnie. Wakacyjna miłość kwitła. Spędzali ze sobą każdą chwilę, stali się nierozłączni. Ich uczucie było wręcz nierealnie prawdziwe, szczególnie, że mieli po jakieś 17 lat. Niestety, bo przecież nie może być idealnie – para wywodziła się z zupełnie innych środowisk. On – biedny, ale szczery i pracowity. Ona – panienka z dobrego domu, która ma wszystko i na którą czeka cały świat. Jej rodzice ciągle powtarzali „Jest śmieciem, nie jest dla ciebie. To nieodpowiednia partia”. Ich drogi zostały brutalnie i nagle rozerwane na wiele, wiele lat. Przez pierwszy rok Noah dzień w dzień słał jej listy, w których zapewniał ją o swoim uczuciu. Niestety, Allie ich nigdy nie otrzymała, bowiem skrzętnie przechwytywała je jej matka. Po 365-tym odpuścił. Zaczął żyć na nowo i od nowa. Z przyjacielem, tym samym, który pomagał mu w zdobyciu ukochanej, zaciągnął się do wojska, gdzie stanął oko w oko ze śmiercią. Tymczasem Allie przerwała naukę, by zostać sanitariuszką. I już mi się wydawało, że zaraz para spotka się ponownie, zakocha i zaczną produkcję przepięknych dzieciorów. A tu kiszka. Owszem, Allie spotyka żołnierza, którego działania wojenne solidnie pocharatały, ale nie był to Noah. Lon Hammond sprawił, że nie dosyć, że zapomniała o ukochanym sprzed lat, to zakochała się w nowym. Mężczyzna był ucieleśnieniem jej marzeń: przystojny, z fajnym charakterem, z dobrej rodziny z Południa. Rodzice z miejsca zaakceptowali ten związek. Właśnie kogoś takiego chcieli u boku córki, a nie byle chłopaczka bez perspektyw. Zaręczyny i ślub były tylko kwestią czasu. Tymczasem Noah wrócił z wojny. Miał to szczęście, że przeżył. Konflikt zahartował jego charakter. Stanął w takim momencie swojego życia, że czas najwyższy by zacząć spełniać marzenia. Z pomocą ukochanego ojca zaczął realizować swój plan. Kiedyś, gdy jego wakacyjny romans z Allie kwitnął, obiecał jej, że wyremontuje zaniedbaną posiadłość. Będzie piękna, cała biała, z niebieskimi okiennicami, wielką werandą – będzie idealna. I kiedy posiadłość została odrestaurowana, wtedy zobaczył Allie ponownie. Z innym facetem u swojego boku. Zakochaną, szczęśliwą. Coś w nim się zacięło. Mężczyzna nie wiedział co ze sobą zrobić. Żadne kobiece ramiona nie potrafiły wypełnić pustki ani w domu, ani w nim samym. Czy Allie zapomniała już o swojej pierwszej miłości? Całkiem możliwe. Miała na głowie swój ślub, który miał być gigantycznym wydarzeniem. Na przymiarce sukni ślubnej zobaczyła w gazecie zdjęcie Noah, na tle posiadłości. W jednej chwili jej umysł i serce przelewały zupełnie sprzeczne emocje, ale, mimo wszystko, postanowiła go odwiedzić… Nie, nie od razu rzucili się na siebie, ale owszem. Allie zapomniała o narzeczonym, a Noah miał ją znowu w ramionach. Wspólne dni mijały cudownie, aż do momentu, gdy na progu posiadłości staje jej matka informując, że Lon jest już w drodze. Przy okazji główna bohaterka w końcu dostaje listy od ukochanego. Ale czy to pomoże jej wybrać swoją drogę?
Wygląda na typowe romansidło, prawda? I tak jest, ale od przeciętnego melodramatu pt. „On, ona i w pizdylion problemów” to dzieło różni jedna rzecz. Historia z przeszłości jest jedynie retrospekcją, którą co jakiś czas przerywają wątki współczesne. I właśnie to jest niezwykle urokliwe. Całość skonstruowana jest tak, że nie wiemy o co chodzi, możemy jedynie podejrzewać. Już nam się niby wydaje, że wiemy jak jest, a tu bum, kolejny zwód twórców.
„Pamiętnik” to film bardzo spokojny, pastelowy, delikatny. Chusteczki wokół mnie systematycznie zwiększały swoją ilość i okej, męczy mnie mega katar, ale nie tylko temu. Szlochałam, niestety. Ale trudno powstrzymywać emocje, kiedy dostaje się dzieło o najważniejszym uczuciu, do którego zdolny jest człowiek. To babskie kino, bez dwóch zdań.
ON:
Przyznam się bez bicia, że jest jeden wyciskacz łez, który uwielbiam. Jest to „PS. Kocham Cię”. Dla mnie to film wręcz idealny w swoim gatunku. Bardzo ciężko spowodować, że jednocześnie będziemy śmiać się i płakać podczas jednego seansu. Mogę go oglądać dziesiątki razy. Naprawdę. Paulina wspominała o niejakim „Pamiętniku” z Goslingiem w roli głównej. To dzieło, na podstawie książki Sparksa, podobno potrafi doprowadzić do jeszcze większych łez.
Wiedziałem, że prędzej czy później nastanie ten dzień gdy będę musiał sprawdzić, czy tak jest naprawdę. Historia zaczyna się od tego, iż poznamy dwójkę pensjonariuszy domu starców lub może lepiej nazwać ośrodek “domem opieki”. Ona jest kobietą mającą ogromne problemy z pamięcią, a on sympatycznym starszym mężczyznom, który przychodzi dotrzymać jej towarzystwa. Czyta jej pamiętnik, opowiadające historię wspaniałej, lecz narażonej na wiele przeszkód, miłości. Bardzo szybko zdajemy sobie sprawę z tego, iż postacie z kart dziennika to oni, tylko kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat młodsi.
Noah Calhoun pochodzi z biednej rodziny mieszkającej na wsi. Chłopak jest szalony, z głową pełną pomysłów. Na co dzień pracuje w tartaku i pomimo, że zarabia tam grosze, daje sobie spokojnie radę. Podczas jednego lata w wesołym miasteczku zauważa Allie, dziewczynę, która jest zupełnym przeciwieństwem chłopaka. Ma dobre korzenie, rodzice są bogaci, a ona dni spędza na zajęciach, mających przygotować ją do egzaminów na studia. Ich pierwsze spotkanie jest zakręcone i nie zapowiada, że kiedykolwiek wyjdą razem na randkę. Los jednak chce inaczej. Pierwsze razem spędzone chwile doprowadzają do zauroczenia, które przeradza się w żarliwą miłość. Są parą wspaniałych kochanków i partnerów. Ale lato się kończy, Allie dowiaduje się, że dostała się na studia do Nowego Yorku, a Noah nie za bardzo wie jak ugryźć temat tej rozłąki. Ostatnia noc przed wyjazdem przynosi za sobą kłótnię gorszą niż dotychczasowe.
Dwie opowieści: ta ze szpitala oraz ta z początków związku, przeplatają się wzajemnie. I w ten sposób dowiadujemy się jakie były losy tej miłości, jak wygląda życie starców w ośrodku i dlaczego tam spędzają jesień swojego życia. Taka miłość, jak ta opisana w dziele Sparksa, zdarza się raz na milion przypadków, jest namiętna, pełna pasji i emocji – jak moja i Papi. I pomimo ogromnych trudności, udaje się jej przetrwać. Zgodzę się, że film może powodować łzy, ale mi się je jakoś udało powstrzymać. Do mojego ukochanego „PS. Kocham Cię” jest mu daleko, może dlatego, że w obrazie LaGravenese’a jest wszystko to, czego brak w „Pamiętniku”. Przede wszystkim humoru, scen, które na chwile oderwą nas od dramatu, jaki rozgrywa się na ekranie.
Dzieło Nicka Cassavetesa jest piękną historią o miłości, którą warto podziwiać ze swoją drugą połową, wtedy przeżycia płynące z seansu będą dużo większe.
