ONA:

Ciężko uwierzyć mi w to, że od śmierci Diany minęło już 15 lat. Ja mam w ogóle problem z przemijającym czasem, bo jest wiele wydarzeń, które pamiętam na zasadzie „jakby to było wczoraj”. I jednym z takich dni był 31 sierpnia 1997 roku…

Film „Królowa” jest właśnie o tych wydarzeniach, ale z punktu widzenia Elżbiety II – monarchini, żony, matki, babci, teściowej i przede wszystkim kobiety. Śmierć Diany, która przecież była już rozwódką i jedynie matką pretendenta do brytyjskiej korony, wstrząsnęła światem. Nad rodziną królewską pojawiły się ciemne chmury, ponieważ Di dość krytycznie opisywała jej życie w pałacu. A wiadomo, kto pierwszy nazwie się ofiarą – wygrywa. Co robi królowa po tych tragicznych wydarzeniach? Zaszywa się z wnukami w szkockim zamku, starając się uchronić ich przed światem, by w spokoju mogli cierpieć po stracie matki. Ale jednocześnie jest wkurzona, bo przecież Diana umarła jako zwykły obywatel, nie jako członek rodziny królewskiej. Ba! Umarła razem ze swoim kochankiem, więc nie ma mowy na jakiekolwiek królewskie traktowanie. Ale nawet koronowane głowy miękną, szczególnie pod naporem społeczeństwa. A co by nie mówić o Dianie, jej życiu i wyborach, szczególnie tych prywatnych – ludzie jedli jej z rąk.

Film „Królowa” opowiada o tym, co się dzieje za murami zamków. Czy królowa śpi w wałkach? Czy kłóci się z mężem? Jaką jest mamą? A jaką babcią? No i najważniejsze – kto de facto rządzi krajem?

No i teraz czas na ocenę. Helen Mirren jest aktorką genialną. Potrafi wejść w rolę, a jej plastyczna twarz dopasowuje się do granej przez nią postaci. Stworzyła kreację dokładnie taką, jaką oczekiwałam. Elżbieta II w ciele Mirren jest zimna, powściągliwa, jest interesantką, którą rządzi wyłącznie dworska etykieta, ale mimo wszystko potrafiła momentami wlać w widza nieco ciepła. Szalenie podobała mi się postać Filipa, męża królowej. Trochę pierdołowaty, trochę cyniczny. Mąż własnej żony, zagrany przez Jamesa Cromwella, którego najbardziej kojarzę z filmu o świni. Tyle z dobrych ról. Tony Blair w ciele Michaela Sheen’a nie trafia do mnie zupełnie. Chyba jestem za bardzo sagą o brokatowych wampirach skrzywiona. Do tego sama postać premiera była pokierowana w dość irytujący sposób, coś pomiędzy przeciwieństwem monarchini, a (nie)zwykłym szaraczkiem, który nagle został głową państwa. Trochę nie ogarniam. Druga sprawa – książę Karol. Już pomijając to, że Alex Jennings I jak na pana po pięćdziesiątce, jest ciągle przystojny i charakterny. A Karol jaki jest, wszyscy widzą. A w filmie strasznie go wybielali i gloryfikowali za to, że poleciał do Francji po ciało matki swoich dzieci. Nie sposób też zauważyć sympatii politycznych, które zostały subtelnie przepchnięte.

Historia ciekawa, ale poprowadzona nudno i mdło. Nie było w tym filmie ani jednego ciekawego fragmentu. Potencjał duży, zmarnowany.

ON:

Paulina uwielbia monarchię brytyjską, ten cały snobistyczny blichtr, przepych i życie na koszt podatników. Anglicy także ją kochają, ale czasem nienawidzą. Tak było w 1997 roku, kiedy po tragicznej śmierci księżnej Diany, królowa Elżbieta II wraz z częścią królewskiej rodziny – wypięła się na nieżyjącą, ukochaną przez społeczeństwo księżną. Stwierdziła, iż nie odda hołdu zmarłej byłej członkini królewskiego dworu. W tym czasie na salonach pojawił się Tony Blair. Doprowadziły do tego wybory, w których po raz pierwszy od 18 lat Partia Pracy pokonała konserwatystów. Człowiek ten, dzięki szeregowi mądrych posunięć, doprowadził do złagodzenia ataków na Windsorów, które poczyniła tabloidowa prasa. Możliwe, że nawet uratował zad jej królewskiej mości. Bo gdy z jednej strony niezliczone ilości ludności cywilnej składały kwiaty pod pałacem Buckingham oraz Kensington, to starsza uparta Pani przesiadywała w jednej z królewskich rezydencji i jeździła na polowania. Brak zainteresowania z jej strony doprowadził do sytuacji, w której już nie tylko tabloidy, ale i znane duże dzienniki ostro krytykowały zachowanie, królowej. I właściwie o tej sytuacji opowiada film „Królowa” z 2006 roku.

Nie jestem ogromnym fanem filmów biograficznych, czy tam historyczno–biograficznych, bo tak mogę sobie go zakwalifikować. Scenariusz do tego filmu stworzył Peter Morgan, który specjalizuje się w takich dziełach. I jest jedno jego dzieło, które wywarło na mnie ogromne wrażenie. Mowa o „Ostatnim królu Szkocji”. Niestety, w “Królowej” brak tego czegoś. W filmie z Forestem Whitakerem tym czymś, a dokładnie kimś, był Idi Amin, psychodeliczny dyktator Ugandy. Nie mam nic do zarzucenia „Królowej”, bo zagrana i wyreżyserowana jest naprawdę dobrze, ale nie jest to historia, która trafia w moje zainteresowania.

Film dla wielbicieli monarchii brytyjskiej, dramatów oraz kina można już rzec – historycznego.