ON:
W Polakach jest coś, co doprowadza do tego, że zrywy narodowowyzwoleńcze przychodzą nam bardzo łatwo. Lubimy walczyć za „wolność naszą i waszą”, po prostu coś w nas jest, że lubimy się napier..ć z innymi. Te wspaniałe geny wojowników wychodzą teraz podczas ustawek w imię wolności drużyn na stadionach piłkarskich oraz na ziemi ubitej, gdy dwie wielkie armie w barwach swych klubów, dają sobie po ryjach w okolicznych lasach. Polacy walczyli chyba na każdej wojnie i w każdym kraju. Byliśmy patriotami pod wieloma flagami. Biliśmy się także pod flagą amerykańską, w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki. Najsłynniejsi to Kościuszko i Pułaski.
O tych dwóch Panach nie usłyszymy, ani nie zobaczymy ich w filmie Rolanda Emmericha pt. „Patriota”. Film opowiada o wojnie o niepodległość USA. Nie zabraknie w nim miejsca na patos oraz historie pojedynczych bohaterów, którzy będą musie poradzić sobie z koszmarem wojny. Mamy rok 1763, kolonie brytyjskie przygotowują się do wojny z Koroną. Wszystko spowodowały ogromne podatki nałożone przez Króla na kolonie. Jednym z kolonistów, który przeciwstawia się otwartemu konfliktowi jest Benjamin Martin (Mel Gibson), będący weteranem wojny francusko-indiańskiej. Wojna, jaką on pamięta, skutecznie zniechęca go do wstąpienia w szeregi walczących. Jednak głównym powodem jest jego gromadka składająca się z siedmiorga dzieciaków (miał chłop siłę w kroku). Małżonka Benjamina nie żyje od kilku lat i teraz on jest jedynym żywicielem oraz opiekunem rodziny. Z pomocą w wychowaniu trzódki, przychodzi mieszkająca kilka mil od jego posiadłości siostra zmarłej żony. Mimo nadchodzącej wojny Martin nie zamierza się mieszać w to, co się dzieje w miastach. Niestety, najstarszy z synów Gabriel rwie się do walki i mimo próśb i gróźb ze strony ojca nie zmieni zdania.
Po jego zaciągnięciu się życie w posiadłości płynie nadal swoim spokojnym tempem, ale każde pojawienie się listonosza z wiadomościami od brata, wzbudza ogromny wzrost adrenaliny, wśród wszystkich domowników. Wojna jednak dotrze i do domu Benjamina. Walki pomiędzy kolonistami, a żołnierzami korony otarły się dosłownie o próg jego posiadłości. Jako człowiek, który ma za nic polityczne niesnaski, udziela pomocy wszystkim poszkodowanym wojakom, niezależnie po której stronie walczyli. Jednocześnie w nocy do domu trafia ranny Gabriel, ma on ze sobą przesyłkę kurierską, którą miał dostarczyć do dowództwa. Pech w tym, że do posiadłości docierają wojska angielskie pod dowództwem psychodelicznego pułkownika Williama Tavingtona. Mający za nic zasady wojny psychopata każe spalić posiadłość, zastrzelić jeńców oraz powiesić kuriera – czyli Gabriela. Błagania Benjamina nie przynoszą skutku, wyrok zapadł. Podczas wymiany zdań i towarzyszącej jej szarpaninie, zostaje zastrzelony młodszy, 15 letni syn Martina. Katem był oczywiście Tavington. W ciągu kilku minut, życie byłego żołnierza legło w gruzach, a walka której nie chciał stoczyć przyjęła charakter osobisty. W tej chwili narodził się „Duch”…
Film Emmericha to bardzo epicka i poprawna politycznie opowieść o dążeniu do wolności, to historia zwykłego człowieka, który będzie starał się bronić swoją rodzinę za wszelką cenę. To także świetnie zrealizowany obraz historyczny. Nie uniknął on wielu błędów, czasem ma dłużyzny i zbyt długie przestoje akcji, ale mimo tych rzeczy cały czas dobrze się go ogląda. Nie będę wredny i nie postawię tego filmu obok naszych superprodukcji historycznych, bo obawiam się, że „Patriota” z 2000 roku zje „Bitwę pod Wiedniem”, która ma się pojawić za czas jakiś w naszych kinach.
Dla mnie na tak. Film na raz, ale naprawdę ten pierwszy raz dobrze się go ogląda.
ONA:
Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriates) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a także gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka. Patriotyzm oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnoty kulturowej oraz solidarności z własnym narodem i społecznością.
Czyli według powyższej definicji, którą przekopiowałam z Wikipedii, ja patriotką nie jestem wcale. Pociesza mnie tylko to, że Dawid też. I właściwie to nie jest tak, że idę za wszelką cenę pod prąd, tylko doświadczenia rodzinne, z czasów WWII sprawiły, że mam inne obszary, które szanuję, miłuję, przekładam ponad wszystko. Uważam, że patriotyzm zbyt często miesza się z idiotyzmem, fanatyzmem, nacjonalizmem, a ja z -izmów to jedynie lubię partyhardizm. Ale film Rolanda Emmericha zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Dlaczego? Już wyjaśniam.
Po pierwsze: Mel Gibson. Zanim stał się totalnym kretynem, kimś, kogo omyłkowo tylko można nazywać człowiekiem, zanim jego dorobek aktorski, zmienił się na kolejne skandaliczne logo w brukowcu – był wielki aktorem. Uwielbiałam go w prawie każdym filmie, w którym grał. Zaczynając od „Zabójczej broni”, przez „Braveheart” i „Okup”, na „Czego pragną kobiety” skończywszy. Dla mnie to już aktor kultowy, który sam nieco zaszufladkował się w wyborach ról (waleczny tatusio-gamoń). W „Patriocie” gra byłego żołnierza, który zasłynął czymś wyjątkowym podczas wojny (w filmie w końcu to wyjaśnia, bo okazuje się, że wcale nie jest to powód do chwały), ale przede wszystkim jest ojcem, który po śmierci żony, samotnie wychowuje gromadę dzieciaków. I to teraz jest jego główne zajęcie: rodzina i rolnictwo. Zarzekł się, że już nigdy więcej nie stanie w żadnej armii, na żadnym polu bitwy, w żadnej wojnie. I wiadomo jak to bywa, gdy padają takie deklaracje, los musi popsuć plany. Kraj staje w obliczu kolejnej wojny, ale wyjątkowej, bo o niepodległość. W wojnie chce walczyć najstarszy syn głównego bohatera, a kolejne wydarzenia są tak bardzo komplikujące, że i Mel Gibson chwyta za broń. I idzie walczyć, szabla w szablę ze synem.
Po drugie: tematyka. Film pokazuje wojnę w czasach, gdy istniało coś takiego jak honor. Owszem, mamy pułkownika Tavingtona, który jest po prostu bestią (a gra go Jason Isaacs, którego pokochałam po serii z młodym czarodziejem z Hogwartu), ale większość walk ma swój kodeks, zasady, które są święte. Swoją drogą, pokazanie tak innej formy sztuki wojennej strasznie mnie zaciekawiło. Do tego stopnia, że spędziłam kilka godzin na Wikipedii, szukając informacji, aż w końcu doszłam do II Wojny światowej, a to był znak, że czas spać. Wojna, samo jej prowadzenie, zasadzki, bitwy, ale i powód, przez który w ogóle podjęto działania, pokazane są w „Patriocie” trochę za bardzo, ale mi się to podobało wybitnie. To miła odskocznia od strzelania do obcych.
Po trzecie: zdjęcia. Majestatyczne! Piękne kadry, zbliżenia na poszczególne sceny. Sposób pokazywania ludzi, na co dzień i podczas walki, z falującymi na wietrze włosami, z brudnymi i zakrwawionymi ciałami. Pięknie pokazana przyroda i krajobrazy, na tle których często dochodziło do tragicznych wydarzeń. Całość prezentuje się po prostu bogato (ale nie za bardzo), czego w polskim kinie nie zobaczymy chyba nigdy.
Film jest długi. Scenariusz jest momentami nudnawy i trochę całość się przeciąga, ale żeby widz nie umarł z nudów, to co jakiś czas umiera jakiś ważny bohater, na różne ciekawe sposoby. Film oczywiście jest też „poprawny” pod względem klasycznego kina „wojennego” z Fabryki Snów. Jest bohater-lider, z twardym charakterem, który potrafi pociągnąć za sobą tłumy, są przemowy, podnoszące morale żołnierzy, jest idealnie dopasowana do wydarzeń muzyka Johna Williamsa. Trochę można „Patriotę” porównać do „Dnia niepodległości”. Wiadomo, okoliczności trochę inne, ale widać, że reżyser ma jakiś opracowany szablon, wokół którego krąży.
„Patriota” to film z 2000 roku. Ja go obejrzałam kilka tygodni temu i zachodzę w głowę jak to się w ogóle stało, że umknął mi zupełnie. Podobał mi się bardzo, do tego stopnia, że poleciłam go kilku znajomym:
Ja: Wiesz co, widziałam ostatnio dobry film. Nazywał się „Patriota”.
Ktoś tam: Wiadomo! Zajebiste kino!
Ktoś inny: Kapitalne kino, często leci w TV!
Jeszcze ktoś inny: Nie widziałaś „Patrioty”?!
