ON:

Rozpoczęliśmy z Pauliną szpiegowski tydzień. Stwierdziliśmy, że zabierzemy się za dzieła różnorakie, które mają jakiś związek ze szpiegostwem i szpiegami. Na pierwszy strzał poszedł polski „Jack Strong”, a dziś z racji masakrycznych dniówek wypada na mnie z przygotowaniem wpisu. Ponieważ nie chciałem sam oglądać jakiegoś filmu, postanowiłem zabrać się za recenzję gry, która jakby nie patrzeć ze szpiegostwem ma wiele wspólnego. Mowa o „The Saboteur”.

Stworzona przez studio Pandemic, a wydana przez EA produkcja ma w sobie wszystko, co jest potrzebne do oddania klimatu wojny i okupowanej Francji. Tylko brak tu jakiegoś drobiazgu, czegoś, co nie spowoduje, że po kilku godzinach gry zdajemy sobie sprawę, iż tak naprawdę powtarzamy w kółko te same czynności. Wiele elementów „The Saboteur” jest świetnych, między innymi oprawa graficzna, która może nie powala samymi teksturami, ale jej styl jest wyjątkowy. Chodzi o to, że okupowane przez nazistów dzielnice i podparyskie tereny są monochromatyczne. Kolor pojawia się wtedy, gdy odbijemy dany sektor lub gdy wykonamy powierzone nam zadanie. Ale zacznijmy od początku.

W „The Saboteur” wcielamy się w Irlandczyka, który akurat przebywa w okupowanym Paryżu. Los chce, że jego dotychczasowe poczynania wzbudzają zainteresowanie ruchu oporu, a w późniejszym etapie i Niemców, którzy chcą naszej głowy. Dzięki umiejscowieniu akcji gry we wspomnianym okresie, mamy możliwość zabawy na różne sposoby. Większość misji przyjdzie nam załatwić siłowo, ale napotkamy też na takie, które możemy rozwiązać w inny, bardziej szpiegowski sposób. Oczywiście, wymaga to od nas trochę małpiej zręczności, ale jest to możliwe do zrobienia. Ponieważ Pandemic wydało grę, która jest sandboxem, mamy dość dużą swobodę działań. Możemy starać się rozwiązać zagadki i misje w kolejności jaka nam najbardziej pasuje. Oczywiście, główny jest dla nas najważniejszy, bowiem im bardziej posuwamy się naprzód w części fabularnej, tym więcej zakątków okupowanej Francji przyjdzie nam zwiedzić.

Zróżnicowanie zadań oraz rozwój naszego bohatera jest sympatyczną odskocznią od całego wykańczania kolejnych niemieckich żołnierzy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli chcemy, to możemy po prostu połazić sobie po Paryżu, pozbierać porozrzucane gdzieniegdzie znajdźki. Takie rozwiązanie przypadnie do gustu tym, którzy lubią odblokowywać wszystkie osiągnięcia.

Ta zabawa w szpiega, wojownika ruchu oporu ma swój klimat i naprawdę daje wiele radości. Wykonywanie pobocznych misji, które polegają na bezszelestnym wkradnięciu się do składu amunicji czy paliwa i wysadzeniu go w powietrze – to miła odskocznia od zwiedzania Paryża. Wątek główny jest filmowy i przewidywalny, ale nie oznacza to, że zły. Można powiedzieć, że to kino wojenno-szpiegowskie klasy B, wielbiciele gatunku będą zachwyceni.

Całość ma trochę błędów i niedociągnięć, które potrafią obrzydzić zabawę na jakiś czas, ale w porównaniu z innymi podobnymi produkcjami mamy do czynienia z naprawdę niezłym tytułem. Warto poświęcić mu trochę czasu.