Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Cape Fear

ONA:

„Cape Fear” (polski tytuł to „Przylądek strachu”) to film o tym jak reaguje człowiek, gdy nagle jego idealne życie staje się koszmarem, a najbliższym grozi zło. A wszystko za sprawą zamierzchłych historii…

Sam Bowden (Nick Nolte) ma właśnie to idealne życie. Ma żonę Leigh (Jessica Lange), ma córkę Danielle (Juliette Lewis), ba – ma nawet kochankę (Lori)! Jest szanowanym adwokatem, zyskał podziw i szacunek, osiągnął sukces. Ze swoją rodziną i futrzanym psiakiem mieszka w pięknym domu. Wydawać by się mogło, że nic nie może zakłócić zawodową i rodzinną sielankę, bo nawet kochanka zna swoje miejsce. Ale niestety, spokój rodziny Bowdenów brutalnie niszczy Max Cady (Robert De Niro).

Max bez wątpienia jest psycholem. Do paki trafił wiele lat temu za okrutny gwałt i pobicie. Jego obrońcą, przydzielonym z urzędu, był wtedy właśnie Sam. Dowody były niezbite i Cady trafił na długie lata za kratki. Tam nie próżnował. Nauczył się czytać, dosyć szybko łyknął klasyki literackie, zagłębiał się również w tajniki prawa. No i robił za tak zwane „białe mięsko” (if you know what I mean). Ale po 14 latach odzyskał w końcu wolność. Co prawda nie czeka na niego rodzina ani przyjaciele, ale on to właściwie ma gdzieś. Postanawia zemścić się na tej osobie, przez którą trafił za kratki. Czy będzie to zgwałcona dziewczyna? Nie. Może sędzia lub prokurator? Nie. Max chce za wszelką cenę spierdzielić życie swojemu adwokatowi, który jego zdaniem, niezbyt należycie go bronił. Od tej chwili to Sam i jego rodzina są na celowniku Maxa, a tyle lat odsiadki sprawiło, że jego plan wydaje się być wręcz perfekcyjny. Powoli, acz skutecznie, zaczyna uprzykrzać życie Bowdenów. Zaczyna od prześladowań, nachodzenia, potem truje ich psa (oczywiście kuźwa! Nie mógł otruć córki albo żony!?). Sam próbuje prawem ograniczyć Maxa, ale ten jest bardzo ostrożny i nie zostawia żadnych śladów. Lepiej – w barze poznaje Lori, którą upija alkoholem, uwodzi, a potem bije, oszpeca i gwałci, piorąc jej jednocześnie głowę tak, że przerażona kobieta nie chce zgłaszać sprawy i zeznawać. Lori wypłakuje się kochankowi, który widzi po raz kolejny do czego zdolny jest jego były klient. Ale co z tego, gdy jest się bezradnym wobec czyjegoś popieprzenia? Adwokat najmuje prywatnego detektywa, który ma śledzić czubka i ostrzegać Bownedów przed jego następnym krokiem. Małżeństwo najbardziej obawia się o swoją córkę, która ma 15 lat, a Max właśnie w takich młódkach gustuje…

Okej, zatem skoro zatrzymałam się na córce, to od córki zacznę. Juliette Lewis nie należy do grona moich ulubionych aktorek. Męczy mnie oglądanie jej, bowiem nie widzę w niej ani urody, ani talentu. Nie żeby od razu to była damska forma Steve’a Buscemi’ego, bo on chociaż ma umiejętności, ale – no nie przepadam za nią i tyle. W „Cape Fear” ma rolę zblazowanej 15-latki, która w równych proporcjach wypełniona jest buntem, hormonami i ciekawością, które to prowadzą ją wprost w łapy psychola. Jakby po znakach. I ten motyw w filmie jest najbardziej irytujący. Pieprzona gówniara! Ale jeśli chodzi o pozostałą część obsady – to klasa, totalna. Nie sposób mówić o De Niro używając słów pozbawionych zachwytu. To geniusz, który tak bardzo dramatycznie wchodzi w swoje role, że zachwyca, ale i przeraża realizmem. Tak jest i tu. Max Cady w jego ciele jest prawdziwym popieprzonym kolesiem, który jest nieobliczalny, perfekcyjny w swoim źle, który jest cyniczny i potrafi w oczy kpić z wszystkich i z wszystkiego. Z kolei Nick Nolte, wcielający się w rolę adwokata, jest postacią bardzo nietypową. Z jednej strony: przykładny mąż i ojciec. Z drugiej: facet, który zdradza na prawo i lewo. Niby ma tam jakąś moralność, ale często o niej zapomina (przyparty do muru najmuje kiziorów, którzy mają lekko zniekształcić Cady’ego). Jest taki idealny, ale jednak, na jego wizerunku znajduje się niezła rysa. To bardzo dziwna postać.

„Przylądek strachu” nie jest filmem perfekcyjnym, 100% idealnym, ale ogląda się go dobrze, a to co będzie nas razić „wzrokowo”, poprawi muzyka, która gra mega ważną rolę: podsyca atmosferę, buduje napięcie, świetnie współpracując z Robertem De Niro.

ON:

Martin Scorsese przyzwyczaił nas do kina na wysokim poziomie z wyrazistymi postaciami i historiami na długo pozostającymi w naszych pamięciach. „Casino”, „Taksówkarz”, „Kolor pieniędzy” i wiele, wiele innych dzieł, zostało uznanych za kultowe i stały się częścią współczesnej popkultury. Właśnie obraz tego reżysera zagościł u nas podczas drugiego dnia z tygodniem pełnym filmów o psychopatach. Mowa o „Cape Fear”.

Mecenas Sam Bowden ma praktycznie wszystko, czego można sobie zamarzyć. Piękną żonę, śliczną córkę, wspaniały dom i satysfakcjonującą pracę. Jednak nie wszystko jest tak wspaniałe, jakby się wydawało. Napięcie wisi cały czas w powietrzu. Spięcia z rodziną to norma, a ucieczka przed problemami do innej kobiety zaczyna być standardem. W tej codzienności pojawia się niespodziewanie głos z przeszłości. Facet, którego 14 lat wcześniej Sam bronił jako obrońca z urzędu. Max Cady – postanawia „przywitać się” z mężczyzną, jaki przyłożył swoje łapy do jego zamknięcia. Jak to się stało, że obrońca nie wywiązał się ze swojego zadania? To proste. Tuż przed samą rozprawą wszedł w posiadanie informacji, które mogły złagodzić wymiar kary. Ponieważ Max brutalnie pobił i zgwałcił młodą dziewczynę, Sam nie zastanawiał się długo nad swoją decyzją. Skutek tego był taki, że Cady wylądował na 14 lat w więzieniu. Dla przestępcy nie były to lekkie czasy. Jak opowiada podczas rozmowy z byłym obrońcą, więzienie to ciągłe gwałty na jego osobie i żadne pieniądze nie będą w stanie naprawić szkód, jakie zostały mu wyrządzone. Początkowo przypadkowe i niewinne spotkania obu mężczyzn zaczynają przeradzać się w niebezpieczną grę, w której Bowden jest ofiarą, a były skazaniec łowcą. Cady chce bowiem zemścić się za lata życia, jakie stracił w celi. Tam nauczył się czytać i dotarł do zatajonego raportu. Ta wiedza dała mu pewność, że został wystawiony przez swojego adwokata. Film Scorsese pokazuje jak duże luki ma amerykańskie prawo. Że ofiara wielokrotnie ma mniejsze możliwości obrony, niż przestępca. Zagrożenie, jakie niesie ze sobą spotkanie z Maxem, jest początkowo niewielkie, ale z biegiem czasu pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna wymierzona w przyjaciół i najbliższych Sama Bowdena.
Scorsese wybrał na odtwórców głównych ról dwóch naprawdę mocnych aktorów. Nick Nolte, grający Sama, jest przestraszoną ofiarą, ale to Robert De Niro wcielający się w Maxa, jest postacią ciągnącą cały film. To demoniczny i cholernie inteligentny psychopata, przyprawiający o dreszcze. Kto wyjdzie zwycięsko z tej walki musicie sprawdzić sami.

„Cape Fear” to naprawdę dobry i trzymający w napięciu film, który warto zobaczyć.