This boy’s life

ONA:

W 1993 roku Michael Caton-Jones wyreżyserował genialny dramat, oparty na historii pisarza, Tobiasa Wollfa. Nie jest to bajeczna i pozytywna fabuła. Nie. To ciężki film, w którym główne role gra przemoc, fizyczna i psychiczna, różnego rodzaju emocje i nadzieja na lepsze jutro. W rolach głównych: Robert De Niro, Ellen Barkin i Leonardo DiCaprio.

O takich sytuacjach słyszymy od zawsze. Caroline (Barkin) i jej syn Toby (DiCaprio) szukają nowego miejsca, w którym zakorzenią. Oboje wydają się być bardzo optymistycznie parzącymi w przyszłość osobami, ale gdzieś mimochodem mówią, że mają już dosyć tułaczki i chcą znaleźć spokój i dom. Razem jest im najlepiej. Toby zawsze znajduje oparcie w rodzicielce, ale ta szuka kogoś, kto się nią i jej synem zaopiekuje. I niestety, nie ma szczęścia do facetów. Kiedy na horyzoncie pojawia się Dwight (De Niro), facet z jajami, mocnym charakterem i podobnymi oczekiwaniami w stosunku do życia, Caroline zaczyna roztapiać się jak masło na patelni. Dosyć szybko decydują się połączyć dwie rodziny w jedną. I wtedy zaczyna się piekło. Dwighta zasady moralne odbiegają znacząco od wyobrażenia idealnego partnera, który uroiła sobie kobieta, już noc poślubna nie pozostawia jej złudzeń. Jej nowy mąż jest sadystycznym draniem, który robi problemy i afery o byle co, który pastwi się nad Toby’m, chcąc z niego zrobić „prawdziwego faceta”. Cały czas powtarza, że albo go naprawi, albo zabije. Nie szczędzi mu upokorzeń, ciosów, kpi z niego i wykorzystuje. Początkowo chłopak bezwiednie się temu poddaje. On sam wie, że musi się zmienić, że czas dorosnąć, ale niekoniecznie chce być workiem do bicia. A co na to Caroline? Ona nie chcąc wybierać strony, bo obu facetów kocha, woli się nie wtrącać. I podczas gdy panowie kłócą się i wyzywają, ona skupiona szyje firanki, żeby zapuszczony dom jej męża w końcu stał się oazą rodzinną. Toby marzy, żeby wyrwać się z tego domowego ogniska, które bardziej przypomina sam środek piekła. Chce wyjechać, jak tylko możliwe najdalej od Concrete. Postanawia zrobić wszystko, żeby przyjęli go do fajnej szkoły średniej i robi to niezbyt „legalnie”. Oczywiście, ojczym kpi z niego, wyrzuca dokumenty ze szkoły. Napięcie rośnie. W audycji telewizyjnej nadano materiał o tym, że w innej mieścicie gdzieś w Stanach, pasierbica zamordowała swojego ojczyma, bo on też ją maltretował psychicznie i fizycznie. I została uniewinniona. Ta scena, w której słyszymy wiadomości, a widzimy oczy Dwighta i Toby’ego, jest jedną z najlepszych w tym filmie. I jest do tego ekstremalnie wymowna.

„Chłopięcy świat” to kwintesencja dobrego obyczajo-dramatu, w którym do końca zastanawiamy się co się stanie. Poza tym, oglądając go, zaczynamy żyć losem bohaterów. Zaczynamy sympatyzować z niektórymi, a innych zaczynamy nienawidzić. De Niro po raz kolejny udowodnił, że rewelacyjnie podaje role twardych facetów, DiCaprio niemożliwie sugestywnie zagrał ofiarę krzywdy i maltretowania psycho-fizycznego. Ale muszę przyznać, że z każdym kolejnym seansem odkrywam złożoność tych bohaterów. Nie chcę tu nikomu strzelać gotowca, niech każdy sobie sam strzeli diagnozę psychologiczną, ale weźmy takiego Dwighta. On w zasadzie nie chce źle. Kiedy w jego życiu pojawiają się Wolffowie, to Toby jest totalnie zbuntowany, kapryśny i opryskliwy. Ot, typowy nastolatek z naszych czasów, ale wtedy chłopcy byli raczej porządni. Dwight chce dobrze, ale chyba nie ma wystarczających możliwości i umiejętności, żeby osiągnąć sukces wychowawczy. A Caroline? Ona pozuje na kobietę bardzo wyzwoloną, która sama potrafi ogarnąć wszystko i wszystkich, ale de facto chce mieć kogoś na kształt opiekuna. No i dochodzimy ponownie do Dwighta. Jedne z ostatnich scen, kiedy wykrzykuje „A co będzie ze mną?” pokazują, że jemu też marzy się ciepło domowego ogniska, ze spokojem, zapachem chleba, ale na jego warunkach. Oczekiwania każdej z tych osób są ogromne, a konfrontacja z rzeczywistością – gorzka, przykra, upokarzająca.

Film jest świetnym socjologicznym przykładem na rodzinne popieprzenie. Ma fajne zdjęcia, które kręcone były na amerykańskiej prowincji, ma fajną scenografię, fajną muzykę i fabułę, która po dwóch dekadach nie postarzała się ani trochę.

ON:

Leonardo DiCaprio im starszy, tym lepszym jest aktorem. Uważam, że rola w „Titanicu” była skazą na jego karierze filmowej, ale nie jest przecież jedynym, który popełnił błędy. Tak śledzę sobie jego poczynania i jestem pod ogromnym wrażeniem, gdyż nie ma roli, z jaką by sobie nie poradził. Ostatnio był świetny jako „demoniczny” Calvin Candie w „Django Unchained”. Dlaczego tak zachwycam się tym aktorem? Ponieważ miałem okazję (za namową Pauliny) zobaczyć „Chłopięcy Świat” – film, którego wcześniej nie miałem okazji oglądać. W tym dziele pojawia się młody, wręcz nastoletni DiCaprio. Na pewno nie on „ratował” ten obraz, ale widać było, że ma chłopak potencjał. Ale do rzeczy…

„Chłopięcy Świat” to autobiograficzna historia Tobiasa Wolffa, amerykańskiego pisarza, którego los doświadczył dość brutalnie. Jest to także opowieść o tym, że ogromne samozaparcie pozwala poradzić sobie z wieloma przeciwnościami, jakie potrafią stanąć na naszej drodze. Toby (DiCaprio) wraz ze swoją „zagubioną” mamą „zwiedzają” Stany. Ponieważ kobieta nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca na dłużej, chłopak nie ma łatwego dzieciństwa. Każde miasto to nowe nadzieje, kolejne obskurne pokoje i mieszkania, to następni faceci, którzy mają zastąpić jej męża, a jemu ojca. Ponieważ ona zajmuje się pracą oraz spotykaniem się z kolesiami, dzieciak wychowuje się praktycznie sam. Dokładniej – wychowuje go ulica. Wolny czas spędza z kolegami, takimi samymi jak on, opuszczonymi przez rodziców. Codziennie włóczą się po bezdrożach, podwórkach i opuszczonych budynkach, gdzie gadają o kobietach, piją alkohol i palą papierosy. Dla nich jedyne marzenie to wyrwanie się z marazmu i wszechogarniającej miernoty. Niestety, nie zapowiada się w żaden sposób, aby do tego doszło. Tak wygląda życie wielu nastolatków, nawet teraz. Mimo pewnych „błędów rodzicielskich”, stosunki z mamą układają mu się całkiem sensownie. Gdyby jeszcze nie te ciągłe zmiany… Dochodzi jednak do stabilizacji. Caroline, czyli mama Toby’ego, spotyka wreszcie idealnego kandydata na nowego męża. Wydaje się szarmancki, dostojny, wspaniały. Wręcz książę z bajki, książę z zabitej dechami dziury o dumnie brzmiącej nazwie “Concrete”. Dwight Hansen (De Niro), bo tak zwie się mężczyzna, na pierwszy rzut oka naprawdę może wyglądać na normalnego kolesia, ale to przykrywka. Jego trójka zastraszonych dzieci to najlepszy dowód na to, że każdy pojeb może mieć swoją maskę, którą zakłada kiedy jest mu ona potrzebna. Taką ma Dwight. Sielanka trwa dość krótko, gdyż już po nocy poślubnej Caroline zdaje sobie sprawę z tego, jakim człowiekiem naprawdę jest jej mąż. Niestety, to kobieta o bardzo słabym kręgosłupie i pomimo tego, że zamieniła jednego łotra na drugiego, nic z tym nie zamierza zrobić. Hansen zaś znalazł sobie ofiarę w postaci młodego Wolffa, chłopak od początku musiał przejść ciężką szkołę życia. To co było do tej pory, okazało się sielanką, gdyż ojczym nie zamierzał ułatwiać mu kolejnych dni spędzonych razem. Obowiązkowa praca roznosiciela gazet (z której nigdy nie zobaczył ani grosza), obowiązkowy klub skautów, obowiązkowe podporządkowanie. Tak mijają kolejne lata, pełne upokorzeń i kuksańców. Tyle, że Toby dorasta i wie, że nie chce spędzić życia w dziurze, gdzie pierdolnięty ojczym będzie się znęcał nad nim do końca jego dni. Jedyna droga ucieczki wiedzie przez naukę, przez stypendium w dobrej uczelni.

„Chłopiecy świat” to film w którym Robert De Niro przyćmił wszystkich swoją osobą, trzeba przyznać, że jego Dwight to kawał cholernego drania. Gesty, mimika, wszystko buduje jego obraz, człowieka podłego w pięknej masce. DiCaprio raczkuje na scenie, to bodajże jego czwarty film w karierze, ale jak wspomniałem – widać jego potencjał. Ellen Barkin zaś dobrze wcieliła się w rolę zagubionej, amerykańskiej kobiety, nie mającej ani pomysłu na życie, ani odwagi, aby przeciwstawić się kolejnemu facetowi. To obraz przejmujący i dramatyczny, ale nie tak bardzo, jak na początku może się wydawać. Mimo wszystko mamy kawał dobrego kina obyczajowego.

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad