Horrible Bosses

ON:

Szef-kumpel zdarza się bardzo rzadko. Nawet taki, który jest bardzo otwarty na integrację ze swoją ekipą, musi czasem trzymać na smyczy swoje owieczki. Najgorsi szefowie to ci, którzy nie są fair wobec swoich pracowników, tacy co na naszych plecach wożą się przez całą swoją karierę, spijają śmietankę, a nam rzucają ochłapy z “pańskiego stołu”. Każdy chyba raz w życiu miał takiego szefa-dupka, któremu chciałby dać raz a dobrze w ryj.  W 99% przypadków są to nasze marzenia i nigdy nie dojdzie do tego rękoczynu, ale zawsze znajdzie się ten jeden odważny, który za nic ma zasady, ma dość bycia gnojonym i chce się wreszcie zemścić.W filmie „Szefowie wrogowie” takich twardzieli mamy trzech.

Nick, Dale i Kurt to przyjaciele, którzy mimo pracy w różnych miejscach, borykają się z tym samym problemem – popaprany boss. Przełożony Nicka Hendricksa to  Dave Harken. Od kilku dobrych miesięcy wykorzystuje jego osobę, aby samego siebie awansować na dodatkowe stanowisko. „Ale bieżcie ze mnie przykład, wezmę tylko 85% należnej mi z tego tytułu pensji”  – mówi do swoich pracowników. W rozmowie z szefem Nick bardzo szybko zostaje sprowadzony na ziemie. Wyszło na to, że jest ubezwłasnowolniony, jest laleczką, „dziwką” swojego pana. „Ja ci nie dawałem nadziei na awans, ja Cię po prostu motywowałem.” Jak ja bym usłyszał taki bullshit, to bym chyba faceta na miejscu zabił. W ciągu kilku chwil wszystko pękło jak bańka mydlana.

Kurt Buckman, kolejny z trójki przyjaciół nie ma złej pracy. Jego szef bardzo go lubi, ekipa współpracowników także. Sympatia właściciela firmy wynika też z tego, że Kurt zastępuje mu jego prawdziwego syna, będącego babiarzem, ćpunem i chamem. Przyszłość Kurta maluje się naprawdę w różowym kolorze, niestety niespodziewany zawał serca u starszego już pana powoduje, że na krześle bossa ląduje wspomniany wcześniej syn- nieudacznik. W firmie zaczynają się rządy terroru, koka i dupeczki w gabinecie nowego pana i władcy to normalka.

Najmniejszy problem z przełożonym, a dokładniej przełożoną, ma Dale Arbus. Niestety przez swój wybryk z sikaniem po nocach na placu zabaw, bohater został lekko napiętnowany wyrokiem sądu, przez co trzyma się pracy jak menel ostatniej butelki z wiśniową prytą. Pani doktor Julia Harris wiedząc o całej sytuacji nie ma problemu z tym, aby wykorzystywać jego bezbronność i napastować go w każdej możliwej sytuacji. Jak by powiedziała moja babcia, doktorkę „cipa swędzi”, a najlepszą szczotkę do drapania ma w swoich spodniach Dale. Pewnie nie było by problemu gdyby nie to, iż nasz obrzezany chłopczyk nie był zaręczony z blond panią o wyłupiastych żabich oczkach. Ale facet jest twardy i ostro opiera się seksualnej psychopatce.

Podczas jednego wieczoru  w pubie panowie wylewają swoje żale na to, co się dzieje w pracy i do chodzą do wniosku, że trzeba czasem wyrwać chwasta. Najlepsza metoda na szkodniki lub nielubiane zielsko, to oczywiście ołów. Odpowiednia ilość pocisków potrafi uczynić cuda. Postanowili więc wynająć speca od mokrej roboty. Po niedługich poszukiwaniach trafiają na Deana „Matkojebce” Jonesa, który siedział  za “bardzo straszny czyn”. Facet wyciąga od nich 5 tysiaków, po czym przyznaje się, że nikogo nie zabił, ale chętnie za tą kasę zostanie ich konsultantem. Czyli jak w prawdziwym życiu. Po kilku wskazówkach panowie muszą wziąć los we własne ręce. Od tej chwili zaczyna się historia trzech nieudaczników, którzy mają postawić pierwsze kroki w zawodzie Hitmana.

Pierwszy raz oglądałem ten film w kinie i naprawdę mnie rozśmieszył. Teraz miałem okazję przypomnieć go sobie, podczas seansu na HBO i nawet podczas drugiego sensu śmiałem się jak głupi, gdyż ilość chamskich skeczy w tym filmie jest naprawdę ogromna. To, co wyczyniają trzej przyjaciele na ekranie przechodzi wszelkie granice. Naprawdę, jest to kawał wyśmienitej komedii, dobrze nakręconej i dobrze zagranej. Mimo, że to naiwny film, to warto choć raz go zobaczyć i pomyśleć, któremu szefowi byśmy chcieli wyciąć podobny numer.

ONA:

Posiadanie dobrego szefa, to skarb największy. Z kolei szef-psychol, który wyciska z Ciebie siódme poty, który Cię męczy, dręczy i poniża, to moim zdaniem jeden z najbardziej niszczących psychę i życie czynników. Ogólnie znana starożytna maksyma mówi, że szefa należy szanować, bo zawsze może trafić się jeszcze gorszy. A co, gdy trafiamy na takiego z samego dna piekła?

Film „Szefowie wrogowie” jest właśnie o destrukcyjnych bossach, którzy męczą, dręczą i poniżają swoich pracowników, na czele z głównymi bohaterami. Nick jest korporacyjnym szczurem, który jako pierwszy siedzi za swoim biurkiem i tyra wśród kolejnych dokumentów, by tylko zadowolić pana wszechmogącego, pana Harkena (którego genialnie zagrał Kevin Spacey). Ale wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że już niedługo zostanie nagrodzony awansem i jego szczurze życie w ciasnym boksie, zmieni się na wygodne biuro, wylaszczoną plakietkę z własnym nazwiskiem. Już niedługo… A kiedy nadchodzi dzień, w którym szef ma ogłosić nominację na nowe stanowisko, Nick jest już gotów do odbierania gratulacji i klepania z zazdrością po ramieniu. Niestety, nici z tego. Jego obiecane stanowisko otrzymuje nikt inny jak Harken, a Nickowi żyłka solidnie zaczyna pulsować. Kiedy w końcu wyciąga wbity w plecy „nóż”, idzie na rozmowę z szefem, podczas której dowiaduje się, że jest robaczkiem, nad którym stoi pryszczaty gówniarz i przypala mu skrzydełka lupą.

Drugim bohaterem jest Kurt. Przystojny kobieciarz, który na pierwszy rzut oka – ma całkiem niezłą pracę. Szefo go lubi i docenia, może się piąć po szczeblach kariery. Jest tylko jeden mały problem. Szef w ciele Donalda Sutherlanda umiera, a na jego miejscu pojawia się synuniu. I tu zaczynają się problemy Kurta. Nowy szef to dno moralne i kupa mułu. Jest ćpunem, psycholem, dziwkarzem, liczy tylko na kasę i generalnie nawet nie kryje swojego zamiaru, żeby położyć całą firmę, zgarniając szmal i resztę życia spędzić na plaży, pijąc drinki i klepiąc modelki (czy odwrotnie). Kurt, który ma ogromny szacunek do tego co robił ojciec psychola, za wszelką cenę chce uratować tonący statek.

Trzeci bohater to Dale. Wygląda jak chomik, ma irytujący głos i brzydką narzeczoną i też męczy go szef. A raczej szefowa. Piękna i zgrabna pani dentystka, która lubi ten sport, najlepiej w dawkach ekstremalnych. Dale marzy o byciu mężem, a pani dentystka marzy o siusiaku Dale’a. Właściwe to każdy zdrowy na umyśle facet marzy skrycie o takiej szefowej. Szefowej, która ma absolutnie nienasycony apetyt. Szefowa, która chodzi po swoim gabinecie w samych majteczkach i w fartuchu, która patrz na niego, jakby zaraz miała go pożreć przy pomocy paszczy. Nick i Kurt za bardzo nie rozumieją w czym problem, ale wiecie, Dale ma ideały.

Nasza trójeczka ma po prostu dość. Dość upokarzania, dość knucia, dość gnojenia i poniżania. Szukają rozwiązania i jedyne co przychodzi im do głów, to morderstwo, a właściwie trzy morderstwa. Ale doświadczenie mają zerowe, więc szukają kogoś, kto to za nich zrobi. Ponoć za kasę wszystko można kupić. Na ich drodze pojawia się pan Matkojebca (ksywa wzięta z życia), który ma być czymś na kształt konsultanta. I zgodnie z jego poleceniami i sugestiami zaczynają działać. Zapominają o tym, że gdy włamuje się do czyjegoś domu, żeby zrobić rozeznanie, trzeba mieć rękawiczki, zapominają, że raczej nie wypada sobie wkładać czyjeś szczoteczki w pupę, bo jednak tam też mamy DNA. Zapominają, że nie należy bałaganić, nie wolno rozsypywać kokainy, jak również nie należy jej wdychać. Całe to rozeznanie idzie im tragicznie. Ale zdobywają kilka faktów o swoich szefach, które mają im pomóc w unicestwieniu. Jednak, jak to w życiu bywa – nic nie jest proste.

„Szefowie wrogowie” to rewelacyjna komedia, z mnóstwem gagów, z jeszcze większą ilością chamskiego poczucia humoru, a ja właśnie takie uwielbiam. Jednocześnie jest dość nieoczekiwana i ok, trochę naiwna, ale co z tego, jak ogląda się ją rewelacyjnie! Wyłam ze śmiechu! Jest moc panie i panowie! Polecam!

PS. Pozdrawiam mojego szefa, który czasem tu zagląda i z którym potem prowadzę dyskusje na temat „Prometeusza” i „Batmanów”. Siema Bodzio!

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad