ONA:

Od ponad 5 lat pracuję z dzieciakami. Wydawać by się mogło, że to praca przyjemna, spokojna, nie wymagająca większego zaangażowania. Tak to wygląda z zewnątrz, kiedy do mojej świetlicy wchodzą zabiegani rodzice, widzą uśmiechnięte dzieciaki, słyszą śmiech i twórczy nieład. Oczywiście, mam wielu takich „rodziców”, którzy za każdym razem zastają mnie akurat przy komputerze, albo przy herbatce, przy słodkim relaksie (a najpewniej to chwila, kiedy ja siadam na tyłku pierwszy raz w ciągu dnia – ale nieważne). Ale wierzcie mi – bywa ciężko. Największą walkę, jaką muszę stoczyć, to walka o ich uwagę, by pokonać nudę. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo te lata spędzone z moimi wychowankami ugruntowały moją teorię – dzieci dzielą się na te, które „bawią” się wyłącznie przy użyciu komputera i te, które wolą bardziej „analogową” rozrywkę. Jako, że moje doświadczenie w grach różnego rodzaju jest dość spore, od dziś na Marudzeniu będą pojawiać się recenzje gier, ale planszowych itp. Zaczniemy od ostatniego odkrycia, w którym moje wrzodki się zakochały totalnie. Tres, dos, UNO!

Naszą nową miłością, nad którą spędzamy – wierzcie mi – wiele godzin jest właśnie ta gra karciana. Uno zbliżone jest nieco do makao, ale potrzebujemy specjalnej talii kart do grania. Została ona stworzona w 1971 roku przez Merle’a Robbinsa i od tego czasu pojawiło się wiele wariacji na jej temat, a także wersje na smartfony i konsole, ale sens pozostał taki sam – trzeba pozbyć się wszystkich kart. Idea jest następująca: mamy 4 kolory kart, każdy ponumerowany od 0 do 9. Do tego mamy karty funkcyjne: skip, reverse, draw two, draw four wild i wild. Za ich pomocą możemy: zablokować następną osobę, odwrócić kolejkę, „zmusić” kolejną osobę do zabrania dwóch lub czterech kart, możemy również zmienić kolor karty. Brzmi nudno? Nic bardziej mylnego! Gra potrafi być szalenie wciągająca i w ciągu ułamku sekundy z potencjalnego sukcesu może zostać niewiele. Dodatkowo, gra ma bardzo „luźne” zasady – to tak jak z Monopoly, niby są jakieś procedury, ale tak naprawdę każdy gra według siebie. Każdy uczestnik dostaje 7 kart, które należy zrzucać wg koloru lub symbolu. Proste? To dodajmy do tego taktykę, przecież każdy chce wygrać, więc trzeba jak najsprytniej go podejść, uprzykrzyć mu rozgrywkę i po prostu wygrać. Nasza świetlicowa wersja jest nieco „podrasowana”, bo my nie gramy na punkty, tylko na cukierki.

Uno to bardzo fajna gra, która świetnie sprawdzi się nie tylko podczas zabawy z dzieciakami – zasady są tak proste, że nawet 7 latki ogarną temat, a podczas gry ze starszymi i z dorosłymi, może być naprawdę ostro. Koszt: ok. 20-25 zł. Gwarantuję Wam, że będziecie się świetnie bawić przy tej grze.