Valiant Hearts: The Great War (XBOX360)

ON:

Raz na jakiś czas pojawia się gra, która jest nie tylko grą, ale i małym dziełem sztuki. Tak też jest z produkcją Ubisoft pod tytułem „Valiant Hearts: The Great War”. To historia, która potrafi nie tylko zaskoczyć, ale i złapać za serce.

Historia, jaką uraczą nas twórcy, umiejscowiona jest w realiach Pierwszej Wojny Światowej. W tej dość specyficznej przygodówce przyjdzie nam kierować czterema postaciami, które z bitwami na froncie mają wiele wspólnego. Pierwszą osobą, jaką przyjdzie nam kierować, będzie francuski farmer – Emile, który pomimo podeszłego wieku idzie walczyć z okupantem. Po stronie niemieckiej pojawi się Karl – młody chłopak pragnący zemsty za śmierć żony. Na początku dowiadujemy się, że Karl i Emile są ze sobą spokrewnieni, a ich drogi kilkakrotnie przeplotą się nie tylko w okopach, ale i życiu prywatnym.. Na polu bitwy pojawią się jeszcze Amerykanin Freddie oraz belgijska pielęgniarka Ana. Komplet bohaterów zamyka wspaniały psiak, którego misją jest pomaganie rannym na polu bitwy.

„Valiant Hearts: The Great War” to przede wszystkim opowieść. W pewnym momencie przestajemy zwracać uwagę na kolejne zadania, a po prostu śledzimy poczynania bohaterów. Aby zbytnio nie zmuszać gracza do kombinowania, większość zagadek jest w miarę prosta i dość logiczna. Dzięki temu spokojnie możemy popychać scenariusz do przodu. Po jakimś czasie znajdziemy patent na zagadki, jakie wymyślili twórcy. Wtedy dość szybko odnajdziemy poukrywane na mapie przedmioty, ułatwiające nam dalszą podroż, a co za tym idzie – pozwalające nam szybciej ukończyć grę.

Każdy z bohaterów jest inny i dysponuje inną umiejętnością, którą wielokrotnie przyjdzie nam użyć podczas podróży. Emile może kopać doły i odgradzać przejścia. Freddie potrafi przecinać druty kolczaste, a Ana jako sanitariuszka może leczyć rannych żołnierzy. Czasami potrzebna nam będzie pomoc innej postaci, np. psiaka, ale wszystko ma swoje uzasadnienie. Wydarzenia przedstawione w „Valiant Hearts: The Great War” podobno miały miejsce naprawdę. Jeśli tak było, to po raz kolejny mamy przykład na to, że najlepsze scenariusze pisze samo życie. Przeplatające się ze sobą wątki, wzajemne relacje wspomnianej czwórki i psa potrafią doprowadzić do łez – naprawdę.

Gra podzielona jest na kolejne misje. Na każdej znajdziemy ukryte kilka przedmiotów i będziemy mogli przeczytać kilka ciekawostek na temat wojny. Jednocześnie zobaczymy jak bezsensowna i bezlitosna jest sztuka zabijania, wymyślona przez człowieka. Wszystko zaś przedstawione jest komiksowej, rysowanej konwencji, która wcale nie przypomina bajki dla dzieci. Komiks potrafi być nośnikiem dla dorosłego czytelnika i podobnie ma się sprawa w przypadku produkcji Ubisoftu.

Reasumując. „Valiant Hearts: The Great War” to piękna, wzruszająca i jednocześnie posta przygodówka, którą docenią starzy wyjadacze jak i nowi gracze. To tytuł, w który po prostu trzeba zagrać.

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad