ONA:

Małgorzatę Halber kojarzę z telewizji i właściwie jej twarz towarzyszyła mi od zawsze, właśnie w pudle ze szklanym kineskopem. Jest ode mnie o 6 lat starsza, więc gdy widziałam ją w „5-10-15”, a potem gdzieś w muzycznych programach – imponowało mi to. Fajne ciuchy, fajne fryzury, no i przede wszystkim to, że jest w tej telewizji, mimo młodego wieku. Wygadana, charakterna, ale dopiero teraz, po tych wszystkich latach, dotarło do mnie, że długo była tylko gębą. Nie miałam pojęcia jak się nazywa…

A potem przyszedł czas, kiedy to wszyscy i wszędzie czytali książkę „Najgorszy człowiek na świecie”. Pan Grey i jego oblubienica byli przy tym pikusiem, bo powieść z kotem na okładce czytali też i faceci. Totalny szał. W księgarniach, do których zaglądałam, był totalne pierdzielnięcie. W Internecie wszyscy zachwalali, rozpisywali się o wyjątkowej głębi, dobrym stylu, same ochy i achy. Ja jakoś zupełnie nie miałam fazy wtedy na książki, których dominującym tematem jest walka z uzależnieniem, więc z lekką szyderą przechodziłam obok. Aż wreszcie wpadła mi w ręce. I wiecie co? Totalnie rozumiem ten zachwyt. Zeżarłam tę pozycję w dwa dni, odrywając się od niej tylko z powodu jakiś durnostek, typu praca.

Krystyna jest młodą kobietą, pracującą w telewizji, mającą faceta i dość barwne życie. Tylko koloryzuje je sobie ona przy pomocy różnych substancji. Alkohol – wiadomo. Używamy wszyscy. Niewinne piwko po pracy, szał kolorowych drinków na imprezie, szocik wiśniówki przed snem albo lampka wina na skołatane nerwy. No i trawa. Och, trawa!!! Luz zapakowany w bibułkę. Błogość zstępująca na ciało z każdym kolejnym buchem. Te dwie substancje mocno zakorzeniły się w życiu Krystyny i któregoś dnia zdała sobie ona sprawę z tego, że czas z tym skończyć. „Najgorszy człowiek na świecie” to zapis jej przeprawy i walki z uzależnieniem, gdzie emocje mieszają się z doświadczeniami odwykowymi, gdzie jest ogromna ilość autoironii, przerażenia, złości i pustki. Doświadczenia Krystyny są tak mocne i drobiazgowo opisane, że ciężko się oderwać. To bardzo mądrze napisana książka, która szczególnie mocno uderzy w moje pokolenie – w moich rówieśników. To refleksyjna i dająca do myślenia przeprawa nie tylko po uzależnieniu bohaterki, ale i po wartościach, którymi kierują się współcześnie trzydziestoparolatkowie.

Świetny debiut. Pierońsko mocny.