Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

52 Tuesdays

ONA:

Każda życiowa rewolucja prędzej czy później przynosi problemy. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć od razu, przewidzieć, nie wspominając już o zaakceptowaniu. To dopiero problem. Trudno więc się dziwić Billie, nastolatce z filmu „52 wtorki”, którą jej mama pewnego dnia poinformowała, że zaczyna zmieniać płeć i przestaje być kobietą…

Dziewczyna zaczyna mieszkać z ojcem po to, by jej mama podczas swojej transformacji, miała spokój. Ale obiecują sobie, że każdy wtorek po szkole spędzą razem, układając sobie to wszystko, co się dzieje zarówno z jedną, jak i z drugą… Bo u Billie też zachodzi wiele zmian…

„52 wtorki” to klasyczny obyczaj podejmujący ważny i bardzo kłopotliwy temat. O ile np. rozwody, czy homoseksualizm stały się „przyziemne” i już nikt na to nie zwraca wyjątkowej uwagi, tak kwestia transseksualizmu – to ciągle ogromna kontrowersja, która co ciekawe, mało kiedy dotyczy samej przemiany, zmiany imienia, aktów i dokumentów, a tego co ta druga osoba trzyma w majtkach i z kim aktualnie sypia. I jak! Sophie Hyde, reżyserka tego filmu, niewątpliwie bardzo widocznie krąży wokół seksualności i seksu samego w sobie. Tu nie ma ani jednego bohatera, który „stereotypowo” powiązany jest z seksem. Jest nastolatka odkrywająca go ze znajomymi. Jest młody wujek, który bardzo alternatywnie podchodzi do życia. Jest kobieta, która w pewnym momencie swojego jak najbardziej heteroseksualnego związku, po którym ma dziecko, odkrywa, że pociągają ją kobiety, a ona sama dużo lepiej czuje się jako facet. I początkowo wystarczały jej „przebieranki”: spodnie, krótka fryzura, zmiana imienia na męskie… W filmie wielokrotnie poruszana jest kwestia autentyczności i bycia w zgodzie ze sobą – na przekór wszystkim. Cena, jaką trzeba ponieść, bywa ogromna…

To nie jest film, który można polecić „ot tak”. Nie ma w nim akcji, za to są emocje i przeżycia. To takie dzieło, którym można się posiłkować w rozmowie, w dyskusji, bo pokazuje zupełnie inny punkt widzenia. Jest bardzo spokojny, bardzo dziwny, żeby nie powiedzieć, że dziwaczny. Daje do myślenia i sprawia, że dopada nas refleksja. Ale to kino nie dla każdego, bo można się na nim męczyć.

ON:

O niektórych rzeczach bardzo ciężko się rozmawia, bo pewne problemy są tematem tabu i wiele osób uważa, że najlepiej zamieść je pod dywan. Dlatego od czasu do czasu pojawiają się filmy takie jak „52 Wtorki”.

Ten australijski dramat zalicza się do dzieł trudnych. Temat, z którym stara rozprawić się reżyser, jest hermetyczny i niektórzy zupełnie go nie zrozumieją, a inni po prostu zaszufladkują w kategorii zboczenia. W pewnych momentach można go porównać do „Nie czas na łzy”, ale tylko jeśli rozpatrzymy jeden z kilku wątków. Podobnie jak w tamtym obrazie – będziemy mieli możliwość towarzyszenia młodej osobie podczas odkrywania swojej seksualności. Jednak w „52 Wtorkach” ten temat nie jest tak bardzo ważny, jak rodzinne i społeczne następstwa zmiany płci przez jedno z rodziców.

Billie jest śliczną 17-sto letnią dziewczyną mieszkającą matką. Pewnego dnia dowiaduje się, że przez kolejny rok będzie musiała mieszkać z ojcem. Dlaczego? Ponieważ mama doszła do wniosku, że tak naprawdę to nie jest kobietą i chce zmienić płeć. By to zrobić musi przejść szereg zabiegów, spotkań z psychologami i wizyt u lekarzy. Ten dość napięty harmonogram nie powala zająć się dorastającą córką. Obiecuje jej jednak, że przez kolejny rok, będą spotykać się obie w każdy wtorek. Film ten jest zapisem historii, która urodziła się przez ten czas. I choć mamy tu zbiór bardzo spokojnie opowiedzianych scen, to nie zabraknie tu dramatyzmu.

Ciężko skupiać się tylko na tych wtorkach, ponieważ pomiędzy nimi toczy się życie. Młoda dziewczyna zaczyna wagarować i kręci swój bardzo erotyczny film, w którym biorą udział jej znajomi, a później i ona sama. Matka dziewczyny zaczyna mieć problemy z całym procesem przygotowującym do operacji, a jej ojciec jest bardzo zapracowany i nie ma czasu na to, aby doglądać swoje córki. To wystarczy, aby doszło do szeregu nie zbyt przyjemnych sytuacji.

„52 Wtorki” uświadomiło mi dwie rzeczy. Po pierwsze: zmiana płci to proces, który ostro może zmienić życie nie jednej, ale wielu osób. Po drugie: nie zdajemy sobie sprawy z tego, co dzieje się za drzwiami naszych domów i co tak naprawdę mogą robić nam bliscy za naszymi plecami.

Film raczej dla osób, które chcą rozkładać na czynniki pierwsze ludzkie zachowania.