ONA:

Podobno istnieje schemat filmowy, dopasowany do kina akcji, który determinuje mocno to w jakiej minucie musi się coś wydarzyć. Trzymanie się tego bardzo dobrze wpływa na widzów, którzy dzięki temu są skołowani, ale tak pozytywnie i dają się zaskoczyć. Cóż, moim zdaniem film może się zacząć od pierdolnięcia, może się na nim skończyć – a i tak naprawdę liczy się to co napisał scenarzysta, jak reżyser sobie to wyobraził, a aktorzy – wykonali. W filmie „Focus” elementów zaskakujących jest mnóstwo. Co prawda nie jest to taki poziom urwania głowy, jak np. w” Fight Club”, ale nadal. I nawet gdy już nam się wydaje, że jesteśmy o krok od rozwiązania zagadki – guzik. Po raz kolejny jesteśmy wodzeni za nos.

Tak, ja takie kino uwielbiam najbardziej!

Nicky (Will Smith) to oszust. Jest świetny w tym co robi, a swoją profesję zna od podszewki. Co ciekawe – pracuje na tak zwanej „średniej półce”: zegarki, karty, portfele. Razem ze swoimi wspólnikami dobierają się do bogaczy i urządzają sobie „zakupy”. Idzie im świetnie. Każdy wie co ma robić, kiedy się pojawić i – co ważne – kiedy zniknąć. Potem, w kwaterze, dzielą się po równo kasą. Do tego idealnie działającego mechanizmu dołącza piękna Jess (Margot Robbie). Dziewczyna jest „na stażu”, a kiedy po nauce Nicky’ego pokazuje na co ją stać – z miejsca dołącza do drużyny. Zresztą, trudno się dziwić. Poza umiejętnościami ma też świetną twarz i figurę. Pomiędzy nią z „szefem” zaczyna iskrzyć pierońsko… Tylko jak się okazuje… A dobra, nic więcej nie dodam.

Zwrotów akcji jest w tym filmie od groma. To kinematograficzny rollercoaster, ale z gatunku tych, które nie doprowadzają do wymiotów. Sporo się tu dzieje, a każda kolejna akcja bije poprzedniczkę na głowę. Co się okazuje: tu wszyscy kłamią, wszystko jest zaplanowaną grą, strategią i do samego końca nie wiadomo kto, co i z kim. Wydawać by się mogło, że to klasyczny film z cyklu „zabili go, a on uciekł”, ale i tak jest to produkcja warta uwagi. Fajnie wykonana, fajnie zagrana, z bardzo dobrze przemyślaną i utkaną intrygą, z wieloma wątkami i takim bardzo przyjemnym filmowym „cwaniactwem”, który może inspirować. Może niekoniecznie do okradania, ale do grania w taki sposób, by inni robili to, co my chcemy.

Ps. Will Smith się nie starzeje ani trochę.

ON:

„Focus” to sympatyczny i niezobowiązujący film o oszustach. Dzieło, które nie wnosi nic nowego do gatunku, bowiem takich opowieści było już wiele, a każda następna po prostu powiela schematy. Tutaj jest podobnie. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z tytułem złym lub słabym. „Focus” po prostu jest poprawny. Ma wszystko, co takie kino mieć powinno. Jest intryga, akcja, piękna kobieta, pieniądze i miłość.

Nicky to cwaniak i oszust. Wiele lat ze swojego życia poświęcił na naukę „tego zawodu”. Jego przekręty opierają się na siatce świetnych ludzi z którymi pracuje i na wyczuciu, którego nie można się nauczyć. Podczas jednego wieczoru spotyka on młodą Jess, kobietę, która tak samo jak on lubi to ryzyko związane z kradzieżą i oszustwami. Kilka wspólnych testów i okazuje się, że dziewczyna idealnie pasuje do zespołu. Jeśli myślicie, że oszuści i kieszonkowcy zarabiają krocie, to się zdziwicie, przynajmniej tak twierdzi Nicky. Wspólna praca przeradza się w coś więcej i nie trzeba długo czekać, by ta dwójka wylądowała razem w łóżku. Od tego momentu para ta zaczyna inaczej spędzać czas. Pewnego dnia dochodzi do incydentu, który wiele wyjaśnia i pokazuje jaki naprawdę jest Nicky. Po tym zdarzeniu ich drogi się rozchodzą na dość długo. Ponowne spotkanie jest niespodziewane i przynosi ogromną ilość wspomnień. Nicky jednak nie może dać się rozproszyć, ponieważ jest w środku poważnego przekrętu i każdy drobiazg może doprowadzić do wpadki.

Mam strasznie mieszane uczucia. To naprawdę niezły tytuł, ale scenariusz i zwroty akcji, są tak oklepane, że ciężko mi doszukać się w nim czegoś „nowego”. Na pewno na uwagę zasługuje epizod podczas meczu footballowego. To jednak za mało. Jest tu też trochę całkiem dobrego humoru, no i co najważniejsze – ten film jest dobrze nakręcony. To dzieło, który trzeba ocenić samemu, ponieważ mi ciężko jest wydać jednoznaczną opinię.

Przy okazji doszło do mnie jak czas ucieka. Will Smith ma 46 lat. Pamiętam go „W bajerze z Bel-air” w „Bad Boys” i kurde przeraża mnie to, że aktor, który śmieszył mnie jako dzieciaka, gra teraz podstarzałego przestępcę na emeryturze.