Robert Biedroń - Pod prąd recenzja

Roberta Biedronia lubię bardzo. Cenię go, za inne spojrzenie na politykę, na ludzi, na współczesny świat. To polityk, z którego możemy być dumni, którego możemy „postawić” obok innych, tych znanych i znaczących. Jest spójny w tym, co robi i zawsze się uśmiecha. Tak szczerze. A ja szczerze uśmiecham się do niego, mając nadzieję, że „Jeszcze będzie przepięknie”.

Robert Biedroń – Pod prąd – recenzja

Takie „biograficzne” rozmowy zachwyciły mnie odkąd sięgnęłam po „Spodwiedź heretyka” Nergala. Poza suchymi faktami, datami, można dowiedzieć się czegoś zdecydowanie głębszego. Tego, co siedzi w człowieku… Tego, co kryje się w emocjach, w planach, w doświadczeniach. W marzeniach. W troskach.

Biedroń, po książce „Pod prąd” stał się dla mnie kimś jeszcze bliższym, co jest dziwne, bo przecież się nie znamy. To znaczy ja znam jego, on mnie nie. Ciekawa jestem czy budzi się każdego poranka z myślą, że dla kogoś on sam jest inspiracją, wzorem, nadzieją na lepsze.

W wielu kwestiach stykamy się – rodzina, natura, zwierzęta, jeżdżenie na rowerze! W tym, że trzeba mierzyć wysoko i skakać daleko, ale trzeba na to pracować. Zapierdzielać w pocie czoła, bo nikt nie da nam pozycji za darmo.

Patrzę na Niego i nie widzę „statusu”, pracy, „pana prezydenta”, a widzę człowieka, który w całościowy sposób ogarnia urząd, który sprawuje. Człowiek normalny, inteligentny, oczytany. Taki, który widział wiele, przeżył wiele, który troszczy się o innych. Człowiek interesujący. Fajny.

Bardzo liczę na to, że Jego ambicja zaprowadzi go dalej. A książka jest świetna. Uciera nosa sceptykom, hejterom, wrogom, którzy w swoim zacietrzewieniu i z klapkami na oczach nie widzą dobra. Może teraz zobaczą.

Tagi: Robert Biedroń – Pod prąd – recenzja, książki, recenzja, marudzenie, blog recenzencki