ON:
Czym się różni odbijanie zakładników z terytorium Iranu od skoku na bank? Według najnowszego dzieła Bena Afflecka – niczym. Można powiedzieć, że „Operacja Argo” idealnie wpasowuje się w schemat tak zwanego „heist movie”. Filmy tego „gatunku” możemy podzielić na trzy części: faza planowania, faza zbierania ekipy i ostatecznie faza skoku. Idealnym przykładem tego typu produkcji jest trylogia „Ocean’s 11-13”. Nie pomyślałbym jednak, że obraz opowiadający o uwolnieniu sześciu amerykańskich dyplomatów „uwięzionych” w Iranie, mimo braku jakichkolwiek strzałów i wybuchów spowoduje, że podczas seansu spocę się jak mysz.
Jeśli ktoś nie interesuje się historią USA oraz Iranu albo gdy po prostu jest za młody na pewną wiedzę, to warto przypomnieć, że w 1979 roku ambasada Ameryki w Teheranie została „najechana” przez grupę Irańskich studentów, którzy zagrozili śmiercią zatrzymanym dyplomatom. Ale film nie skupia się na sześćdziesięciu kilku osobach przebywających w ambasadzie, ale na szóstce, która w ostatniej chwili opuściła zagrożony budynek i skryła się w domu kanadyjskiego polityka.
Ponieważ Ameryka pod rządami Cartera postanowiła nie ustępować terrorystom, zakładników zwolniono dopiero po 444 dniach. W pewnym momencie zdecydowano się na zbroją akcję ratunkową, ale wynikająca z niej kompromitacja przyczyniła się tylko do tego, że prezydenta nie wybrano na drugą kadencję.
A co działo się ze wspomnianą szóstką? Zamknięci w domu ambasadora Kanady czekają na to, co się będzie działo dalej. Nie wychodząc poza mury zaczynają wzbudzać podejrzenia irańskiej gosposi, ale na razie cała sytuacja jest w miarę spokojna. Gdy do USA dociera informacja, że terroryści starają się złożyć w całość pocięte amerykańskie dokumenty, w tym księgę ze zdjęciami pracowników ambasady, pada na nich blady strach. Jeśli dowiedzą się, że liczba osób się nie zgadza, to wspomniana szóstka jest skazana na śmierć. Jak wspomina jeden z pracowników departamentu – „Będziemy mieć sześć publicznych dekapitacji”. W tej chwili na scenę wkracza Tony Mendez, facet specjalizujący się w wyciąganiu ludzi z terenu wroga. Jego bronią nie jest jednak masa karabinów i pistoletów, ale analityczny umysł, mocne nerwy i wyobraźnia. Dzięki takiej kombinacji jest wstanie zorganizować akcję na tyle szaloną, że mogącą się udać.
Wraz ze specjalistą od efektów specjalnych Johnem Chambersem oraz producentem Lesterem Siegelem zaczynają pracę nad nieistniejącym szmirowatym filmem science-fiction pod tytułem „Argo”. Jest to oczywiście przykrywka dla całej akcji, ale musi być na tyle wiarygodna, żeby oszukać bojówki ajatollaha. Mendez z podrobionym kanadyjskimi paszportami przedostaje się do Teheranu, by tam w ciągu dwóch dni wyciągnąć Amerykanów. Tak naprawdę do połowy film skupia się na kombinowaniu i planowaniu, dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik. Ale gdy Tony jest już na terytorium wroga zaczyna się naprawdę emocjonujące kino. Jak wspomniałem w całym filmie nie pada chyba ani jeden strzał, a i tak siedzi się jak na szpilkach.
Dla mnie „Operacja Argo” jest ogromnym zaskoczeniem tego roku, film ten pojawił się z znikąd i ląduje na liście nominowanych do Oscara. Myślę, że nominacje są zasłużone, gdyż całość zrealizowana jest po mistrzowsku, a Affleck po raz kolejny pokazuje, że za krześle reżysera czuje się tak samo dobrze jak w skórze aktora. Dla mnie kino warte poświęcenia mu swojego czasu. „Argo twoja mać!”
ONA:
Złote Globy rozdane. I przyznam się bez bicia, wręczanie nagród filmowych wzbudza we mnie większe emocje niż wyniki wyborów, szczególnie w naszym quasi-państewku. Cóż, taki beznadziejny charakter. Co roku nagrywam sobie transmisję rozdania Oscarów, nie wspominając o tym, że mam kilka ulubionych przemówień i podziękować. Cóż, taki beznadziejny charakter. Ale dlaczego o tym piszę… Wśród głównych pretendentów do nagrody za najlepszy film jednym tchem zwykle wymienia się „Lincolna” i „Operację Argo”. I tak się szczęśliwie trafiło, że obejrzeliśmy oba… Jako, że historia szesnastego prezydenta USA została już przez Marudy wrzucona, dziś rozbieramy na części film Bena Afflecka, który moim zdaniem – bije na głowę Abrahama.
Wszystko rozgrywa się na Bliskim Wschodzie, przy czym wybaczcie, moja wiedza polityczno-geograficzna nie jest w stanie rozróżnić Iraku i Iranu. W każdym razie, chodzi o jakąś rewolucję, o jakieś przewroty władzy, bo Amerykanie standardowo się w coś wpierdzielają, a tubylcy nie do końca mają na to ochotę. Więc szturmują amerykańską ambasadę, siejąc popłoch. Pracownicy w popłochu palą dokumenty, próbując zataić tajemnice państwowe, zapominając o tym, by uchronić swoje własne życie. I wpadają w zasadzkę. Praktycznie wszyscy zostają schwytani i skazani na bardzo długą niewolę. Praktycznie, bo szóstce udaje się zbiec. Schronienie znajdują w ambasadzie Kanady. Ale teraz jak ich bezpiecznie przetransportować do ojczyzny?
Opracowaniem tego planu zajmuje się Tony Mendez (Ben Affleck). Jest to koleś, który zupełnie przypadkiem postawił wszystko na pracę. Z żoną żyje w separacji, a kontakt z synem ma wyłącznie przez telefon. I dostaje zlecenie: ściągnąć rodaków. Ale jak to zrobić? Wpada na genialny plan, żeby zaaranżować kręcenie filmu sci-fi, który ma być osadzony w klimatach pustynnych, arabskich, itp. I w związku z tym, że nikt nie chce mieć na dłoniach krwi szóstki w opałach, cały plan należy przygotować perfekcyjnie, jakby faktycznie film „Argo” miał powstać. Tylko pytanie brzmi: czy pomimo ogromnego nakładu pracy, pomimo odwagi i perfekcji uda się uratować i odbić rodaków?
W moich oczach ten film jest rewelacyjny. Jest wiarygodny, koniec lat 70. oddany jest we wszystkim, co tylko widzimy: w meblach, w miejscach, w kostiumach, w klimacie. Aktorzy nie dość, że zostali dobrani w sposób praktycznie identyczny, do osób, które rzeczywiście uczestniczyły w wydarzeniach, grają rewelacyjnie. Świetnie było ponownie zobaczyć Johna Goodmana na dużym ekranie. A jeśli chodzi o samą historię, to trzyma nas ona za jaja do samego końca. Ja doczytałam w necie o finale tych wydarzeń, ale mimo to siedziałam jak na gwoździach, rezygnując jednocześnie z mrugania, by nie stracić żadnego momentu. Momentami jest zabawny, momentami dramatyczny. Jednak cały czas trzyma bardzo wysoki poziom…
