ON:

Gdy po raz pierwszy obejrzałem „OldBoya” w reżyserii Chan-wook Parka, otrzymałem kino mroczne, brutalne i pełne klimatu. Nie spodziewałem się, że Hollywood połasi się na amerykański remake, który będzie reżyserowany przez Spike’a Lee.

Reżyser ten znany mi jest z kina obyczajowego, a nie typowych sensacyjnych opowieści. Oczywiście znajdziemy w całym jego dorobku tytuły takie jak „Inside Man”, ale są to wyjątki. Lee jest reżyserem czarnego odbiorcy. Jego filmy to wiersze afroamerykańskiej części Stanów. Widać to było bardzo dobrze w wielokrotnie nagradzanym i wysoko ocenianym „Autobusie”. Dla niego liczył się człowiek, liczyła opowieść o przedmieściach i ulicy. Tym bardziej dziwiło mnie, że reżyser ten zabiera się za kino typowo sensacyjne, mające korzenie w kinie azjatyckim. Ale podobnie było z Jimem Jarmuschem, który po „Kawie i Papierosach” i „Mistery Train” wyreżyserował „Ghost Dog”.

Ręka Spike’a Lee wygładziła tylko produkcję. „Oldboy” jest filmem brutalnym. Pełnym ostrych scen, które mają mu nadać charakteru. Są one inne, niż w produkcji Parka, mniej jest tutaj krwi. Jednak oddając hołd Koreańczykowi – zachowane są tu pewne elementy, które łączą między sobą oba dzieła. Nie może się obejść bez młotka, który przecież odgrywa tak ważną rolę.

Dzieło Spike’a Lee podąża śladami swojego młodszego brata. Joe Doucett to amerykańska wersja Dae-su Oh. Powielając schemat mamy uwięzienie na długie lata. Nikt nie podaje nam informacji dlaczego tak się stało, tak samo, jak nikt nie powie nam co jest powodem uwolnienia więźnia. Idąc podrzuconymi przez nieznajomego śladami, małymi kroczkami zbliżamy się do finału. Im bliżej jesteśmy końca, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że ta historia jest szalona. Jej szaleństwo jest wręcz namacalne. Stawiając kroki wraz z Doucettem zdamy sobie sprawę, że żadne z zadawanych sobie pytań nie jest ważne. Ponieważ odpowiedzi i tak padną inne, niż te, których oczekujemy.

„Oldboy” nie jest filmem, który pasuje do amerykańskiego reżysera pokroju Lee. Ciężko mi powiedzieć, kto inny mógłby zabrać się za „staruszka”, ale spodziewałem się osoby bardziej związanej z kinem akcji. Nie oznacza to, że ta produkcja jest zła. Wręcz przeciwnie, dziwie się jej niskim ocenom, gdyż to naprawdę niezłe kino. Ciemnoskóry reżyser nie do końca czuje się dobrze w takich opowieściach. Pokazał to w „Inside Man”, które miało kilka dłużyzn, psujących zupełnie tamto dzieło.

Amerykańskiego „Oldboya” trzeba smakować po amerykańsku. Sajgonki przewijają się tutaj tylko przez chwilę, reszta jest do cna przepełniona wściekłymi pięściami Doucetta, męskim potem i twardymi regułami, które królują na ulicy. Jeśli jesteście gotowi na jazdę bez trzymanki, to „Oldboy” powinien się Wam spodobać.

ONA:

Zacznę od tego, że absolutnie nie zgadzam się z opinią, że „Oldboy. Zemsta jest cierpliwa” to film nudny, płytki i kiczowaty. Poważnie, z ręką na sercu – mnie wywrócił na lewą stronę. Okej, nie jest to kino typu „Fight Club”, „Siedem” czy nawet „Szósty zmysł”, gdzie finały psuły głowę, ale to nadal bardzo zaskakujące dzieło, które poddano zbyt mocnej krytyce. Jeśli chodzi o ten film Spike’a Lee to mamy do czynienia z przekoloryzowaną historią, która właśnie z tego powodu jest tak zajebistą, mocną, intensywną opowieścią. A, to może dobry moment żeby wspomnieć, że to nie jest kino dla osób (nad)wrażliwych. Zostańcie sobie przy komediach romantycznych.

Joe Doucett to człowiek skurwiel. Zimny, cyniczny, nastawiony na „mieć”, a nie „być”, ignorujący i kpiący z jakichkolwiek zasad. Jest jak wygłodniały rekin, którego apetyt na „więcej” rośnie. Rodzina oczywiście się mu rozpadła, ale on i tak ma to w dupie. Jego życiową postawą wydaje się być wyłącznie bezduszne parcie w stronę, na którą akurat ma ochotę. Ale to się szybko kończy. Nagle Joe zostaje uprowadzony i osadzony w pewnym pokoju. Po prostu. Ma telewizję, ma jedzenie, ma „jakieś tam” wygody w postaci łóżka i toalety – czego chcieć więcej. I tak przez dwadzieścia lat. Joe nawet po tym czasie nie ma pojęcia dlaczego został schwytany i przetrzymywany w tej niewoli. Ale w pewnym momencie jego głównym celem stała się ucieczka z tego pokoju. Zaczął ćwiczyć, nadludzko pokonywać ból i „opór” ciała, a jego myśli koncentrowały się wyłącznie wokół 2 elementów: wyjścia i odnalezienia córki. To było całe jego życie. I w pewnym momencie obudził się poza murami swojej klatki. Teraz, gdy „odzyskał” wolność, za wszelką cenę chce znaleźć tych, którzy mu to zrobili i oczywiście spuścić im klasyczny wpierdol. Oh, wybaczcie.

„Oldboy. Zemsta jest cierpliwa”  to film typu rzeźnia. Brutalny, krwawy, wręcz dziki. Trup ściele się gęsto, a Joe staje się wkurwioną maszyną do zabijania. Dni poświęcone na nadludzki trening zrobiły z niego bestię, której nie dość, że nikt nie potrafi zatrzymać, to jeszcze która jest wściekła i żądna krwi. Ktokolwiek stanie na jego drodze – zostaje unicestwiony. W „łączeniu kropek” pomaga mu dawny kumpel i przypadkowo poznana młoda lekarka. A kiedy już dojdziemy do momentu, gdy zagadka coraz bardziej zostaje rozwiązana, zacznie się wywracanie bebechów. Finał urywa głowę. Zwala z nóg.

 Jeśli ktoś Wam powie, że ten film jest „kiczowaty” i „pokraczny”, to zignorujcie go. On jest „komiksowy”, jeśli wiecie co przez to chcę powiedzieć. Jest mocny i to jego największy atut. Ja polecam!