ONA:

Patch Adams, a właściwie Hunter Doherty „Patch” Adams to postać rzeczywista, a nie wymysł scenarzystów hollywoodzkich. Urodził się on w 1945 roku w Waszyngtonie i jest amerykańskim aktywistą społecznym, klaunem, aktorem i przede wszystkim lekarzem. W 1972 roku założył Gesundheit! Institute, którego flagowym celem była pomoc medyczna łącząca elementy standardowej medycyny z metodami alternatywnymi, takimi jak taniec, skecze, przedstawienia. Na podstawie jego historii w 1998 roku Tom Shadyac nakręcił film, w którym rolę główną powierzono Robinowi Williamsowi.

Historia zaczyna się dość ciężko. Patch trafia do szpitala psychiatrycznego po trzeciej nieudanej próbie samobójczej. Tam wszystkich traktowali tak samo, bez względu na to z jaką dolegliwością pacjent przyszedł. Każdy był kłopotem. Ale dzięki pomocy przyjaciół i rodziny, Patch stanął na nogi. I wtedy podjął decyzję, która nie tylko wywróciła jego życie do góry nogami, ale też sprawiła, że przeszedł on do historii. Postanowił on, że zostanie lekarzem. I kiedy trafił na uniwerek, zaczął zauważać jak bardzo obco i nieempatycznie doktorzy podchodzą do swoich pacjentów. Ich kontakty są oschłe, surowe, bez zbędnych emocji, bez zaangażowania. Nasz bohater zaczął działać inaczej. Zaczął ich bawić, dowcipkować, starać się, by chociaż na chwilę zapomnieli oni o chorobie, o kalectwie, o nadchodzącej śmierci. Jego zaangażowanie w pracę z pacjentami było gigantyczne i co ciekawe – przynosiło efekty. To nie było tak, że on nagle zaczął dowcipami leczyć raka, ale poprawiał samopoczucie chorych, co przecież w procesie leczenia było bardzo ważne. Swoim podejściem zaraził przyjaciół i wkrótce całą bandą próbowali tworzyć medyczną rewolucję. Oczywiście „stara” gwardia miała go za idiotę i klauna, który nie zasługuje by przywdziać medyczny kitel. Ale właściwie co to za „obelga”, gdy jesteś klaunem i niesiesz uśmiech? Klaunowanie było jedynie sposobem przemieszczania miłości do tych, którzy jej potrzebowali. Bo depresja – wg Adamsa, jest symptomem samotności, nie choroby. Chorobą jest samotność.

Bardzo chciałabym rozgraniczyć samą historię i fabułę, od efektu końcowego, który montażyści złożyli w film. Bo o ile historia jest piękna, dająca do myślenia i bez dwóch zdań – wzruszająca, tak film – cóż, jest smętny, patetyczny i na siłę wzruszający. Widok małych dzieci bez włosów, bladych, z podkrążonymi oczami zawsze boli. Widok starych ludzi, którzy samotnie czekają na śmierć też. Widok osób w kwiecie wieku, którzy muszą żegnać się z małżonkami, z dziećmi – również. Nie oglądało się go źle, ale jedynym interesującym punktem tego dzieła, był Williams, który wszedł w swoją rolę po prostu pięknie. Dobrze mu z oczu patrzyło, a jego wytrwałość w dążeniu do celu, do realizacji marzeń i pragnień – budzi podziw. Całą tę produkcję ratuje wyłącznie to, że jest ona historią prawdziwą i dzięki temu, że została ona przeniesiona na ekran – mogliśmy się dowiedzieć o Patchu Adamsie, którego motto brzmi: We can’t promise to cure, but we can promise to care.

ON:

Poza dzisiejszym filmem pozostały nam dwa z z Robinem Williamsem, które musimy obejrzeć i opisać. Po rozmowie z Pauliną stwierdzamy jednogłośnie, że to aktor, który najlepiej sprawdzał się w rolach komediowych i w opowieściach dla dzieci. Nie można mu jednak odbierać talentu. Przez wiele lat swojej kariery doszedł bardzo wysoko i niejedna z gwiazd zazdrościła mu sukcesu. Williams był swego rodzaju ikoną i nic tego nie zmieni.

Dzisiejsza historia zaczyna się w szpitalu psychiatrycznym i o ironio grający główną rolę Robin znalazł się tam, bowiem chciał popełnić samobójstwo. Aktor wciela się w Patcha Adamsa, mężczyznę, który stał się symbolem walki z chorobą. Patch przesiedział w szpitalu tylko kilka dni i wystarczyły one, aby zdał sobie sprawę z tego kim chce być – chce leczyć ludzi. Wyjście z wariatkowa nie może być tak samo łatwe, jak wejście między te ściany. Całe szczęście Patchowi udaje się ta sztuka.

Tak zaczyna się jego krucjata w świecie zepsutej lekarskiej kliki. Patch ma do siebie to, że stara się leczyć metodami innymi niż te wszystkim dobrze znanymi. Jego lekiem był śmiech, wzajemne relacje i troska. Pierwsze lata studiów medycznych nie zapowiadały się zbyt różowo, ale wiele osób poznało się na Adamsie. Wszystko przez to, że ten człowiek szanował innych. Pielęgniarki były jego żołnierzami na szpitalnym polu walki, to one stały w pierwszym szeregu i zbierały rannych. Wspominał on o nich wielokrotnie, ponieważ były jak on – oddane sprawie. Szybko udało mu się zwrócić na siebie uwagę lekarzy i wykładowców. Część po cichu kibicowała mu i życzyła sukcesów, ale znaleźli się i tacy, którzy za punkt honoru uznali udupienie Adamsa. Skostnienie i gangrena to najlepsze określenie na ich tok myślenia.

Historia Adamsa to także opowieść o miłości do Carin. Nieosiągalnej, pełnej sprzeczności pięknej studentki. Dużo wody musiało upłynąć, aby wreszcie doszło do czegoś więcej. Trzeba przyznać, że pomysłowość i wytrwałość Patcha w dążeniu do zdobycia serca kobiety przerastała najśmielsze oczekiwania.

„Patch Adams” jest pomieszaniem komedii, dramatu i filmu biograficznego. Oczywiście Robin najlepszy jest w momentach, które mają wywołać uśmiech na naszych twarzach. Niestety, opowieść ta nie do końca jest tak śliczna, jakby się wydawało, a wszystko przez ludzi. „Człowiek, człowiekowi wilkiem”, często tylko przez zwykłą zawiść.