ONA:

Ostatnio dałam się w dyskusję na temat „Aktorzy, których wiadomo co zawsze i wszędzie”. Padały różne nazwiska, od Seana Connery’ego, po Collina Farrella. Był oczywiście Brad Pitt – bo jego nie może zabraknąć w takim rankingu. I kiedy przyszła moja kolej i gdy podałam moje typy, usłyszałam „Ciebie kręcą łysi?”. Nie – tu nie chodzi o łysinę. Tu chodzi o rozpierduchę! Oblubieńcem nr jeden jest Bruce Willis, a nr 2 – Jason Statham. To jedni z nielicznych aktorów, których filmografie łykam w całości, nawet, gdy są to produkcje słabe i tandetne. Ale czego się nie robi, dla przyszłych mężów…

„Mechanik: prawo zemsty”, za którego zabraliśmy się podczas niedzielnego czillowania przed telewizorem, okazał się filmem idealnym i świetnie wpasował się nie tylko w mój stan fizyczny (ameba), ale i psychiczny (upośledzona ameba). Poza tym, Jason Statham jest jak opakowanie ulubionych lodów – zawsze i wszędzie można go pochłaniać, bez zastanawiania się nad konsekwencjami. Arthur Bishop (J. Statham) to morderca na zlecenie – to „mechanik”, bo takimi pseudonimami posługują się osoby „z branży”. Jest rewelacyjnie wyszkolony i zabija bez mrugnięcia okiem. Zlecenie, wykonanie, kasa. Prywatnie lubi posłuchać sobie muzyki z płyt winylowych i pogrzebać w swoim oldschoolowym autku. Jak na mordercę – ma całkiem spokojne, wręcz nudnawe życie. I ten spokój zostaje zaburzony kolejnym zleceniem: ma załatwić swojego mentora, nauczyciela, bliskiego przyjaciela Harry’ego McKenna (Donald Sutherland), który nie do końca był fair. No cóż, na boku załatwiał sobie inne sprawy, które godziły w kodeks honorowy mechaników… Bishop wciąga swojego przyjaciela w sidła zasadzki, pakuje w niego odpowiednią ilość metalu, a potem staje twarzą twarz z Steve’m (Ben Foster), jego synem. Młody McKenna za wszelką cenę chce dowiedzieć się kto i dlaczego zamordował mu ojca. Oczywiście Arthur nie mówi mu tego, ale jakiś dziwny rodzaj „wyrzutów” sumienia sprawia, że bierze Steve’a pod swoje skrzydła. Uczy go, przysposabia „do zawodu”, bierze na akcje. Panowie zaprzyjaźniają się. I wtedy na światło dzienne wychodzą dwie sprawy: śmierć Harry’ego była zorganizowaną akcją przeciwko „niewinnej” osobie oraz młody łączy fakty na tyle sensownie, że zaczyna wpadać na trop mordercy ojca…

Uwielbiam takie sensacje. No wprost kocham. Jest planowanie akcji w sposób perfekcyjny, jest świetna dynamika, zaskakujące momenty i do samego końca. To nie jest głęboki film, który wywali nam bebechy na lewą stronę i o którym będziemy myśleć przez kilka dni. Absolutnie nie. To film, który nas pochłonie akcją, rozpierduchą i szaleńczym pędem. „Mechanik” to typowy film sensacyjny: fabułę wypierają strzelanki i wybuchy, ale moim zdaniem – pod tym względem może być określony jako bardzo dobry. Świetnie zagrany, świetnie zrealizowany, zachwycający i zaskakujący. Czego więcej potrzebować?

ON:

„Uwaga: Film Zawiera Stathama!”

Takie ostrzeżenia powinny znajdować się na każdym opakowaniu filmu, w którym gra ten aktor. Jego nazwisko gwarantuje, że otrzymamy dzieło przepełnione akcją. Nie będzie to produkcja z wyjątkową i z wysublimowaną fabułą, ale nie zwrócimy raczej na to uwagi. Tak przecież było w przypadku wszystkich części „Kuriera”, a także w „Adrenalinie”.

„The Mechanic” to kolejna produkcja, która pokazuje jak dobrze ten aktor czuje się w kinie akcji. Historia wyreżyserowana przez Simona Westa jest prostą opowieścią o pieniądzach, zdradzie i elicie zabójców.

Artur Bishop (Statham) jest „mechanikiem”, czyli specjalistą do brudnej roboty. Nigdy nie zadaje zbędnych pytań, a swoje zadania wykonuje w sposób perfekcyjny. Jeśli trzeba, to zlecenie wygląda jak wypadek, innym razem jak samobójstwo, a w najgorszym przypadku po prostu policja znajduje ciało. Bishop to typ samotnika, jego jedynym przyjacielem jest Harry McKenna, jeden z „mechaników”, który z racji wieku zajął się pośrednictwem w zleceniach. Niestety, dnia pewnego okazuje się, Harry znalazł się na liście osób do wykończenia, wszystko dlatego, że zorganizowana akcja okazała się „spalona”, a on zdradził swoich wykonawców. Z racji wspólnej przyjaźni Bishopa i Harry’ego to Artur został wybrany na kata. Na pogrzebie Harry’ego nie było zbyt wiele osób, ale poza Arturem pojawił się także syn denata – Steve. Młody chłopak nie może poradzić sobie ze stratą ojca, a jego jedynym celem jest zemsta. Oczywiście nie wie on, że za śmierć staruszka odpowiada Bishop.

Może wyrzuty sumienia, a może coś innego spowodowało, że Bishop postanawia nauczać młodego McKenna i wprowadzić go w świat zawodowych zabójców. Szkolenie jest długie, a egzamin końcowy polega na wykończeniu jednego z celów. Trafiło na ponad dwumetrowego bydlaka, który lubował się w posuwaniu młodych chłopców. Wszystko poszło prawie zgodnie z planem.

Dalsza część tego dzieła to tocząca się na dwóch płaszczyznach opowieść. Z jednej strony para zabijaków stara się dowiedzieć, kto tak naprawdę wydał wyrok śmierci na Harry’ego, a z drugiej – wykonują kolejne zlecenia. Oba te wątki przeplatają się i prowadzą do najgorszego z bandziorów.

„The Mechanic” to film przepełniony akcją typową dla dzieł ze Stathamem. Są strzelaniny, wybuchy i morodbicie, czyli wszystko co faceci lubią najbardziej. Jest też Statham bez koszulki, czyli coś co kobiety lubią najbardziej.