ON:
„Rocky 5” to chyba najsłabsza części tej serii. Stallone oddał reżyserię w ręce znanego z “Rocky’ego” Johna G. Avildsena. Niestety, nie pomogło to w niczym. Prawdopodobnie problemem był scenariusz, który miał przynieść coś nowego, a doprowadził do tego, iż „Rocky 5” stał się sportową telenowelą.
Więcej tutaj problemów rodziny Balboa, niż we wszystkich poprzednich odcinkach. Przede wszystkim skupiono się na stosunkach rodzinnych pomiędzy bokserem a nastoletnim synem, na ogromnych problemach finansowych, które ściągnął na nich Paulie oraz na powracających problemach zdrowotnych pięściarza.
Wszystko zaczyna się praktycznie w momencie, w którym zakończyła się poprzednia historia. Po powrocie z Rosji Balboa dowiaduje się, iż przez jeden podpis, jaki w jego imieniu postawił Paulie, zostali bez grosza. Cały majątek wyprzedano, komornik zabrał co mógł, a oni wracają na stare śmiecie, do dzielnicy, w której młody Balboa spędził swoje dzieciństwo. Trzeba przyznać, że nie jest łatwo. Syn boksera obrywa po nosie od lokalnych oprychów, żona czuje się w tym wszystkim zagubiona, a on sam stara się postawić ich życie na nogi. Niespodziewanie na drodze starego boksera pojawia się młoda krew, niejaki Tommy Gunn. Imię i nazwisko tego blondasa zobowiązuje. To szalony, narwany i pełny ambicji chłopak, który pragnie by Włoski Ogier był jego trenerem oraz menadżerem. To, co zdaje się być wybawieniem, zaczyna stawać się przyczyną wielu problemów. Tommy’ego bokser traktuje jak członka rodziny, czasem lepiej niż własnego syna, co budzi wspomniany konflikt. Zapominając się w swojej roli pięściarz zupełnie odlatuje. Trzeba przyznać, że treningi razem z Tommy’m przynoszą sukcesy, ale pieniędzy z nich nie ma zbyt wielkich, a chyba tego najbardziej trzeba było blondaskowi: sławy i kasy. Do młodego przychodzi George W. Duke, czarnoskóry menadżer, który wie jak zwrócić chłopakowi w głowie i obrócić go przeciwko Rocky’emu.
W całej historii najlepsza jest chyba walka finałowa. Potyczka opuszcza bowiem ring i przenosi się na ulicę, pomiędzy ciasne uliczki i zapełnione śmieciami kubły. To jedyne miejsce, gdzie Rocky ma jeszcze szansę na walkę na jego zasadach.
Jest słabiej, ale nadal całkiem sensownie, no i najważniejsze: piątka kończy pewien etap, bowiem kolejna część pojawi się dopiero za szesnaście lat.
ONA:
Dwie ostatnie części przygód Rocky’ego Balboa były dla mnie totalną niewiadomą. Nigdy nie widziałam ich i przyznam szczerze – obie są zdecydowanie gorsze, od swoich poprzedniczek. Ale trzeba jakoś historię zamknąć, plus – to nadal bardzo komercyjne i dochodowe produkcje, obok których ciężko przejść obojętnie, zatem – do dzieła.
Walka z Ivanem Drago co prawda przyniosła bokserowi sukces i zwycięstwo, ale okazało się, że Rosjanin mocno uszkodził mu mózg i jego kariera bokserska MUSI się skończyć, bo inaczej może się źle skończyć. Na domiar złego okazuje się, że jego księgowy go mocno wydymał i rodzina Balboa staje na progu bankructwa. Wracają dokładnie do punktu wyjścia. Do tej samej biednej dzielnicy, w której mieszkali zanim zaczęła się kariera, sukcesy i pieniądze. Żona Rocky’ego wraca do sklepu zoologicznego, a on sam do bokserskiego klubu, w którym wszystko się zaczęło. Tam poznaje Tommy’ego Gunna, młodego chłopaka, któremu marzy się kariera w ringu. Rocky, widząc w młodym siebie sprzed lat, bardzo mocno angażuje się w jego treningi. Oddaje mu całą wiedzę i umiejętności, szkoli go, zaniedbując syna, któremu dość trudno jest się zaadaptować do nowych warunków, szczególnie bez wsparcia taty. Gunn pnie się po szczeblach bokserskiej kariery i chce zawalczyć o mistrzostwo. Rocky mu to odradza, ale promotorzy naciskają. Koniec końców Tommy zdobywa upragniony pas, ale nie potrafi odciąć się od pierwszego trenera, u którego zaczynał – od Rocky’ego. Świadomi niewątpliwego sukcesu potencjalnej walki promotorzy, namawiają go, by ściągnął Balboa na ring, niech w walce (która byłaby komercyjnym hitem) wyjdzie który jest lepszy, mistrz czy uczeń. Ale Rocky nie daje się sprowokować. No, nie od razu…
Niestety, część piąta nie potrafi dorównać poziomem swoim poprzedniczkom. Jest nudnawa, oklepana, a fabuła nie uwodzi zupełnie. Za dużo tu dramatyzmu: problemy finansowe, ze zdrowiem, problemy rodzinne, a do tego gówniarz, któremu trzeba utemperować nos… Nie ma tu już absolutnie oka tygrysa, a zaczyna się powolne zmierzanie w kierunku stagnacji, o czym napiszemy jutro…
Do części czwartej filmy o bokserze były genialne, porywające i zachwycające, nawet po kolejnym seansie. Piąta to spory spadek. A szósta?
