ONA:
Oj, mało co mnie tak wzrusza i porusza, jak filmy ze zwierzętami, szczególnie z psami. Nic już na to nie poradzę, że w relacji pies vs. człowiek, to czworonóg ma u mnie zawsze większe notowania.
Nie wiem skąd wziął się w głowie Dawida pomysł, żeby obejrzeć film „Turner i Hooch”, który jest jest już dość wiekowy. Ale absolutnie nie protestowałam, bo uwielbiam zarówno młodego Hanksa, jak i przepięknego, rudego psa, który jest w tej produkcji najważniejszym elementem. Jest wręcz rozkosznym, wielkim bydlakiem, który ślini się i na każdym kroku pokazuje swój charakterek i zawziętość. Bywa obrzydliwy, szczególnie, kiedy mele dyndają mu z fafloczących policzków, ale pod koniec filmu sami jesteśmy upłakani tak bardzo, że przypominamy Hoocha.
Scott Turner (Tom Hanks) jest policjantem. Bardzo dobrym policjantem, któremu w małej mieścinie nieco się nudzi. Dlatego zdecydował się przenieść tam, gdzie może wykazać się w swojej pracy… Na odchodne ma jeszcze dwa zgłoszenia do sprawdzenia. Jedno to gruby szmal, znaleziony przez dzieciaka na plaży, a drugie, to wezwanie z przystani rybackiej. Dziadeczek, mieszkający tam, podejrzewa, że w fabryce obok dzieją się jakieś niezbyt prawe rzeczy i zgłasza to policjantowi. Niestety, niedługo później mężczyzna ginie, a jedynym „świadkiem” tej tragedii jest Hooch, dog z Bordeaux, nieco agresywny, bardzo śmierdzący i zaniedbany. Turner postanawia zająć się nim i przy jego pomocy dotrzeć do mordercy… Zaczyna się podwójna przygoda: śledztwo i wspólne życie uporządkowanego, czystego i zorganizowanego gliniarza z psem, który wszystko i wszystkich ma w dupie. Początki były ekstremalnie ciężkie. Hooch wywrócił, pogryzł i zaślinił cały perfekcyjny świat Turnera. Ale dzięki temu rudemu bydlakowi, gliniarz poznał apetyczną panią weterynarz, no i śledztwo też ruszyło…
„Turner i Hooch” to film o wyjątkowej przyjaźni, która rodziła się w ogromnym bólu, z niekończącymi się litrami psiej śliny i z ciągłym wykrzykiwaniem „NIE WOLNO!”. A z psami już tak jest, że gdy ktoś raz pokocha, będzie kochał na zawsze. Poza genialnym Hanksem, świetnym humorem i próbami okiełznania psiego terrorysty, znajdziecie w tym filmie ogrom emocji. Można się śmiać, można wzruszać, jest tu nawet jakaś intryga i tajemnica. A potem jest okazja, żeby wypłakać się za wszystkie czasy.
ON:
W 1989 roku na świat przychodzą dwa filmy, opowiadające o przygodach gliniarzy i ich psich partnerów. Oba do dziś pozostają w mojej pamięci,możliwe, że to dlatego, iż kocham psy, uważam, że nie ma bardziej oddanych i szczerych zwierzaków. Z pyska i oczu psa możemy wyczytać wszystko, a mojej włochatej Bowie nie oddałbym za żadne skarby świata, to moja córeczka, która zasługuje na najlepsze. Dziś będzie o pierwszym z tych dwóch filmów, a mianowicie o „Turner i Hooch”.
Scott Turner, to młody detektyw, który już za kilka dni ma opuścić małe miasteczko i przenieść się do wielkiej metropolii. To tam będą czekać na niego sława i sprawy, których rozwiązanie będzie wiązać się z awansami i pochwałami. Tymczasem musi jeszcze wprowadzić w swoją pracę detektywa Davida Suttona. Jeżdżą razem na patrole, rozmawiają, wymieniają informacjami. Podczas wspólnej pracy trafiają do znajomego Turnera. To starszy mężczyzna, mieszkający w dokach, który wielokrotnie skarżył się na hałasy dochodzące z pobliskiej przetwórni ryb. Całe szczęście staruszek nie jest sam, żyje bowiem z wielkim jak szafa psiakiem o słodkim imieniu Hooch. Los chce, że drogi policjanta i psa połączą się na dłuższy czas. Wszystko dlatego, że kilka dni później policja znajduje ciało staruszka, którego pilnuje zrozpaczony psiak. Turner jest jedyną osobą, która w jakikolwiek sposób potrafi okiełznać bydlaka, a przynajmniej tak mu się wydaje.
Po ciężkim początku udaje mu się stwora dostarczyć do domu, a po drodze przyjdzie im odwiedzić całkiem atrakcyjną Panią weterynarz. W tym momencie coś zaiskrzyło – wiadomo strzała amora nie wybiera. Turner zaczyna spotykać się z lekarką i jej psiną, która także “zakochała się” w gruboskórnym Hoochu. W międzyczasie glina stara się rozwiązać zagadkową śmierć przyjaciela oraz okiełznać psiego potwora. Dlaczego tak mówię o tej psince? Bo to jest diabeł wcielony. Przede wszystkim ułożenie go i wychowanie, to jakaś zmienna niemożliwa. Zostawiasz bydlaka w domu, wracasz do chlewu, w którym nie da się żyć. Hooch to pies z charakterem, nie ma szans na jego ułożenie. Subtelność słonia i siła czołgu – te wyrazy najlepiej opisują niepowtarzalnego zwierzaka. Całe szczęście każdy kolejny dzień zbliża tę dwójkę do siebie, a bydlak z nieznośnego stwora, przeradza się w nader opiekuńczego obrońcę. Oczywiście, w tle poza sprawą morderstwa, pojawia się jeszcze jedna, którą należy rozwiązać i która powiązana jest ze wspominaną wcześniej przetwórnią ryb.
“Turner i Hooch” to kino wyjątkowe, przepełnione ciepłem, miłością i niepowtarzalnym humorem. Każdy właściciel czworonoga będzie zachwycony, bowiem podczas tego seansu wielokrotnie zobaczymy naszego własnego pupila. Warto!
