Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

Experimenter

ONA:

Ja to tak zawsze chrzanię, że uwielbiam akcję, Michała Zatokę, Umrzyj mocno i inne produkcje, w których strzela się do helikoptera przy pomocy radiowozu, więc spoko – mnie też to dziwi, kiedy oglądam film, w którym nie ma akcji zupełnie, który jest właściwie prawie dokumentem i który wciąga jak cholera.

A wszystko za sprawą moralności.

I biografii.

Wiecie, że mnie biografie biorą równie mocno, co wydziarani chłopcy.

Stanley Milgram (Peter Sarsgaard) był amerykańskim psychologiem społecznym, który specjalizował się w eksperymentach. O jednym z nich opowiada ten film…

Ochotnicy, którzy otrzymywali za badanie pieniądze, brali udział w eksperymencie „Wpływ kar na pamięć”. Polegało to na tym, że w jednym pomieszczeniu pojawiał się „badacz” (ochotnik) i osoba badana (podstawiona). Podczas sfałszowanych wyborów to właśnie ochotnik – był tym, który będzie odpowiadał za proces działania – był nauczycielem. Osoba badana została zamykana w innym pomieszczeniu. I na czym to polega: badacz czytał pary słów, które przez osobę badaną miały zostać zapamiętane. Jeśli nie zapamiętał – badacz raził go prądem. Każdy błąd – większa wartość porażenia.

Milgram zajął się tym badaniem, bo intrygowało go ślepe posłuszeństwo. Dlatego powstał ten eksperyment, by nakreślić jak bardzo ludzie podatni są pod żądania władzy, pod autorytety. Jak mocno im ulegają.

Wyniki eksperymentu zaskoczyły nawet samego twórcę…

I właśnie o tym jest ten film.

Ogląda się go świetnie, bowiem jest kapitalnie nagrany i zrealizowany. Aktorzy, którym powierzono role, wypadli w nich rewelacyjnie. Czuć tu ducha lat 60., widać, że w tamtych czasach sporo się zmieniało. Jeszcze była na plecach świadomość wojny, która splądrowała cały świat, ale z drugiej strony – była też ogromna potrzeba analizowania i wyciągania wniosków, także tych związanych ze socjologią i psychologią.

Ten film daje do myślenia. Opowiada nie tylko o samym eksperymencie, ale przede wszystkim o Milgramie, o jego pracy, życiu… W tle widzimy sporo i to też pochłania.

To film nie tylko dla fanów psychologii i socjologii. Intryguje, ale ostrzegam – to bardziej „fabularny” dokument.

O samym eksperymencie dość szczegółowo można poczytać na Wikipedii. Daje do myślenia…

ON:

„Eksperymentator” jest filmem spokojnym i bardzo poukładanym. To biografia Stanley’a Milgrama, który wiele lat temu narobił hałasu w środowiskach naukowych, szczególnie wśród socjologów i psychologów. Co ciekawe, dzieło Michaela Almereyda oglądałem bardziej jak dokument, niż typową biografię fabularyzowaną. Możliwe że to dlatego, gdyż w obrazie tym pojawiają się wklejki ze starych nagrań i zdjęć.

Trwający 90 minut „Eksperymentator” może się dłużyć, szczególnie na początku, kiedy jeszcze nie wszystko jest dla nas jasne. Gdy jednaj dowiemy się coś więcej o naukowcu oraz jego badaniu, gdy zaczniemy poznawać jego teorie, jest nam o wiele łatwiej zapoznać się z fabułą. Reżyser Michael Almereyd postawił na minimalizm, który tutaj sprawdza się idealnie. Przejazd autem kręcony jest na tle, tak jak to było w starych filmach z Bondem, podobnie jest z pewnymi lokacjami, czy podczas podróży samolotem. Druga sprawa to typowo dokumentalne elementy, które tutaj pasują wprost idealnie. Są sceny podczas których Milgram idąc w stronę kamery opowiada o danym okresie jego życia. Na pierwszym planie pojawia się jakaś rozmawiająca para, a z tyłu przechadzają się naukowcy z katedry. To przypomina mi stare filmy naukowe, które puszczano w niedzielne przedpołudnia. Podoba mi się ten zabieg. Inna sprawa, że zdjęcia – także zasługują na uwagę. Odpowiedni filtr stylizuje wszystko na lata 60-te i naprawdę czuć je na ekranie.

„Eksperymentator” to dzieło raczej dla koneserów i osób zakochanych w naukowych eksperymentach na bazie których zbudowano fundamenty ówczesnej psychologi, socjologii i innych nauk.