ONA:
Mimo, że bardzo lubię kino superbohaterskie, „Ant-Man” do mnie nie przemawiał. Jakoś tego po prostu nie widziałam, a Paul Rudd, którego bardzo lubię, w takiej roli pasował mi mniej więcej, jak ja w roli matki, czyli wcale. Z lekką niechęcią poszłam do kina, ale po seansie byłam zachwycona. Uwielbiam być tak pozytywnie zaskakiwana! Poza tym, Rudd nareszcie pokazuje tu zupełnie inne oblicze. Owszem, nadal jest tatuśkiem, ale jaki ma brzuch!!!
Scott Lang właśnie wychodzi z więzienia. Trafił tam po kradzieży. Jest co prawda zdolnym inżynierem, ale ciągnie go do takiego „upraszczania” wielu spraw. Wiadomo, drogą oszustwa można dorobić się dużo szybciej. Niestety, nie wyszło mu to. Rozpadło się jego małżeństwo, a córkę wychowuje ex żona i jej aktualny facet, policjant. Po wyjściu zza krat Lang chce wreszcie stanąć na nogi. Chce mieć pracę, chce płacić alimenty, a dla swojej pociechy chce być prawdziwym bohaterem. Nic jednak nie jest takie proste, a jak w papierach masz odsiadkę. Wiele wskazuje na to, że prędzej czy później Scott wróci na przestępczą ścieżkę. Pomogą mu w tym kumple – co jeden to większa pipa. Tym razem celem jest mieszkanie jakiegoś dzianego dziadka. Po spektakularnym rozgromieniu zabezpieczeń, Lang wchodzi do sejfu. Ale nie odkrywa tam pieniędzy i klejnotów, a dziwny strój… Wkrótce pozna jego moc i przy okazji stanie się elementem walki dobra ze złem. Po dobrej stronie stoi wspomniany już dziany dziadeczek – dr Hank Pym (Michael Douglas), a po złej – Darren Cross (Corey Stoll).
Bawiłam się przednio. Co prawda nie jest to dla mnie taki klasyczny film o superbohaterze, gdzie jest wielki rozpiździel i sporo przemocy, ale i tak jest świetnie. Zachwyciłam się miniaturyzacją wszystkiego – od wanny, po dywan w pokoju dziecięcym. Zachwycałam się światem mrówek oraz fajną technologią, w którą wyposażony był główny bohater. Ale najbardziej zachwyca mnie to, jak ten film łączy się np. z przygodami Avengersów. Połączenie wątków w tym universum ujmuje mnie totalnie. A poza tym, jest tu sporo humoru. I Rudd, który przystojnieje w tym obcisłym wdzianku.
Nie napalałam się, że to będzie jakaś wyjątkowa produkcja, ale okazało się inaczej. Kino superbohaterskie na fajnym poziomie.
ON:
Uwielbiam kino superbohaterskie i nawet te gorsze produkcje są w stanie mnie do siebie przekonać z racji tego, że od dziecka jestem fanem komiksu. Filmy bohaterskie miały bardzo zły początek, gdyż pierwsze produkcje, pamiętające jeszcze lata 90-te poprzedniego wieku, miały wiele słabostek. Między innymi efekty specjalne, które pozostawiały sporo do życzenia. Jednak w pewnym momencie nastąpił przełom. Nolan zrobił fenomenalnego Batmana, a studio Marvela zabrało się za tworzenie filmów w sposób niesamowicie wyjątkowy. W międzyczasie technika poszła do przodu, a efekty wizualne potrafią naprawdę nas zaskoczyć.
Kilka dni temu byliśmy z Pauliną na premierze „Ant-Mana”. Jest to bohater, który w Polsce praktycznie nie miał prawa zaistnieć. Wszystko dlatego, że jest to postać specyficzna i dopiero jej „odświeżenie” pozwoliło zaistnieć jej ponownie w marvelowskim Universum. W naszym kraju chyba raz widziałem komiks o przygodach tego bohatera i na dodatek była to wersja amerykańska. Żaden wydawca nie porwał się nigdy z motyką na słońce i nie starał się wprowadzić tego komiksu na rodzimy rynek. Trochę się nie dziwię, bo mogło to być wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Dlaczego? Bo kto by chciał czytać komiks o facecie, który ujeżdża mrówki? Okej, może trochę przesadziłem, ale to tak właśnie wygląda. Ant-man jeździ na mrówce. Ale może zacznę od początku.
Doktor Hank Pym to naukowiec o wielkim umyśle. Jego firma powstała wiele lat temu, a wynalazki miały posłużyć do „postraszenia” Rosjan w czasie Zimnej Wojny. Howard Stark, który maczał swoje palce także w tym projekcie, chciał przekonać Pyma do przekazania wiedzy dalej, na potrzeby armii. Pym był jednak idealistą, który nie chciał ryzykować wielu istnień tylko dlatego, że tak ktoś inny zdecydował. Odsunął się więc od prowadzenia firmy i założył kolejny biznes. Minęły lata. Córka naukowca jest oddaną i lojalną pracownicą Darrena Crossa, który przejął starą firmę Hanka i pokierował ją na nowe tory. Niestety, objęty przez niego kierunek bardzo rozmijał się z zasadami, jakie kiedyś panowały w tej firmie. Niesamowite dążenie Crossa do władzy jest wręcz chorobliwe. Hank zaczyna się coraz bardziej martwić i szuka kogoś, kto pomoże mu rozwiązać nadchodzące problemy.
Na drodze naukowca staje Scott Lang. Włamywacz, który wylądował więzieniu tylko dlatego, że miał wielkie serce. Jego zabawa w Robin Hooda może i pomogła ludziom, ale na pewno nie jemu. Czas spędzony w więzieniu przeznaczył na rachunek sumienia. Nie chciał ponownie powtarzać swoich błędów i postanowi, że teraz zrobi wszystko by nie zawieść swojej kilkuletniej córeczki. Nie wszystko jednak idzie jak z płatka. Skazanemu o wiele trudniej jest znaleźć i utrzymać pracę. Będąc w desperacji decyduje się na ostatni skok, tym razem na dom doktora Pyma. Okazuje się, że naukowiec ma też plany wobec włamywacza.
„Ant-Man” zaskakuje. Na początku myślałem, że to dziecinne naciągana opowieść, która sygnowana jest znaczkiem Marvela, ale każda kolejna minuta seansu przekonywała mnie, że Ant-man to film naprawdę niezły. Na wakacje wydaje się być idealnym dziełem.
