ON:
Fred Cavaye stara się odkupić winy po bardzo średniej komedii „Niewierni” i robi to w niezłym, francuskim stylu. Odcinając się od komedii wraca do kina, w którym wydaje czuć się najpewniej, czyli w mrocznym dramacie sensacyjnym pod tytułem „Mea Culpa”.
Historia opowiedziana w filmie nie jest od początku taka oczywista. Trochę tu niedopowiedzeń, a scenarzysta wraz z reżyserem odkrywają tajemnicę bardzo stopniowo. Mamy dwóch gliniarzy po przejściach. Simon to weteran zmęczony życiem, który ma na swoimi koncie zabitą kobietę i dziecko. Wszystko miało miejsce po policyjnej popijawie. Pijany siadł za kółko i doprowadził do tragedii. Od tego czasu jego życie legło w gruzach. Niby nadal pracuje w policji, ale jego żona traktuje go jak śmiecia, który niestety – jest ojcem jej syna. W czasie gdy on się zadręcza i topi smutki w alkoholu, ona spotyka się z innym. To właśnie ten kolo ściągnie nieszczęście na rodzinę Simona.
Partnerem gliniarza był Frack. On też był w samochodzie tego feralnego dnia. Tyle, że mężczyzna wysiadł z auta, bo zapomniał prezentu. Po wypadku wiele się między nimi zmieniło i wydaje się, że nie można już dobudować tego, co ich łączyło. Okazuje się jednak, że w momencie, w którym życie najbliższych członków rodziny Simona jest zagrożone, Frack zapomina o starych czasach i postanawia pomóc mu, jak tylko potrafi.
„Mea Culpa” to kino bardzo dobrze skonstruowane. Dzięki odpowiedniemu poprowadzeniu historii oraz akcji, której tu nie brakuje, mamy do czynienia z pozycją trzymającą w napięciu. Nie jest to może poziom, jaki pojawił się w hiszpańskich „Mokradłach”, ale nadal mamy tu wysoką półkę europejskiej kinematografii.
Nie może tez zabraknąć kilku pochwalnych słów dla choreografii scen wali i pościgów. Świetna jest sekwencja w nocnym klubie, gdzie Frack i Simon zamknięci w małej toalecie, chronią swój ostatni bastion. Dobre są też sceny pościgu rozgrywające się w starym zamkniętym targu/magazynie. To drobiazgi, ale dodają całości pikanterii. Dzięki nim film ogląda się naprawdę nieźle.
„Mea Culpa” to dzieło pokazujące, że europejskie kino, a szczególnie francuska kinematografia, ma się całkiem nieźle i że nadal pojawiają się filmy, które wnoszą coś nowego i potrafią zaskoczyć. Brak mi tutaj tak dobrego klimatu, jaki panuje w „Wydziale Q”, ale to przecież zupełnie inna część Europy.
ONA:
Europejskie kino, szczególnie to z dalekiej północy i południa, ma to do siebie, że jest cholernie klimatyczne. Nasze rodzime niestety ciągle kuleje w tej dziedzinie, chociaż nieśmiało pojawiają się pierwsze wyjątki. Tajemnica sukcesu jest prosta. Na ogół wystarczy całkiem zwykła historia, ale zrobiona z dbałością o detale, by zaciekawić widza. Tajemnica! Musi być tajemnica! Coś, co wisi w powietrzu. Coś, co zdziwi nas, zaskoczy, a może nawet zaszokuje. I właśnie te cechy znajdziecie we francuskim filmie „Mea Culpa”.
Dwóch gliniarzy, którzy pracują ze sobą już jakiś czas, kończą całkiem udaną współpracę, gdy jeden z nich powoduje wypadek, w którym kilka osób ginie. Wydarzenie to bardzo mocno wpłynęło na ich losy policjantów. Kilka lat później rodzina jednego z nich jest osaczona i zagrożona przez bandziorów, którzy pragną ją zlikwidować. Gliniarz prosi swojego ex-partnera o pomoc. Zaczyna się walka z czasem. Niestety, nie wszystkim uda się przeżyć.
Wydawać by się mogło, że to będzie klasyczna policyjna akcja. Dwóch prawych i dobrych kontra bandziory, które są w stanie zrobić wszystko, by zlikwidować cel. No ale nie do końca. Mamy tu też nieco dramatu, bowiem Simon od wypadku musi borykać się z ogromem problemów. Ale to na końcu czeka na nas prawdziwa petarda.
„Mea Culpa” to film bardzo poprawny, który umie porwać swoją fabułą i tempem. Jest odpowiednio wyważony, przez co nie męczy, a wciąga. Jest szalenie prosty i właśnie ta prostotą wodzi nas na mieliznę, bo przestajemy zwracać uwagę na pewne przesłanki. Dzięki temu finał urywa głowę.
Film Freda Cavayé to dobry wybór, jeśli ktoś szuka mocnego, ale niezobowiązującego dzieła. To film na jeden raz, ale w żaden sposób nie jest to jego wada. Dobrze zagrany, dobrze wykonany, dobrze opowiedziany. Fajne pościgi, fajna intryga, dużo przemocy, która rozgrywa się na tle malowniczych miasteczek. Charakterni aktorzy. Gatunek: weekendowy, ewentualnie wieczorny umilaczek-przyjemniaczek. Nie traci się na niego czas.
