ONA:

Obawiałam się trochę tego filmu. W trailerach wyglądał tak, jakby miał strasznie oklepaną fabułę, wałkowaną już tyle razy, że aż wstyd. Poza tym, ciągle jeszcze mam w głowie ten pieprzony „Knock, Knock”, który sprawia, że tętniaki strzelają same z siebie.

Na szczęście „Dar” okazał się dziełem fajnym, zaskakującym i trzymającym w napięciu. Owszem, nie jest to jakieś spektakularne napięcie, ale nadal – potrafi zrobić efekt „wow”.

Simon (Jason Bateman) i Robyn (Rebecca Hall) to małżeństwo, które właśnie przeprowadziło się do nowego miasta, by zacząć od początku. Mają spory bagaż za sobą, ale przeszłość zostawiają za sobą. Startują od nowa. Zupełnie przypadkowo podczas zakupów spotykają Gordo (Joel Edgerton) – dawnego znajomego Simona. Panowie chodzili razem do szkoły. Gordo wydaje się być normalny, ale gdy go poznajemy bliżej – jest w nim coś szalenie niepokojącego. Mężczyzna zaczyna pojawiać się w domu małżonków coraz częściej. Za często. Przynosi prezenty, pomaga Robyn. Otacza ich coraz szczelniej, coraz ciaśniej… Simon postanawia rozmówić się z nim, wyraźnie zaznaczyć granicę… I nawet mu się to „udaje”. Tylko Gordo po jakimś czasie powróci, a Robyn dowie się kilku rzeczy o szkolnych latach swojego małżonka.

„Dar” okazał się przyjemnym filmem, który zaskakuje i to jest w nim najlepsze. Bohaterowie są tajemniczy, dziwni i nieoczywiści. Aktorzy, którym powierzono role, wypadli całkiem świetnie. To nie jest jeden z tych filmów, na którym uwagę będą skupiać wszyscy, ale myślę, że śmiało go można obejrzeć, bo zrywa on ze sztampowym podejściem do tego tematu. Próbowałam rozszyfrować fabułę, a ona wodziła mnie za nos do samego końca.

Nie liczcie na jakąś wyjątkową przemoc, ani też na „psychologiczne” zabawy w kotka i myszkę. Tu tego nie ma. Jest za to dziwna „obojętność”. Każdy z bohaterów ma coś za uszami. Każdy coś skrywa. Każdy chce ugrać jak najwięcej dla siebie, nawet Robyn, która przez długi czas wydawała się skrajnie niemrawa. Bateman mnie zaskakuje. Koleś ma aparycję tatusia, który jeździ Priusem, biega i chodzi na jogę, a tu wychodzi z niego niezłe ziółko. A poza tym, cały film osadzony jest w bardzo ładnych wnętrzach, co mnie dodatkowo łechtało w te „przyjemne” miejsca.

„Dar” to film niby oczywisty, ale wcale nie, niby oklepany – ale zaskakujący. Warto spróbować.

ON:

Muszę przyznać, że rzadko ostatnio oglądam filmy, które mnie zaskakują. Wiele produkcji jest po prostu dobrych, czasem nawet bardzo, ale nie ma w nich czegoś, co potrafi wciągnąć mnie w wymyśloną przez scenarzystów „zagadkę”. Inaczej jest z „The Gift”, który obejrzałem zupełnie przypadkowo.

Joel Edgerthon, który jest reżyserem i scenarzystą tego obrazu, gra w nim także jedną z głównych ról. Jego opowieść nie jest typowa i oklepana, bowiem pokazuje nam, że nie ma czegoś takiego jak podział na dobro i zło. W każdym z nas jest odrobina demona, który czeka tylko na to, aby wyjść na zewnątrz. Kiedy to nastąpi? Ciężko powiedzieć. Każdy z nas może uwolnić go w innym momencie.

Simon i Robyn są małżeństwem w średnim wieku. Właśnie przeprowadzili się z wielkiego miasta na prowincję, po to, aby odpocząć od zgiełku miasta i zacząć wszystko „od nowa”. Nowy dom wydaje się idealny, a jego urządzanie sprawia wiele radości. Podczas zakupów na małżonków wpada niejaki Gordo – facet, który zna Simona jeszcze z czasów szkoły. Szybka wymiana numerów telefonów, kilka zamienionych zdań i wstępne „umówienie się” owocuje wspólną kolacją, która odbywa się kilka dni później. Gordo opowiada trochę rzeczy ze swojego życia, wspomina szkolne czasy i ogólnie sprawia wrażenie bardzo pozytywnego, chociaż ciut dziwnego faceta. Kilka dni później przysyła Simonowi i Robyn mały upominek, za kilka kolejnych dni wpuszcza im do stawu rybki Koji, a jeszcze innego dnia po prostu ich odwiedza. Ta znajomość zaczyna być irytująca i dość dziwna. W końcu Simon nie wytrzymuje i wygarnia facetowi prosto z mostu, że ma dość takiego zachowania. Od tego momentu wiele się zmienia. Mija trochę czasu. Robyn zachodzi w ciążę, Gordo gdzieś zniknął, a życie pary wreszcie wydaje się układać. Wszystko ma się ku lepszemu, aż pewnego dnia na wierzch wychodzą pewne brudy, które pamiętają jeszcze szkołę średnią.

Film Edgerthona wydaje się nieprzewidywalny. Już myślimy, że wiemy, co będzie dalej, a reżyser po raz kolejny z nas kpi. Podczas całego seansu jest kilka takich momentów. Nie uważam, że „Dar” jest kinem wyjątkowym, czy przesadnie dobrym, ale myślę, że warto go zobaczyć, bo mamy do czynienia z innym podejściem do thrillera.