ONA:

Jakoś spektakularnie mną ta książka nie wstrząsnęła. Ten temat był wałkowany już dziesiątki razy, zarówno w kinie, jak i w literaturze. Kobieta z „ułożonym” życiem, do tego w pewnym wieku. I nagle wszystko zaczyna się sypać… Motyw wręcz oklepany.

Jednak mimo to „Szczęście na wagę” to powieść, która przeczytana w dobrym momencie życiowym, może być impulsem do zmian, do ewolucji, a nawet rewolucji. Ewę, bohaterkę książki Agnieszki Olejnik, może w sobie znaleźć wiele innych kobiet. Całkiem możliwe, że nawet powinno to zrobić.

Ewa – żona, matka. Kompletnie poświęcona rodzinie. Teraz, gdy metryka wskazuje, że jet już kobietą dojrzała, wreszcie dociera do niej, że musi postawić na siebie. Że ona też ma marzenia, pragnienia, że też chce czerpać radość z życia, a to wszystko, z każdym kolejnym rokiem, było coraz bardziej przygniatane przez obowiązki i oczekiwania.

Małżeństwo zdechło śmiercią naturalną. Zaschnęło, zwiędło. Nastoletnia córka daje popalić i ciągle coś ukrywa. A potem pojawia się choroba i walka o relację pomiędzy matką a dzieckiem. Potrzebna jest walka, siła i umiejętność wstawania z kolan, szczególnie, gdy nokautuje Cię życie.

Pojawia się też mężczyzna.

Czytając tę powieść ma się wrażenie, że oglądamy obyczajowy serial albo nawet podglądamy sąsiadów lub znajomych. Autorka bardzo ciekawie lawiruje pomiędzy emocjami, które wzruszają, ale i kopią na rozpęd. Olejnik rozprawia się tu również se stereotypowym myśleniem i postrzeganiem ludzi. Obserwuje ich wnikliwie, ale nie pozwala łatwo ich szufladkować i kategoryzować.

Babska lektura. Taka idealna do podróży, do odpoczywania na wakacjach. Uczy jak zachować równowagę w świecie i w okolicznościach, kiedy każdy od Ciebie czegoś oczekuje i czegoś wymaga, a to, co Ty czujesz, coraz częściej spychane jest na drugi, trzeci i jeszcze dalszy plan.