Anna Brzezińska – Córki Wawelu – recenzja

Anna Brzezińska - Córki Wawelu - recenzja 1

Książki, które są niby historyczne, czy tam na faktach, ale pełno w nich wymyślonej przez autora fabuły, jak dla mnie są lekturą idealną na wakacje i jesień. Wtedy po prostu chcę czegoś, co mnie po prostu zafascynuje. Mam jakąś wiedzę, bo historia to mój konik, ale zawsze ciekawi mnie jak sprawy pociągnie autor. I jak bardzo w tym odpłynie.

Anna Brzezińska – Córki Wawelu – recenzja

I oto jest – Anna Brzezińska i jej „Córki Wawelu”. Knicha gruba na 830 stron, opowiadająca o księżniczkach z rodu Jagiellonów. Nie ma co – ma kobieta rozmach. A jeśli chodzi o treść, to bardzo zgrabnie łączy to, co podpowiedziała jej wyobraźnia, z faktami. To taka trochę popnaukowa opowieść, napisana współczesnym językiem, przybliżająca nam tę dynastię, tamte czasy, życie dworskie, tło historyczne i wiele niuansów społecznych. No nie powiem, czyta się to dobrze.

Oczywiście, trudno wyobrażać sobie, że „Córki Wawelu” zdobyłyby taką popularność jak np. „Kochanice króla”, które też przecież tylko trochę liznęły faktów, ale to życie Henryka VIII było „ciekawsze”, niż kolejnych, naszych władców. Trudno mi oceniać obiektywnie, ja też wolę brytyjską historię, jeśli chodzi o monarchów…

No dobrze. Ale o co chodzi? Wszystko zaczyna się za sprawą Władysława II. Początek nowej dynastii – Jagiellonów. Panowali w Polsce dwa wieki, a w szczytowym okresie panowania, ich kraj miał ponad 2 mln km kwadratowych powierzchni. To czyniło ich jedną z najpotężniejszych i najważniejszych dynastii w Europie. Jagiellonowie stali się ważnym graczem, co łatwo zauważyć czytając o tym, kto i z jakich regionów „wżeniał” się w tę rodzinę. Swoją drogą – Izabela, matka Bony oraz pierwsza żona Henryka VIII nosiły to samo nazwisko…

Trudno się dziwić autorce, że to właśnie Jagielonów i okres ich panowania wybrała na tło swojej powieści. Oni po prostu byli najciekawsi, a przy tym w miarę „cywilizowani” i zbliżeni do pozostałych, europejskich rodów.

Listopadową nocą 1526 roku rodzą się dwie dziewczynki. Dosia i Katarzyna. Ta pierwsza jest karlicą, która pochodzi z nizin. Ta druga – jest potomkiem królewskiej pary. Ich drogi oczywiście się krzyżują. Gdy Dosia ląduje na dworze, staje się świadkiem całego dworskiego życia, które owszem – wypełnione jest bogactwem, biesiadami, luksusami, ale też wieloma tragediami i upokorzeniami. Trudno po lekturze nie dojść do wniosku, że dworem rządziły kobiety: księżniczki, służki, damy, a nawet ladacznice.

Co ciekawe, Dosia jest postacią historyczną. Luki, które wypełniła autorka, nadały całej historii wyjątkowego charakteru. Książkę się czyta bardzo dobrze, a bazowanie na bardzo podstawowych instynktach i podnietach, na intrygach, emocjach sprawia, że zaczynamy żyć historiami, o których czytamy.

Nie ma się co zniechęcać objętością. Przecież nie trzeba przeczytać ją jednego wieczora. Ale warto. To kawał – dosłownie – dobrej książki.

Tagi: Anna Brzezińska – Córki Wawelu – recenzja, książki recenzja, recenzje książek, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie, blog recenzencki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad