Peter Wohlleben – Sekretne życie drzew + Duchowe życie zwierząt – recenzja

Peter Wohlleben - Sekretne życie drzew + Duchowe życie zwierząt - recenzja

Gdybym mogła zdecydować, jakie książki powinny znaleźć się w domu każdego człowieka, nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Byłyby to książki historyczne, te związane z nauką, z przyrodą i może kilka fabularnych. No i oczywiście „Alicja w Krainie Czarów”, którą kocham najbardziej. Uwielbiam ją tak bardzo, że oddałam jej całą rękę.

Peter Wohlleben – Sekretne życie drzew + Duchowe życie zwierząt – recenzja

Książki, które „otwierają” oczy, to nie książki religijne. Ba, nawet nie psychologiczne. Dla mnie to książki o przyrodzie i naturze, o świecie, kosmosie, fizyce, o człowieku. Gdy wpadły mi w ręce pozycje Petera Wohllebena – „Sekretne życie drzew” i „Duchowe życie zwierząt”, wiedziałam, że jestem w domu.

Zachwyciłam się. Zachwyciłam i wzruszyłam. Słowa autora, który jest leśnikiem i codziennie może obcować z przyrodą, były dla mnie jak lek po ciężkim dniu. Podałam w łóżku, zatapiałam się w lekturze, chłonęłam słowa, a w mojej głowie układały się cudne obrazy. Można kpiąco zapytać „Co ciekawego może być w drzewach?” – a ja odpowiem: „Wszystko.”

Autor daje nam podane na tacy wskazówki, opowieści, dzieli się obserwacjami, wnioskami. Nagle świat drzew i zwierząt wydaje się być zupełnie inny. Bajkowy, tajemniczy, bardzo harmonijny. Taki w zgodzie z każdym elementem.

Ja jestem dzieciakiem, który wychował się w lesie. Kocham to ponad wszystko. Z wszelkich możliwych aktywności, to spacer po lesie jest tym najlepiej ładującym mnie. To tam wyciszam głowę, koję serce. Jestem tam mała, a ktoś z metrem osiemdziesiąt niezbyt często może sobie pozwolić na taki wniosek… Jestem tam mała.

Skrzypiąca pod nogami ziemia, gałęzie, miękki mech, który pachnie jak nic innego. Grzyby, robaczki, długa trawa, która czasami łapie mnie za kostki. Cisza, czasem przerwana ptasimi trelami, sarna, która wyczaiła mnie, skubiąc jedzonko, biegnący dzik, razem ze swoimi małymi, z wyrazem mordy „Nie mam teraz czasu na rozmowę, mam ze sobą dzieciaki, idziemy coś zjeść.” I bażanty! One mnie zawsze straszą. Idę sobie spokojnie, a wtem krzyk, trzepot skrzydeł, moja Bowie przestraszona, ja jeszcze bardziej. A to pan bażant z rodziną czai się w krzakach.

Moja mama praktycznie do samego końca ciąży spacerowała po lesie. Babcia wrzeszczała po niej, że urodzi mnie gdzieś w chaszczach! Ale nie urodziła. Za to smak leśnych malin i jagód znam od bardzo wczesnego etapu życia.

Leśne spacery z dziadkiem. Z jamnikiem, który uwielbiał taplać się w kałużach, a potem prosił o niesienie do domu. Spacery z Bowie, która na słowo „Las” dostaje skrętu dupy, tak bardzo merda ogonem.

I tak obserwuję go jak się zmienia co roku. Daje mi spokój. Tego potrzebuję najbardziej.

Substytut lasu znajdziecie u Wohllebena. Jego książki sprawdzą się jako „bajka” na dobranoc lub gdy chcesz spędzić czas z dzieckiem. Weź je na kolano, otulcie się kocem i czytajcie o sekretnym życiu drzew i duchowym życiu zwierząt. Warto.

Tagi: Peter Wohlleben – Sekretne życie drzew + Duchowe życie zwierząt – recenzja, książki recenzja, recenzje książek, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie, blog recenzencki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad