Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

Ave, Cesar – recenzja

ave cezar - recenzja

Z jednej strony, oglądanie tego filmu było bardzo przyjemne. Grają tu świetni aktorzy i do tego grają z fajnym luzem, bez zadęcia, bez spiny, w nieco przerysowany sposób. Z drugiej strony – oglądanie tego filmu to katorga, bo film jest skrajnie dziurawy i pieprznięty w taki sposób, że zaczynasz się męczyć. Bracia Coen mają tendencję do przerostu formy nad treścią i do tej pory robili to dobrze, ale niestety, w „Ave, Cezar” było męcząco.

Ave, Cesar – recenzja

Obejrzałam ten film… zapomniałam. Przypomniała mi o nim kartka, że mam napisać kilka zdań.

Więc może inaczej. Może zostawię scenariusz, zamotany jak cholera, a skupię się na warstwie wizualnej. Tu jest spoko, bardzo klimatycznie. Scenografowie dopracowali każdy detal. „Ave, Cesar” to istne eye candy. Poza tym, aktorzy z luzem i nonszalancją zagrali swoje role. George Clooney góruje, ale dzielnie na główną „scenę” próbują przedostać się także: Ralph Finnes, Scarlett Johansson, Tilda Swinton i Channing Tatum.

A fabuła? To gra. To zabawa. Mamy ekipę filmowców, którzy stają przed problemem. Zaginęła gwiazda filmu, co mocno wszystko komplikuje. Producent postanawia rozwiązać tajemnicę, a my mu w tym towarzyszymy.

Bracia Coen w swojej coenowatości – tak bym opisała całość. Intrygujące, nieoczywiste, inteligentnie dowcipne kino. Można obejrzeć. Ale może zmęczyć.

Tagi: Ave, Cesar – recenzja, filmy, recenzja, blog recenzencki, blog marudzenie