ON:

O konsolowych przygodach Batmana pisałem już wcześniej. Rozprawiłem się z Arkham Asylum i Arkham City. Produkcje te miały wyjątkowy klimat oraz mechanikę, którą pokochali gracze. Batman potrafił zauroczyć i przyciągnąć na wiele godzin. Studio RockSteady stworzyło perełkę, która na długo pozostała w pamięci. Jakiś czas później na rynku pojawił się Arkham Origins, tytuł nieodbiegający plastyką rozgrywki od tego, co zawierały dwie poprzednie części, ale ilość błędów i niedociągnięć wołała o pomstę do nieba. Wszystko za sprawą nowego studia, które przejęło po RockSteady pałeczkę. Warner postanowił nadal ciągnąć kasę z graczy i wydał kolejne przygody Człowieka Nietoperza – „ Batman: Arkham Origins Blackgate”.

Ta przeniesiona z heandhealdów na konsole stacjonarne i komputery PC produkcja, odbiega trochę od znanej nam z wcześniejszych gier zabawy. Bardziej przypomina „Shadow Complex” z elementami skradanki, niż produkcję RockSteady. Nie uważam tego za bolączkę, wręcz przeciwnie zmiana sposobu rozgrywki, na „korytarzowy” nadało Batmanowi troszkę świeżości. Nie oszukujmy się – Batmana przygotowano na małe, przenośne konsole i jego dopasowanie dla platform starej generacji wymagało trochę trudu. Przede wszystkim widać to po teksturach, nie są one wyjątkowo piękne, ale to nie grafika tworzy grę, a jej miodność, rozgrywka, scenariusz. Pod względem mechaniki nie mam tytułowi nic do zarzucenia. Kolejne korytarze i więzienia przemierza się wyjątkowo przyjemnie, a poukrywane bonusy i upgread’y są miłym dodatkiem.

Blackate kontynuuje historię z Arkham Origins i podobnie jak w innych grach o gacku tak i tutaj mamy wolną rękę. Od nas zależy, którym z oprychów zajmiemy się w danym momencie. Jeśli będziemy chcieli utrzeć nosa Pingwinowi – po prostu skierujemy swoje kroki do latarni morskiej, Joker stacjonuje w budynkach administracji, a Czarna Maska okupuje pozostałą część więzienia. Standardowo także na początku rozgrywki jesteśmy pozbawieni większości naszego sprzętu i dopiero w późniejszym etapie będziemy mogli dostać się do wcześniej niedostępnych miejsc. 4 główne gadżety ułatwią w dużym stopniu naszą podróż po opanowanym przez zbirów kompleksie i co najważniejsze – pomogą w zdobyciu kolejnych ulepszeń. Oczywiście, wszystko w swoim czasie.

W „Arkham Origins Blackgate” gra się niezwykle sympatycznie. Pomimo tego, że na upartego zabawę można ukończyć w 4-5 godzin, to czas ten nie upływa zbyt szybko i co najważniejsze nie nudzimy się po chwili grania. Gdzieś jest tutaj ten element ciekawości, gdzie poukrywane są kolejne zagadki i znajdźki, a przejście gry na 100% będzie wymagać od nas trochę pomyślunku i niezwykłej, kociej zręczności. Szczególnie ciąg 100 ciosów zadanych zbirom Jokera. Na pewno możnaby poprawić tutaj wiele rzeczy, można poodciągać drobiazgi, ale jak na „port” z małego ekranu tytuł ten sprawuje się bardzo dobrze. Warto zagrać.