Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner GRY RECENZJA

Inside – recenzja

Inside - recenzja

Po ukończeniu „Inside” pozostał niedosyt. Jedyną rzeczą, jaką mogę zarzucić twórcom, to stworzenie pięknej, klimatycznej, świetnej gry, która jest trochę za krótka. Najnowszą produkcję Playdead można ukończyć dosłownie w 3-4 godziny. Jest też druga strona medalu. Każdy, kto pamięta Limbo wie, że takie dzieła bronią się czymś innym. Właśnie wspomniany klimat, mechanika i kilka innych elementów sprawiają, że obok tego typu tytułów nie można przejść obojętnie. Inside – recenzja

Dlaczego wspominam „Limbo”? Ponieważ „Inside” to najnowsze, drugie dziecko Duńczyków z Playdead. Od premiery tamtego, debiutanckiego tytułu minęło sześć lat. W międzyczasie panowała cisza, której nie przerywano zbędnymi informacjami na temat nowej gry. Może i dobrze, bowiem dla mnie trochę tak niespodziewanie, zupełnie znienacka na konsoli Xbox One pojawił się twór niezależny, który bije na głowę niejedną wysokobudżetową produkcję.

Inside - recenzja marudzenie

Tak samo jak w „Limbo” nie będziemy prowadzeni za rękę. Nikt nie opowie nam całej historii, nie dowiemy się backgroundu ze znalezionych notatek czy nagrań audio. Dostaniemy za to bardzo emocjonującą historię, do której dopisujemy własną wersję. Dlaczego? Już tłumaczę. Gra nie ma intra, nie ma wprowadzenia. Po prostu młody chłopiec stawia pierwsze kroki w ciemnym, mrocznym lesie. W pewnym momencie zaczynają się w nim pojawiać jacyś dziwni ludzie, psy, które nie mają przyjaznych zamiarów, a my po po prostu musimy pozostać w ukryciu. Gdy przebrniemy przez las trafimy na farmę, która nie napawa optymizmem, potem zaś do dziwnego, bardzo dziwnego kompleksu. Kogo spotkamy po drodze? Nie zdradzę, bo właśnie to odkrywanie tajemnicy jest najlepsze w tej opowieści. Nas ktoś ściga, my musimy uciekać, złapanie wiąże się koniecznością wczytania ostatniego punktu zapisu.

Inside - recenzja

„Inside” to tak naprawdę prosta, czasami wymagająca niewielkiego główkowania platformówka. Poruszamy się w lewo i prawo, możemy skakać, przytrzymywać i przesuwać przedmioty, a także pływać. Wydaje się, że to bardzo mały zakres ruchów, a wystarcza idealnie. Wszystko w tej grze jest zbalansowane. Każda jej część jest odpowiednio zbalansowana, co sprawia, że nie ma tu miejsca na nudę, a każdą zagadkę możemy rozgryźć dosłownie w kilka, kilkanaście sekund. Czasami przyda się abstrakcyjne myślenie. Dla nas najważniejsze jest przeć do przodu, dowiedzieć się co jest dalej i nie dać się złapać lub zabić. Gra nie jest przeznaczona dla dzieci. Nasza postać może zginąć, a czasami robi to w bardzo widowiskowy sposób. Do tego należy dodać końcówkę, która mogłaby znaleźć się w niejednym dobrym horrorze.

Duży plus należy się twórcom za zbalansowanie gry. Nie bardzo skomplikowane zagadki, świetnie prowadzona przygoda, która zmusza nas do dalszego grania, a także odpowiedni klimat sprawiają, że „Inside” po prostu się połyka. To jedna z tych gier, które są małymi dziełami sztuki, to pozycja obowiązkowa, którą należy znać.

Inside – recenzja