Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

The Lego Movie

ON:

Wyobraźcie sobie miliony klocków LEGO w jednym filmie. Jeszcze lepsze w nim jest to, że małe ludki mówią, biegają i walczą o swoje życie, a to dlatego, że niejaki Prezydent Biznes ma zamiar zakończyć los wszystkich mieszkańców LEGO-miasta. Ale zaczyna się to jednak dużo, dużo wcześniej, gdy Biznes był zupełnie kimś innym.

Podobno w dniu Taco odbędzie się zagłada świata zamieszkanego przez plastikowe ludzki. Wie o tym jednak sam najmroczniejszy z charakterów – Prezydent Biznes. Stworzył on sobie świat idealny. Wszyscy wykonują jego polecenia, a całe życie składa się z podążania za wskazówkami. W domu każdego mieszkańca znajduje się instrukcja mówiąca, co powinien on ubrać, co zjeść, jakiej muzyki słuchać. Takim przeciętniakiem, który nie wyobraża sobie życia bez rozkazów, jest Emmet Brickowoski. Ludek ten pracuje na budowie i dzień w dzień wraz z innymi budowlańcami przekopuje miasto na polecenie Biznesa. Wszystko dlatego, że według przepowiedni, gdzieś znajduje się artefakt, który ma zapobiec zagładzie świata LEGO. Biznes nie chce dopuścić do tego, aby jego plan spalił na panewce przez jakieś głupie gadanie starego faceta.

Emmet ma problem: jest tak zwyczajny i płaski, że nikt tak naprawdę nie zwraca na niego uwagi. Po pracy wszyscy idą na piwko i kurczaka, a on do domu. Jego znikniecie nie wzbudza podejrzeń, wystarczy kilka godzin inne LEGO-ludki o nim zapominają. A dlaczego znika? Bo po zakończonej pracy zauważa tajemniczą postać, która przeszukuje zgliszcza zniszczonego przez ekipę budowlańców. Od tego momentu spokojne życie Emmeta staje na głowie. Okazuje się bowiem, że chłop jest prawdopodobnie wybrańcem, o którym mówi przepowiednia i to właśnie on będzie ratował świat przed zagładą.

„The Lego Movie” to dziwaczna, ale bardzo sympatyczna produkcja. Z jednej strony mamy animację, której daleko do pixarowych wyczynów, z drugiej właśnie ta surowość ma swój urok. Poza tym nie brak tutaj nawiązań do popkultury, a jest ich w filmie masa. Mamy Supermana i Batmana, jest Zielona Latarnia, są piraci i LEGO kosmonauta z lat 80-tych, ten z czasów kiedy skafandry nie miały jeszcze szybek. Dowcip, jaki się tutaj pojawia, często nie jest skierowany do dzieciaków, ale do ich opiekunów, którzy pewnie przyjdą z dziećmi do kina. Reasumując „The Lego Movie” raz zobaczyć warto.

ONA:

Nie wiem dlaczego, ale byłam święcie przekonana, że „The Lego Movie” to animowany film dla bardziej dorosłego widza. Poważnie. Coś nieco superbohaterskiego, nieco starłorsowego i bardziej w klimacie przygód Indiany Jonesa, niż świnki Pepy. Zatem kiedy okazało się, że to bajka – taka prawdziwa, to mój zawód był ogromny. Niewiele brakowało, żebym z miną totalnie zirytowanej księżniczki olała tę produkcję i w ramach focha ostentacyjnie malowała paznokcie. Przecież ja mam na co dzień tyle bajek, że każda dodatkowa powoduje u mnie skręt bebechów! Ale wtedy na ekranie zaczęło dziać się coś fajnego. Moja uwaga nieśmiało skupiała się coraz bardziej, by koniec końców w pełni zaintrygować się, a później zachwycić tym, co widziałam. „Lego przygoda” to kawał rewelacyjnej produkcji, która zachwyca od A do Z. Rzekłam!

Cała historia dzieje się w świecie Lego. Mamy głównego bohatera, który powoli wprowadza nas w swoją codzienność. Emmet, bo tak się nazywa ten ludzik, jest bardzo sympatycznym, pełnym optymizmu i radości budowlańcem. Cieszy się każdym dniem. Ale pewnego dnia dostrzega, że zupełnie niczym nie różni się od innych. Jest przeciętniakiem, o którym nikt nie pamięta. Trochę go to podłamuje, ale wkrótce będzie mógł przejść do Lego historii. Ktoś bowiem czyha na cały klockowy świat i postanawia go unicestwić i po prostu zniszczyć. Okazuje się, że jakiś czas temu wypowiedziana została przepowiednia, która mówiła, że na świecie pojawi się budowlaniec, który powstrzyma zło. I wszystko wskazuje na to, że tym wybrańcem jest właśnie Emmet. Wsparty przez superbohaterów różnych maści musi stanąć przeciwko Lordowi Biznesowi, który raz na zawsze chce zniszczyć dom bohaterów. Zatem – do dzieła!

Ej, poważnie. Ta animacja jest mega sympatyczną produkcją, przy której można wybitnie bawić się, nawet, jak się ma prawie 30 lat. Wystarczy zapomnieć o tym drobnym szczególe, a przypomnieć sobie czasy, kiedy w Twoim życiu pojawiło się pierwsze pudełko z klockami Lego i tyle. Momentalnie spływa na Ciebie błogość, mieszająca się z wzruszeniem. Przecież to było tak niedawno temu…

Jak jest? Jest zabawnie, bardzo dowcipnie i co z tego, że naiwnie. To w końcu bajka! Bohaterowie są charakterni – szczególnie Batman, a nam nieukrywaną przyjemność sprawiało zgadywanie kto komu podkłada głos. I przyznam się szczerze, że zaskoczył mnie finał. Czy polecam? Oczywiście! To świetna zabawa dla tych mniejszych i większych dzieci.