Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Brian W. Aldiss – “Cieplarnia”

ON:

Raz na jakiś czas przeglądam listę najlepszych książek science-fiction i poszukuję tych, których jeszcze nie czytałem i nie posiadam w swoich skromnych (Paula: tia, skromnych) zbiorach. Przez wiele lat biblioteka się rozrosła, a na półkach pojawili się „ci najwięksi”: Gibson, Sterling, Stephenson, Clark, Dick, Bradbury i inni. Wiele z najbardziej kultowych dzieł ma już dobre 40, 50, a nawet 60 lat, ale nadal nic nie straciły na swojej wartości i paradoksalnie teraz są jeszcze bardziej aktualne. Autorzy tych dzieł są swoistymi wizjonerami, wyprzedającymi o lata świetlne swoje czasy. Jednym z takich twórców jest Brian Aldiss, mający na swoim koncie fenomenalną i niepokojącą za razem „Cieplarnię”.

Ta około 280 stronicowa książka, jest przykładem na to, że ludzka wyobraźnia nie ma granic, a najlepsze dzieła powstają wtedy, kiedy opuścimy pudełko i wyrwiemy się z szablonów. Wyobraźcie sobie ziemię za kilka miliardów lat. Nasza planeta zawisła nieruchomo we wszechświecie, a nad nią świeci ogromne słońce, które wchodzi w pierwsze stadium nowej. Taka kolej rzeczy doprowadziła do tego, że na jednej półkuli panuje wieczna noc, a druga została skazana na nieustający dzień, to właśnie ta tytułowa „Cieplarnia”. Kolejne lata palącego słońca spowodowały, że część oświetlona została porośnięta przez ogromną, niezmierzoną dżunglę, a jej sercem stał się rozrośnięty do planetarnych wręcz rozmiarów figowiec. Walkę z roślinnością przegrały praktycznie wszystkie gatunki zwierząt (udało się przetrwać tylko nielicznym, tym przystosowanym do obecnego klimatu). Człowiek jest jak karaluch i dostosował do nowego, morderczego środowiska. Za możliwość utrzymania życia przyszło nam zapłacić dość wysoką cenę, a mianowicie cofnęliśmy się w rozwoju cywilizacyjnym o tysiące lat. Kolejna sprawa, że przestaliśmy być już na szczycie piramidy pokarmowej. Teraz las, a dokładniej dżungla, była głównym i najniebezpieczniejszym drapieżnikiem, rośliny zjadają się nawzajem, człowiek zaś zmalał, stał się karłowatą istotą, mająca tylko jeden cel – przetrwać. Homo Sapiens stał się pierwotny jak tylko mógł, znów zaczął żyć w małych plemionach, w grupach, które miały pewną hierarchę i zdane były tylko na siebie. Karę za błędy popełniane w dżungli wymierzała ona sama, a przeważnie była ona jedna i ostateczna – śmierć. Już na początku książki, gdy poznajemy 18 osobową grupę, bardzo szybko dowiadujemy się, jak łatwo zginąć w tym drapieżnym świecie. Na miękką ludzką istotę czekają hordy krwiożerczych parzyperzy, wierzbomordów, suchoświstów i miotłopląsów. To tylko kilka z przerażających gatunków, które wyewoluowały w tej cieplarni. Ponieważ grupa się starzeje, a dzieci są już na tyle dorosłe, że mogą dać sobie radę sami, dlatego przywódczyni Lily-yo postanawia ją rozdzielić.

– My, dorośli, starzejemy się – powiedziała. – Głupiejemy. Ja głupieję, dałam się złapać ślamazarnemu glistoglutowi. Nie nadaję się już do prowadzenia grupy. Nadszedł czas, by dorośli Odeszli Wyżej i wrócili do bogów, którzy nas stworzyli. Dzieci będą zdane na siebie. Będą nową grupą. Toy ją poprowadzi. Do czasu gdy grupa okrzepnie, Gren, a potem Veggy dojrzeją na tyle, by dać wam dzieci. Pilnujcie swoich dzieci mężczyzn. Nie pozwólcie by zabrała ich zieleń, bo grupa zginie. Lepiej samemu umrzeć, niż dopuścić do śmierci grupy”.

Dzieci pozostawione same sobie zaczynają podróż wśród konarów w bliżej nieznanym kierunku. Kolejne drapieżne rośliny wyłapują tych mniej przystosowanych do obecnych realiów. Grupa topnieje, ale największym problemem stanie się Gren. Pomimo, że ceniony za to, iż może dawać potomstwo, zostaje odrzucony za swoje krnąbrne i buntownicze zachowanie, mogące doprowadzić do zagłady ich małej społeczności. Chłopiec więc opuszcza swoich towarzyszy. Zaczyna się jego swoista odyseja. Ta droga przypomina trochę rytualną inicjację, przeistaczanie się młodego chłopca w mężczyznę. To nawiązanie do homerowskiego eposu nie jest też takie chybione, ponieważ tak jak i Odys, młody Gren szuka swojego prawdziwego domu. Jednocześnie podróż będzie dla niego pewną nauką, zdobyciem wiedzy o otaczającym go świecie i historii ziemi oraz ludzkości. Ta tułaczka będzie coraz to bardziej niebezpieczna, a w pewnym momencie dojdzie do sytuacji gdzie bohater przestanie być wolną osobą i stanie się marionetką inteligentnego grzyba. Nauka płynąca z książki jest wieloznaczna. Autor na swój sposób rozprawia się z wątkiem drogi oraz totalitaryzmu, mamy alegorię skorumpowanej władzy pod postacią porastającego Grena smardza. Znajdziemy tutaj także potępienie powiązania inteligencji i moralności, a także naukowe dywagacje na temat dewolucji oraz zagłady naszej planety.

„Cieplarnia” Aldissa jest powieścią trudną do skonsumowania, dość chaotyczną w swojej konstrukcji (spowodowane to może być, specyfiką wymyślonego przez niego świata). Jeśli jednak do lektury podejdziemy z dystansem, skupimy się na tym co ukrywa bezkresna dżungla, to dokopiemy się do wszystkich ukrytych aspektów tego dzieła. Nie bez przyczyny „Cieplarnia” wielokrotnie ląduje na liście top 100 najlepszych książek science-fiction. Jest to już klasyka i powinien przeczytać każdy wielbiciel sci-fi.