E.L. James – „Grey”

ONA:

Wielokrotnie prowadziłam zażarte dyskusje na temat powieści erotycznej E.L. James o bogaczu, który lubił złoić swoją pannę po dupsku. I abstrahując od tego w jaki sposób książki te zostały napisane (i przetłumaczone), jak nielogiczne były zdania, jak bardzo nas główna bohaterka drażniła, to nie można odmawiać autorce tego, że genialnie wbiła się w lukę. To ona sprawiła, że policzki wielu dziewczyn i kobiet płonęły. W pewnym momencie w kawiarniach, w parkach, autobusach, na uczelniach, no i przede wszystkim w domach – wszystkie siedziały z nosem w książce. Od tych młodych, które jeszcze w życiu na oczy nie widziały penisa, przez te starsze, z dzieckiem przy piersi, po te najstarsze, na krok przed menopauzą… Ja też przeczytałam, wszystkie trzy części (1, 2, 3). Byłam bardzo mocno zawiedziona tym jak z każdą kolejną Grey, twardy (hehe) charakter, mięknie przez dziewczynę w której się zakochał. Coraz mniej pieprzenia, coraz więcej miłości. A na końcu słodka, rodzinna sielanka. Obejrzałam też film. Wykpiony był on zanim jeszcze wszedł na ekrany. Tymczasem okazało się, że reżyserce udało się coś ukręcić z gówna. Poza warstwami „fabularną” i „aktorską”, które były daremne, film miał genialne zdjęcia i oprawę muzyczną. A potem gruchnęła wiadomość, że E.L. James bierze się za kolejną część.

I nadszedł ten moment, w którym trzeba jej pogratulować. Poważnie. Zrobiła tak genialny chwyt marketingowy, że tylko czekać, aż inne autorki poczytnych książek, zrobią dokładnie tak samo.

Napisała „Grey’a” – czyli dokładnie tę samą historię, opowiedzianą z perspektywy Christiana. Poważnie, nie ściemniam. I co ciekawe – jest charakterniej. Bo przecież „lepiej” to za dużo powiedziane.

Czy muszę opowiadać o czym to jest? No ok. Bogaty i przystojny Christian Grey ma dać wywiad do jakieś małej, uniwersyteckiej gazety. Przeprowadza go Ana, zagubiona dziewczynka, która nie panuje nad sobą zupełnie. Oczywiście zaczyna między nimi iskrzyć. Zaczynają randkować. Grey pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a Ana – no cóż. Ja bym ją nazwała rozkapryszoną, niewiedzącą czego chce piczą, ale może niektórych to bierze. W „50 shades of Grey” to ona opowiadała nam tę historię, z jej dziewiczej perspektywy, a tym razem – opowiada on. Tak jak napisałam: nie jest lepiej, ale charakterniej. Nie mamy ciągle tych samych słów, wzdychnięć, tych samych zachowań. Grey wydaje się być bohaterem z większym sensem, trochę bardziej poukładanym, który panuje nad swoimi zachowaniami, który dość mocno stąpa po ziemi i który niestety – koniec końców się zakochuje, ale co poradzić.

Od momentu, kiedy to po raz pierwszy dopadłam powieść James, próbuje rozkminić na czym polega fenomen. Czy chodzi o przystępny język, który trafi „do ogółu”? Taaa… Jakoś w to nie wierzę. Po prostu mam wrażenie, że autorka idealnie wbiła się w potrzeby i marzenia kobiet. Ale szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy te „marzenia” dotyczą tylko seksu. Uświadomili mi to moi kumple, którzy widząc co robił Grey, doszli do wniosku, że koleś się popisywał. No hej! Przystojny, bogaty. Z super chatą, z super samochodem, nie wspominając już o tym pieprzonym szybowcu, czy co to tam było. Grey, który robi wyjątkowe (i drogie) prezenty, który tańczy, zna się na sztuce, KTÓRY PRZEDSTAWIŁ JĄ SWOJEJ RODZINIE! Który świata poza nią nie widzi. A dobry seks jest wisienką na torcie.

Podejrzewam, że fanki będą sikać pod siebie. Wszak niewiele z nich czytało tę powieść dla Any. W „Grey’u” Grey’a jest sporo więcej. Jestem z jednej strony zachwycona przebiegłością autorki, a z drugiej przerażona, bo skoro okazało się to żyłą złota, to wyczuwam niedługo wylew tego typu „powrotów”. Autorka „Zmierzchu” też coś podobnego szykuje…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad
  • Monika Kotlarek

    Autorka „Zmierzchu” wydaje (lub już wydała) książkę z taką samą historią, tylko zamieniła płeć bohaterów.

    Co do Grey’a, to fakt, autorka wyłapała doskonałą lukę, a jej książką była doskonałą odpowiedzią na to, że kobiety też lubią czasem dostać w tyłek. Stąd to zafascynowanie. Szkoda, że w tak infantylny i czasem żenujący sposób, ale jednak był to jakiś fenomen, że my też możemy mieć ochotę na coś więcej niż seks tylko delikatnie, przy świecach i w pluszowej pościeli (:/).

    • admin

      Po bożemu!