ON:

W ciągu ostatnich tygodni mieliśmy z Pauliną okazję oglądnąć 4 filmy o Spider-manie. Najpierw trafiło na najnowszego „Amazing Spider-mana”, który tak wysoko postawił poprzeczkę, że gdy zaczęliśmy oglądać starą „trylogię”, to zdałem sobie sprawę z tego, jak ten film nie przeszedł próby czasu. „Pająk” jest jednym z mniej lubianych przeze mnie bohaterów od „Marvela”. Jest ciapowaty, czasami nijaki, z problemami charakterystycznymi dla nastolatków. Taki jest też target tego komiksu, chyba jak wszystkich o superbohaterach. No poza kilkoma wyjątkami, gdzie krew, przemoc i słownictwo na dzień dobry deklasują komiksy jako młodzieżowe. Ale nie rozmowa o kategoriach wiekowych jest celem wpisu.

Historia Petera Parkera, która jest pokazana w najnowszej wersji, jest perfekcyjnie idealna. Skupia się bowiem na totalnie młodzieńczych latach „pająka”, gdy jego pierwszą miłością byłą Gwen Stacy. W nowej wersj,i w rolę wujka Bena wcielił się Martn Sheen, którego uwielbiam za „Człowieka Iluzję” w „Mass Effect”. Trzeba przyznać, że to aktor z kategorii tych, którzy nawet deskę klozetową zagraliby oscarowo. Mimo swojej epizodycznej roli, wypadł w filmie naprawdę bardzo fajnie. Zamiast śmiesznego Tobey Maguire’a, w rolę Petera wcielił się Andrew Garfield i ta zamiana wyszła serii o „człowieku pająku” na zdrowie. Skok jakościowy, efekty i nawet scenariusz, który mimo, że młodzieżowy, to jednak taki bardziej dorosły powodują, że film ten ogląda się naprawdę bardzo dobrze.

Cała historia zaczyna się od incydentu z dziecięcych lat Petera, gdy jego rodzice pośpiesznie opuszczają dom rodzinny. Nigdy do niego już nie wrócili. Od tego czasu opiekę nad Parkerem sprawuje jego wujostwo. Chłopak, jak każdy nastolatek, ma lepsze i gorsze dni, ale nie sprawia opiekunom zbytnich problemów. Dzieciak stara się jak może, w szkole jest całkiem dobrze, można powiedzieć, że ma chłop łeb na karku. W jego życiu są dwie przełomowe chwile. Pierwsza, to ugryzienie przez napromieniowanego pająka, dzięki czemu jego ciało mutuje na poziomie komórkowym, przez co zyskuje szereg wyjątkowych umiejętności. Kolejna to śmierć wujka Bena, której po części jest winien sam Peter. Poza tym, film skupia się ona na Gwen oraz na Dr Curcie Connorsie, znanym także jako Jaszczur. Historia podana jest w sposób wyśmienity, przez co nawet osoby nie znające „spajdiego”, całkiem dobrze poradzą sobie z tym filmem. Dodatkowo, jak pisałem, widać ogromną różnicę pomiędzy kolejnymi obrazami z tym bohaterem Marvela. Skok jakościowy w produkcjach filmowych widać bardzo dobrze na przykładzie tego filmu. Człowiek pająk przemykający pomiędzy kolejnymi budynkami wygląda tak naturalnie, że zdawałoby się, iż nie mamy do czynienia z grafiką komputerową, ale z naturalnymi zdjęciami. Trzeba przyznać, że wygląda to super. Wiadomo już, że obraz odniósł sukces kasowy, przez co w 2014 roku ma pojawić się kolejna cześć przygód bohatera. I bardzo jestem ich ciekaw, chciałbym zobaczyć nowego „Venoma” czy „Zielonego goblina”. Zobaczymy co z tego wyjdzie, jeśli film utrzyma poziom pierwszej części, to na pewno fani nie będą zawiedzeni.

Reasumując. Z postaci nudnego, ciapowatego nastolatka zrobiono ciekawego, miłego i sympatycznego chłopaka, który ma predyspozycje na bycie idolem amerykańskich nastolatków. To naprawdę fajny film, który wskrzesił legendę bohatera o pajęczych mocach. Warto.

ONA:

Dla mnie sfera superbohaterów w kulturze jest jeszcze dość ograniczona. Nadrabiam zaległości, ba – nawet mi się niektórzy podobają (chociażby Batman i IronMan), ale nadal większość znam bardzo, bardzo słabo. Jestem świadoma ich istnienia, ale już to w jaki sposób powstali, z kim walczyli i co było ich słabościami – to dla mnie czarna magia, coś zupełnie jak kalendarzyk małżeński.

W wakacje moje dzieciaki oszalały na punkcie nowego Spider-Mana. Jedna, wielka, nastoletnia histeria. Zalewali mnie pytaniami, czy już widziałam, a jak odpowiadałam, że nie, dodawali „Niech pani żałuje!!!”. A ja się tak długo zastanawiałam, czy warto, czy nie, że w końcu film zdjęto z repertuaru. Ale w końcu, całkiem niedawno temu, nadrobiliśmy tą zaległość. I teraz muszę Dejwa przepraszać, bo on chciał widzieć ten film w kinie, a ja od razu założyłam, że będzie to crap. Ciągle mi się to przytrafia…

Peter Parker jest zupełnie przeciętnym nastolatkiem. Chociaż, ja uważam, że jak na „nastolatka” jest zdecydowanie zbyt przystojny. Nie ogarniam tego, jak niby jest takim pierdołowatym nieudacznikiem. Ale okej, trzeba do kin przyciągnąć jakoś nastolatki, a obsadzenie Andrew Garfielda w roli tytułowej, było rewelacyjnym posunięciem. Przez połowę filmu zastanawiałam się gdzie on jeszcze grał i boom, wiem. „The Social Network”. Potem mogłam skupiać się już tylko na jego pięknej twarzy i na efektach specjalnych. O czym ja to miałam? Ach, właśnie. Peter Parker jest zupełnie przeciętnym nastolatkiem. Mieszka z wujostwem i właściwie dalej nie wie dlaczego. Nagle, jego rodzice oddali go pod opiekę cioci May (Sally Field – całkiem fajna rola się jej trafiła) i wujka Bena (Martin Sheen). Rodzice w końcu giną, w niewyjaśnionych okolicznościach. Peter nigdy za bardzo się tym nie interesował, ale w końcu coś zaczyna go dręczyć. Wszystko za sprawą teczki jego ojca, w której znalazł kilka ciekawych dokumentów i intrygujące go nazwisko. Dr Curt Connors… Dość szybko ich drogi się krzyżują… Drugim wątkiem jest przemiana Petera w Człowieka-Pająka. W końcu wiem jak to się stało. Otóż, podczas wycieczki szkolnej, naszego drogiego chłoptasia użarł super-pająk, wyhodowany w laboratorium, który ma cechy kilku innych z gatunku. Słowem – pajączek jest po prostu pajęczym bogiem. I był na tyle cwany, że uciekł z klatki, wprost na kark Parkera. A potem już było z górki. DNA nastolatka momentalnie uległo zmianie. Co za tym idzie, zmienia się również Peter. Staje się ekstremalnie zwinny, jego kończyny pokryte są mikro-haczykami, dzięki którym może „łazić po ścianach”, ma wszechstronny refleks, jego zmysły są wyostrzone. Stał się pająkiem w ludzkim ciele…

W filmie widzimy proces zmiany Petera w Spider-Mana. Zmiana podyktowana została przez tragiczne wydarzenia, kiedy to na rekach młodego umiera jego ukochany wuj. Co więcej, Peter nieco „maczał” w tym swoje palce. Od tego wydarzenia młody zupełnie inaczej patrzy na otaczający go świat. Wtedy właśnie narodził się Spider-Man, który ratuje z opresji wszystkich potrzebujących. A kiedy tego nie robi, kiedy nie pracuje nad ulepszaniem kostiumu i broni, jest przeciętnym nastolatkiem, który chodzi do szkoły, który zakochuje się w koleżance… Cała historia jest bardzo przyjemna w oglądzie. Bywa śmieszna, ma też mocno wzruszające chwile, są sytuacje nieco napięte, dzięki czemu jest dynamicznie. Nie ma przestojów, romantyczne chwile z ukochaną kończy kolejna akcja superbohatera i odwrotnie. No i walczy, walczy z sobą, walczy z problemami, w końcu walczy z Jaszczurem, swoim arcywrogiem.

Film podobał mi się bardzo, aż dziw bierze. Ma wszystkie te elementy, które lubię w superbohaterskim kinie. Jest dynamika, są całkiem niezłe efekty specjalne, jest dowcip, ale i podniosłe sceny. Zaraz potem zderzyliśmy nowego Spider-mana z tym starym, w ciele Maguire’a i sorry, wolę tegorocznego.