ONA:

Ilość problemów, jakie spłynęły na mnie, na nas, w ciągu ostatnich tygodni, jest tak stresująca, demotywująca i drażniąca, że może i wyjdę na księżniczkę jęczybułę – ale mam dość. Naprawdę dość. Remont, który nie ma końca i który cycka konto typu „zaskórniak” do cna, ciągłe problemu – a tu pieprznie prąd, a tu wyrównanie ścian pochłonie prawie 300 kg zaprawy, a do tego cyrki zawodowe i około zawodowe – dni zlewają się w jedną całość, zaczynają się patologicznie wcześnie, a kiedy przychodzi czas na sen, wpatruję się w ciemność, aż do świtu. Próbuję uruchomić resztki motywacji, bo koniec widać, ale…

W takie dni, jak te ostatnie, ciężko zmusić się do czegokolwiek. Z jednej strony świetnie jest zresetować się, dać głowie odpocząć, ale z drugiej – eh. Z tej drugiej strony są ciągłe analizy, listy zakupów, gdzie kupić panele, ile gniazdek, czy kolory będą do siebie pasować i jaką kupić lodówkę. W takich chwilach jak ta, najlepszym sposobem jest sprawdzone lekarstwo. Film z Tomem Hanksem, niezależnie jaki, zawsze jest dobry. Potrzebowałam czegoś z wytrwałością i motywacją w tle. „Filadelfia” odpada – nie będę wyć. „Cast Away” w moje oczekiwania wpasowało się świetnie, a ja spędziłam prawie 150 minut w filmie, który mi znudzić się nie umie.

Połączenie Roberta Zemeckisa i Toma Hanksa gwarantuje sukces – przede wszystkim komercyjny. „Forrest Gump” jest ponadczasową opowieścią o życiu i o tym, że nigdy nie wiemy, co nam los zgotuje. Chuck Noland – kolejna postać wykreowana przez duet Zemeckis-Hanks, jest totalnym potwierdzeniem tej teorii. Chuck jest bowiem specjalistą, ekspertem w swojej kurierskiej dziedzinie. Mimo całkiem poukładanego życia prywatnego, praca bardzo mocno determinuje jego życie. Jest w ciągłych rozjazdach i krąży po całym globie. Zupełnie jak jego paczki. Spotkania z ukochaną Kelly (Helen Hunt) synchronizuje za pomocą kalendarza. Bezustannie o niej myśli, ale mało kiedy jest obok niej. Cóż, takie życie. Podczas rodzinnej kolacji dostaje wiadomość, że jest pilnie wzywany. Na lotnisku rzuca ukochanej „Niedługo będę” i wsiada na pokład samolotu. Jego spokojny sen zakłóca awaria, nerwowe krzątanie się załogi, a potem jest coraz gorzej. Samolot zboczył z kursu, coś się zepsuło i maszyna musi awaryjnie lądować gdzieś na Pacyfiku. Uderzenie z taflą oceanu było zabójcze dla prawie wszystkich. Tragedię przeżywa tylko Chuck, który trafia gdzieś na bezludną wyspę. Kiedy dociera do niego co się stało, za wszelką cenę postanawia przeżyć ten surwiwal. Ale to wcale nie jest łatwe. Brak podstawowych narzędzi dobija, strach i przerażenie odbierają rozsądek, ale najgorsza jest samotność i coraz bardziej znikająca nadzieja, że ktoś go kiedykolwiek znajdzie. Mijają kolejne lata. Chuck z przestraszonego faceta, zmienia się w prawdziwego pana wyspy. I wtedy, po wnikliwych analizach, postanawia wrócić do domu…

„Cast Away” to klasyczny przykład na to, że dobry scenariusz i dobry aktor, nawet w pojedynkę jest w stanie pociągnąć cały film. Przygody Nolanda są śmieszne, ale i refleksyjne. Uczą i bawią. Dają nadzieję i pozwalają obudzić w sobie siłę do walki. Do nieustannej walki o siebie. Gdzieś tam w tle to film o ludzkich wyborach, niekoniecznie dobrych, niekoniecznie złych, ale wpływających na życie w mniejszy bądź większy sposób.  Ten film to kolejny przykład na to, że Hanks zaprawdę wielkim aktorem jest i to, co robi, jest prawdziwą sztuką. Umiejętność połączenia w jednej postaci tylu uczuć i emocji bije konkurencję na głowę, rozkłada ją na łopatki.

Ten film obejrzeć należy. Najlepiej po ciężkim dniu, kiedy mamy ochotę pieprznąć wszystkim, całym światem, pracą, ludźmi wokół i zaszyć się gdzieś tam, gdzie będziemy sami.