ONA:

Po spektakularnym sukcesie komercyjnym książki „50 twarzy Grey’a”, rynek wydawniczy został zalany kolejnymi powieściami, w których seksu, często bardzo dzikiego i wyuzdanego, jest sporo. Babeczki zaczytują się w kolejne historie i podczas czytania płonie im rumieniec nie tylko na twarzy. Dodatkowo, te książki zjada się na raz. Nie wiem czy to wada, czy zaleta, czy bardziej chodzi o wciągające fabuły, czy o prosty język – ale to się sprawdza. Szkoda tylko, że są one na ogół napisane według tego samego schematu…

Kiedyś pisałam artykuł do pewnego poczytnego portalu o tym, że kobiety kochają drani. Uwielbiamy ich pewność siebie, przez którą nasze kolana nie tylko się uginają, ale i rozszerzają. Uwielbiam, że są takimi burakami, zapatrzonymi najbardziej w swoje odbicie. Przy okazji też uwielbiamy to, że są oni władczy i bardzo często, zupełnie przy okazji, zabójczo przystojni i wpływowi. Dlaczego? To biologia. Liczymy na to, że to właśnie my będziemy tą kobietą, dla której on się zmieni. Przestanie być chamskim cwaniakiem, a zacznie kochanym misiem-pierdołką, z którym uprawia się waniliowy seks, ale najpierw zje się kolację z jego rodzicami i przyjaciółmi. Marzymy o tym, by jego mama powiedziała „Ale on się przez Ciebie zmienił” albo „Jesteś pierwszą kobietą, którą nam przedstawił”. A cała babska literatura, od czasu Danielle Steel i Jackie Collins, po tą dzisiejsza, opiera się na tym schemacie. W książce „Piękny drań” jest bardzo podobnie…

Ojciec naszej głównej bohaterki, panny Mills, zawsze powtarzał jej „Zostań osobą niezastąpioną dla prezesa. Jego prawą ręką.” Chyba nie do końca chodziło mu o to, by z owym prezesem zacząć sypiać. Zresztą, dziewczynie nawet to nie chodziło po głowie. Kończyła studia, pracowała w świetnej firmie, tylko problem był jeden – szef. Młody burak, typowy cwaniak, buc i drań. Ale przystojny. Piękny. Piękny drań. Kiedy do niej się odzywa, jest to na ogół chamski tekst – typowe dla niego. Zawala ją robotą, a ona pokornie ją wykonuje, często po godzinach. I podczas takiego rutynowego ślęczenia nad papierami, tych dwoje wpada na siebie. Akcja jest szybka i absolutnie pozbawiona jakiejkolwiek logiki. Seks. Intensywny, dziki, zupełnie nierozsądny, ale pierońsko dobry. I tak zaczyna się przygoda, która jej może przypiąć etykietkę zdziry, a jemu – molestującego i mobbingującego swoje pracownice szefa. Tymczasem w książce pojawia się drugi narrator. Właśnie on – tytułowy piękny drań, który jest tym nagłym pociągiem i utratą logicznego myślenia tak samo zaskoczony, jak druga narratorka. Okazuje się, że pan Ryan jest nieco inną osobą, niż według opinii panny Mills. Za to ona, według niego, jest aroganckim ziółkiem. Jak widać – perspektywa zależy nie tylko od miejsca patrzenia, ale i od osoby, która patrzy. Przygoda się zaczyna… Będzie intensywnie, szczególnie, że na tych dwoje czeka delegacja i dużo czasu, który będą musieli spędzić razem…

Co mogę o tej książce powiedzieć? Zjadłam ją na raz. Nie da się inaczej, bo jest ona napisana bardzo prostym językiem. To literatura idealna na podróż, nudny wykład, czekanie w poczekalni, ewentualnie na gnicie na plaży. Czyta się szybko, coś też tam się dzieje, również seksualnie, ale – tak jak napisałam wcześniej – schemat widać. On: wpływowy, bogaty, diabelnie przystojny i z erekcją na każde zawołanie. Ona: trochę przestraszona, trochę niedoświadczona, z charakterem – chociaż nie, z charakterkiem. Jest też dziwna. Taka typowa, rozemocjonowana kobieta, żeby nie napisać baba. Sama niby wie czego chce, no chyba, że chodzi o kolejne zbliżenie. Wtedy jej rozsądek się kończy. A potem jest szloch.

Mam problem z tego typu literaturą. Z jednej strony da się to czytać i nawet wciąga, a z drugiej – jakiś mój głęboko skrywany feminizm pragnie książki, w której bogata, piękna i wpływowa kobieta, zaciąga do łóżka swojego podwładnego i najlepiej, jakby go chłostała po tyłku, aż do pięknego, różowego koloru. Czy mogę polecić „Pięknego drania”? Tak, myślę, że tak. To nieinwazyjna literatura, która pozwoli się odmóżdżyć, a przy tym nie spowoduje trwałego uszczerbku na zdrowiu. Poza tym, nie macie wrażenia, że każda z tego typu książek napisana jest tak, że główny męski bohater kojarzy się Wam z jakimś facetem z Waszego życia?