ON:

Jeśli pamiętacie serię „Lemings” i spędzaliście przy niej wiele godzin, to na pewno nie powinniście przegapić produkcji „Flockers”, za którą stoi znane studio Team17. Dlaczego? Chociaż mamy do czynienia z rozbudowanym klonem, to jest on bardzo sympatyczny.

Pod naszą opiekę dostajemy stado owiec. Musimy bezpiecznie przeprowadzić je z jednego, na drugi koniec planszy. Każdy level to szereg wyzwań, które musimy pokonać, aby nasze puchate stworzonka przeżyły i dotarły do wyjścia. Podobnie było w „Lemingach”. Aby zaliczyć poziom musimy doprowadzić na koniec przynajmniej kilka owieczek. Wydaje się to banalne, a tak naprawdę po kilkunastu minutach gry można dostać kurwicy. Wszystko przez to, że musimy wykazać się wyjątkowym refleksem, strategicznym umysłem i zręcznością skaczących po drzewach lemurów. Jeśli jesteście fanami wyzwań – będziecie się bawić wyśmienicie. Aby nie wyrwać sobie wszystkich włosów, to „Flockers” powinniśmy sobie odpowiednio serwować. Najlepsze są małe, krótkie partyjki po kilkanaście, góra kilkadziesiąt minut.

Owieczki są słodkie, ale na każdą z nich czeka masakra. Gdy wędrują sobie po planszy, mogą wpaść na piły tarczowe lub kolce, czasem pojawią się topory, wybuchające elementy i wiele, wiele innych bardzo morderczych urządzeń. Owieczkami nie możemy kierować, ale mamy wpływ na ich otoczenie. Czasem trzeba drogę zablokować, czasem stworzonka pognać, a jeszcze w innym momencie poświęcić kilka z nich, by reszta dotarła do celu. Jak to się mówi: im dalej w las, tym więcej drzew. W tym przypadku, im dalej posuwamy się w rozgrywce, tym cięższe wyzwania na nas czekają.

Całe szczęście na pomoc przychodzą nam umiejętności, którymi możemy obdarzać naszych podopiecznych. Możemy postawić „stopera” który blokuje przepływ zwierzaczków. Możemy wymusić, aby owce skakały przez rozpadliny, lub jak superowieczki pokonają pionowe ściany. Wszystko wydaje się proste, ale uwierzcie, że tak nie jest. Na zakończenie każdego levelu czeka nas podsumowanie i ocena, jaką zdobywamy. Naszym celem jest złoty medal, oczywiście najtrudniejszy.

Graficznie tytuł przedstawia się całkiem ładnie. Na pewno nie widać tutaj tej „nowej generacji”. Możliwe, że dzieje się dlatego, że nie ma tutaj zbyt wiele wodotrysków, którymi można się popisać. Owieczki są ładne, plansze schludne i dobrze zaprojektowane, tekstury nie odrzucają swoją pikelozą. Czego chcieć więcej?

Musze ostrzec wszystkich, którzy chcieliby kupić ten tytuł dla swoich dzieciaków. Po pierwsze mogą one nie poradzić sobie ze sterowaniem, po drugie tytuł ten jest diabelnie krwawy, a owce giną dość spektakularnie. Na plus możemy zaliczyć cenę tej produkcji, która teraz zamyka się w około 60 złotych, drugim pozytywem jest długość tej gry. Aby ukończyć 60 poziomów, będziemy potrzebowali około 15 godzin, co jest przyzwoitym czasem.