Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Stefan Türschmid – „Mrok i mgła”

ONA:

Pisałam już o tym wiele razy – książki miłosne, romantyczne, bla bla, jakoś nigdy mi nie siedziały. Trochę zbyt bardzo cynicznie do tego podchodzę. Jeśli np. nie ma happy endu, jeśli na bohaterów nie czeka słodki finał, płatki róż i kąpiel w mleku i w miodzie, to wtedy szanuję. A jeśli nawet w kryminale czy thrillerze czeka na nas idealny koniec, trzymanie się za ręce, to hej… cały potencjał idzie jak krew w piach.

Czasami tego typu książki ratuje klimat. Stefan Türschmid oparł się właśnie na nim, pisząc „Mrok i mgłę” – książkę, w której głównym tematem jest miłość. Ale miłość w dość specyficznych okolicznościach. I miłość, która nie musi koniecznie oznaczać tego, do czego przyzwyczaiła nas popkultura.

Stalinowska Rosja. 1934 rok. My już wiemy co czeka już niedługo świat. Ale bohaterowie tej książki żyją w świecie, który już wtedy wydaje się być samym środkiem piekła. Szaleństwo, paranoja. Stalin, w którym drzemie tyle zła i to zła w imię jakiś kretyńskich poglądów. Zło, które zabija setki, tysiące, miliony osób. Zło, które wciskane jest w mniej lub bardziej zawoalowany sposób każdemu, kto tam żyje. A żyje między innymi Sonia – młoda, świeżo przyjęta do partii dziewczyna, która gdzieś tam ma jakieś ideały. Jeszcze jednostka? Taka autonomiczna, myśląca, podejmująca decyzje, wybierająca? Czy już trybik, którego nakręca się tylko po to, by do końca życia, do końca funkcjonowania robił to, czego się od niego wymaga. Wydarzenia w życiu Sonii sprawiają, że zaczyna ona nieco inaczej patrzeć na „system”.

„Mrok i mgła” to przede wszystkim świetna książka historyczna. Wymieszanie faktów i fikcji sprawdza się, pod warunkiem, gdy jest to wyważone, a Türschmid robi to naprawdę świetnie. Fajny klimat, ciekawa fabuła, stopniowo rozwijająca się opowieść – to wszystko sprawia, że dzieło jest bardzo dobre w odbiorze. Fani tego typu literatury, która łączy gdzieś w sobie historię z wyobrażeniem, powinni być zadowoleni. To trochę taka bardziej „kobieca” pozycja, ale mocna, prawdziwa i z wieloma „dnami”, których odkrywanie sprawia przyjemność.