ONA:
Film zainspirował mnie do napisania artykułu na ekomercyjnie.pl. Bo kto z nas nie ma problemu z zakupami? Szczególnie tymi impulsywnymi…
Główna bohaterka, Rebecca, przeżywa orgazmistyczne emocje, kiedy wychodzi z nowymi torbami wypełnionymi różnymi rzeczami. Nie zauważa po drodze, że stan jej zadłużenia jest coraz większy i do tego ściga ją komornik. Razem ze swoją przyjaciółką kombinują i wymyślają kolejne wymówki. Niestety, Rebecca zaczyna gubi grunt pod nogami, bowiem traci pracę. Zadłużenie + brak perspektyw na jego spłatę to niezłe kombo. Zaczyna kombinować, skrycie marzy o pracy w modowym czaspiśmie, ale nie od razu Kraków zbudowano. Zaczyna pisać do magazynu, który zajmuje się oszczędzaniem. Ironia losu? Może… Ale jej życie zaczyna się powoli zmieniać dzięki temu. Pojawia się bowiem pewien mężczyzna…
Film jakich już było wiele – komedia romantyczna. Ale od prawdziwej komedii romantycznej, z lat 90 i początku tego tysiąclecia różni ją to, że faktycznie jest zabawna. To jedyna rzecz, która broni tego tytułu, przed zaszufladkowaniem obok „Kiedy Harry poznał Sally” i „Bezsenności w Seattle”. To film niezbyt ambitny, lekki, ale bardzo optymistyczny. Nawet Dawid rechotał podczas seansu.
A mnie dodatkowo natchnął do posprzątania w szafie.
ON:
Kto z nas nie kocha zakupów? Paula ślini się na nowe koturny, kosmetyki lub tunikę. Ja z wielką rozkoszą ściągam opakowanie z kolejnej gry czy płyty. Każda, wydana na przyjemności, złotówka to taki mały orgazm. To punkt „g” na końcu słowa shoping. Dziś w ciągu dnia, gdy ja po zrobieniu dla jednego klienta tabelki w excelu ratowałem z Ultramarinami planetę przed zieloną inwazją Orków, Papi pisała artykuł właśnie o zakupach. Gdy zadałem jej pytanie “Co oglądamy wieczorem?” usłyszałem “Wyznania zakupoholiczki”. Film, którego nie oglądałem. Może dlatego, że o modzie? Dopiero związek z Paulą uświadomił mi jak mało wiem w tym temacie, jak nie znam się na markach i projektantach. Ale przejdźmy do rzeczy.
Rebecca Bloomwood kocha zakupy, uwielbia je tak bardzo, że ma 12 kart kredytowych, a na nich prawie 10.000 dolarów zadłużenia. Dodatkowo wylatuje z pracy, gdyż pisemko ogrodnicze dla, którego pisywała właśnie splajtowało. W głowie dziewczynki, która z posady dziennikarki chce się ubierać w Bloomingdale pojawia się czerwone światełko. Huston… idziemy na dno! Butelka tequili z najlepszą psiapsiułą i znajdzie się lekarstwo na problemy. A może dopiero zaczną się problemy?
Nie chce się wypowiadać negatywnie o tym filmie. Bo prawda jest taka, że ogląda się go dobrze i jest on śmieszny, ale przeraża mnie głupota naszej głównej bohaterki. Wciskanie kitu idzie jej dobrze, ale nad konsekwencjami się już nie zastanawia. To wszystko właśnie prowadzi do dość przewidywalnego finału, kiedy balon kłamstw pęka.
To jest też film o nałogu, złym nałogu, wydawania pieniędzy, których nie mamy. Mimo że z przymrużeniem oka, to jednak dobrze pokazujący zjawisko szopoholizmu. Terapia, na którą chodzi Rebecca, to ludzie, którzy nie mogą się powstrzymać przed wydawaniem pieniędzy. Ale czy możemy ich potępiać? Przecież i my lubimy pieścić ten punkt G. Szkoda tylko, że takie piękne historie zdarzają tylko w filmach.
Ciekawostka. Jadąc przez Nowy Jork taksówką Rebecca mija plakaty innych filmów, których producentem jest Jerry Bruckheimer między innymi plakat do „Księcia Persji” którego premiera odbyła się dobrych kilka miesięcy po premierze “Wyznań zakupoholiczki”.
A sam film? O takie lekkie kino dla kobiet, które facet może także zobaczyć.
