ON:
„Ładunek 200” wali w pysk, wypala nam mózg jak szklanka samogonu, pędzonego przez Sunkę. Gdy przełkniemy pierwszy łyk, poczujemy gorycz rozlewającą się po wnętrznościach. Taką gorycz czuli także mieszkańcy byłego Związku Radzieckiego. Tytułowy „Ładunek 200” to polegli w Afganistanie rosyjscy żołnierze. O nich wspomina na początku filmu, to jakby hołd dla zmarłych. Jednakże ich zwłoki są zbezczeszczone osiemdziesiąt minut później.
Gdy zaczynamy oglądać „Ładunek 200” dość szybko zdamy sobie sprawę z tego, że to dzieło rozprawia się z pozostałościami po Mateczce Rosji. Reżyser Alekswy Balabanow wyciąga na wierz cały syf i brud, który pozostał po zmianach, jakie zaszły w ówczesnym Państwie. Po seansie „Ładunku” możemy mieć wrażenie, że to rosyjska wersja „Domu złego” w reżyserii Balabanowa. Trzon historii wydaje się być podobny, a główne skrzypce, tak jak w polskim dziele, gra wódka. Ten trunek staje się zapalnikiem, który stwarza sytuacje niebanalne. Wódka leje się szklankami, wódki nikt nie odmawia, wódka godzi, ale i poróżnia.
Początek opowieści Balabanowa wydaje się spokojny i nudny. Ot, po prostu dwóch facetów siedzi przy stole na balkonie, pije alkohol i opowiada sobie o tym, co ostatnio się im przytrafiło. Jeden z nich, wykładowca z uniwersytetu, jeszcze tego samego dnia ma jechać do matki mieszkającej wiele kilometrów od miejsca, w którym przebywają dwaj panowie. Drugim jest jego brat, pracujący dla policji komisarz. Ważnym elementem jest młody chłopak, narzeczony córki policjanta. On jest jednym z prowodyrów wydarzeń, jakie będą miały miejsce w niedalekiej wsi. Jego styl bycia porusza lokalną młodzież. To niebywałe, aby w połowie lat 80-tych młody człowiek posiadał własną kasę, własne auto i ubierał się w taki sposób. Gdy chłopak sam pojawia się na dzikiej dyskotece, od razu wpada w oko Andżelice. Dziewczyna jednak nie zdaje sobie spawy z tego, że nadchodząca noc będzie dla niej niezapomniana. Gdy Valera pstanawia napić się wódki, nie słucha jej głosu rozsądku i rusza w drogę, do znajdującej się na obrzeżach miasteczka destylarni. Tam, za zrobionym z desek stołem, zasiada Aleksiej. To mężczyzna dziwaczny. Z jednej strony walczy z komunistycznymi zaszłościami, z drugiej sam postanawia stworzyć utopię, jego własne Miasto Słońca. W tym samym miejscu chwilę wcześniej znajdował się wspomniany wykładowca z uniwerku. Jego poglądy bazujące na doświadczeniach, materii i marksistowskich księgach nie podobają się gospodarzowi, ale całe szczęście odwiedziny te kończą się bez uszczerbku na jego zdrowiu. Niestety. To, co wydarzy się później, staje się skazą na lokalnej historii. Na scenie pojawia się niemy do tej pory Kapitan Żurow, który do chwili obecnej był obserwatorem tego cyrku. Gdy Kapitan łapie za rękę młoda Andżelikę, możemy tylko wyobrażać sobie co napotka jej osobę, niestety, żadna alternatywa nie przyzwyczai nas do horroru, jaki przyjdzie jej przeżyć.
„Ładunek 200” jest filmem naturalistycznym i brudnym. Opowieść w nim zawarta wydarzyła się naprawdę w 1984 roku, a jej bohaterowie okazali się ludźmi krwi i kości. To dzieło szokujące i na długo zapadające w pamięć. Szokuje tym bardziej, że jest oparte na faktach. Warto.
