Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Contact

ONA:

Sobotni wieczór. Noc ciepła, bo przecież od 3 tygodni mamy tropiki. Pierwsza butelka wina krąży po żyłach. Świece rzucają trochę światła. Wtem mama zadaje pytanie: „Co to tam świeci?” i wskazała palcem na niebo. „To świetliki. Świetliki, które przykleiły się do tego tam granatowego w górze” – odpowiedziałam cytatem z „Króla Lwa”. A tak poważnie, to nie miałam pojęcia, co to za lekko niebieskawa gwiazda – jedna z najjaśniejszych na nocnym, letnim niebie. Ale od czego jest technologia! Po chwili miałam już na ajfonie aplikację z gwiazdami, z całym nieboskłonem. To Vega. Gwiazdozbiór Lutni. Piąta co do jasności. Pierwsza, która została sfotografowana. I to właśnie z niej nadano dziwny sygnał w książce Carla Sagana, którą później zekranizował Robert Zemeckis w filmie „Sygnał”. Mimo tego, że wiedziałam mniej więcej o co w tej produkcji chodzi, kto tam gra itd., to nie widziałam jej. Czas nadrobić zaległości!

Ellie Arroway (Jodie Foster) to młoda kobieta, które od małego wiedziała co chce robić. Całą swoją karierę poświęciła nasłuchom. Jako mała dziewczynka bawiła się CB radiem, łącząc się z kolejnymi, coraz bardziej odległymi miejscowościami, a teraz, gdy jest już dorosła – marzy o kontakcie z inną planetą, z inną cywilizacją. Wiele osób z jej środowiska kpiło, mówiąc, że to czekanie, a właściwie wysłuchiwanie cudu. Ale ta była uparta. Robiła co mogła, bo przecież to wręcz niemożliwe, by w tak olbrzymiej przestrzeni, jaką jest kosmos, była tylko jedna planeta z istotami rozumnymi. To by była ogromna strata! I podczas typowego dnia w pracy faktycznie coś zaczęło się dziać. Różnego rodzaju sygnały zostały wyłapywane przez urządzenia laboratoryjne. Sygnał pochodził z Vegi. Teraz trzeba go rozszyfrować i dowiedzieć się o co chodzi. Matematycznie zakodowana wiadomość zawierała w sobie wiele danych, które okazały się planami międzygalaktycznego pojazdu, przy pomocy którego najpewniej będzie można dostać się do miejsca, z którego wyszedł sygnał. Problem jest taki, że statek kosmiczny będzie mógł przetransportować tylko jedną osobę. Zaczyna się rywalizacja o to komu zostanie przydzielona ta możliwość…

Przyznam szczerze, że mam po tym filmie bardzo podobne uczucia, jak po „Interstellar” i nie tylko dlatego, że w obu grał Matthew McConaughey. W obu ogromnie rozczarował mnie finał, a raczej jego przekombinowanie. Dokładam do tego zestawu jeszcze „Kulę”, którą zrecenzujemy na dniach. Fajne sci-fi, które wciągnęło mnie bardzo, miało dziwne, pseudo-metaforyczne zakończenie bez zakończenia. Trochę mnie to zawiodło. Sama historia nie jest zła, ma nawet jakieś tam elementy zaskoczenia, obnaża wiele przywar ludzkich i jest taką lekko ateistyczną etiudą o tym, że dla jednych bóg może mieć postać brodziatego dziadeczka, a dla drugich – może być nauką, rozumem, poznaniem. A tak przy okazji – to kolejny film z Foster, podczas którego zastanawiałam się na czym polega fenomen tej aktorki. Ja go nie rozumiem ani trochę.

ON:

„Kontakt” to film Roberta Zemeckisa, który po latach pozostawił u mnie taki sam niedosyt, jak podczas jego pierwszego seansu. Świetnie zapowiadający się dramat Sci-Fi koniec końców może nie zestarzał się tak bardzo, ale wiem, że już raczej do niego nie powrócę. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej.

Gdy poszedłem do kina na premierę „Kontaktu” oczekiwałem jakiejś niesamowitości, czegoś, co zerwie mi kask z głowy. Niestety, po dwóch i pół godzinie przydługawych dialogów o bogu, wszechświecie, ludzkich słabościach i wierze w siły różnorakie – nie stało się nic. Czekałem na finał i chyba czekam do dnia dzisiejszego.

Ellie Arroway od małego uwielbiała fale radiowe, fascynowało ją przesyłanie wiadomości na odległość. Bawiło ją to i dawało radość. W codziennych zabawach, a później nauce towarzyszył jej ojciec, który niestety umarł, gdy dziewczyna była już na tyle duża, by zrozumieć, że śmierć jest ostatecznym końcem. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na jej charakter. Stała się sceptyczna i jeśli miała jakąś wiarę, to ją straciła, a całą swoją energię włożyła w pracę i karierę naukową. Ellie wraz ze swoim kolegą Kentem zbierali fundusze od różnych firm, korporacji, a nawet osób prywatnych na badanie kosmosu, szukanie sygnału obcej cywilizacji. Niestety, brak sukcesów i coraz to większe wydatki doprowadziły do tego, że program został zamknięty. Przez następne 13 miesięcy kobieta chodziła od drzwi do drzwi w poszukiwaniu sponsorów kolejnej fazy badań. Gdy już porzuciła wszelką nadzieję – pojawił się nowy filantrop, który chciał wyłożyć pieniądze na ten cel. Nasłuchiwanie znów się rozpoczęło i ponownie przez długi czas nie osiągnięto żadnych rezultatów, aż do dnia, w którym wszystko się zmieniło. W eterze pojawił się sygnał, który nie brzmiał jak żaden znany nam przekaz. Oczywiście zaraz na odkryciu łapę chce położyć wojsko, Ellie praktycznie nie ma prawa głosu, a opinia publiczna domaga się informacji. Okazuje się, że w przekazanych dźwiękach zaszyfrowana jest wiadomość, mówiąca o tym, jak zbudować ogromny przekaźnik materii, który w założeniu jest swego rodzaju teleportem.

Jeśli pierwsza część filmu była przegadana, to następna stara się to nadgonić głupimi zwrotami akcji, które są tak potrzebne, jak owcy stanik. Nie chcę spojlerować, ale pojawia się wątek wyboru jednego Ziemianina, który wyruszy w podróż do gwiazd, oczywiście poruszony zostanie znów aspekt wiary, bla, bla, bla…

Niestety, pomimo tego, że film jest dobrze wyreżyserowany, w końcu Zemeckis nie robi złych filmów, to scenariusz ma braki. Są tu dziury, wszystko kręci się wokół odczuć Ellie i jej podejścia do pracy, kontaktu z inną cywilizacją i wpływu śmierci ojca na powyższe. To takie trochę babranie się w tej samej zupie przez dwie i pół godziny, a finał nie nagradza naszej cierpliwości. Trochę szkoda, bo potencjał był naprawdę duży.