ONA:

Od momentu, w którym po raz pierwszy wpadło mi w ręce pudełko subskrypcyjne, zakochałam się z miejsca w tym sposobie sprzedaży. Korzystałam z kilku wersji boxów kosmetycznych, Dejw dopadł pudło z piwami, więc kiedy znajoma poleciła mi Cud Miód – subskrypcję z jedzeniem (fanpage, www), oboje byliśmy zachwyceni, a nasze oczekiwania sięgały zenitu. Szkoda tylko, że nasze wyobrażenie boleśnie zderzyło się z tym, co znaleźliśmy w przesyłce.

Na stronie Cud Miód Box czytamy: „(…) to pyszny box subskrypcyjny dostarczany raz w miesiącu wprost pod Twoje drzwi. To jedyny tego typu box zawierający 5 wyjątkowych, wyselekcjonowanych i świetnie zaprojektowanych produktów spożywczych, pochodzących tylko i wyłącznie od polskich producentów, którzy w ich produkcję wkładają całe swoje serce. Cud miód to box niespodzianka, dzięki której poznasz to, co najlepsze.” Brzmi kusząco, prawda? A jak jeszcze zerkniecie na to, co do tej pory znalazło się w kolejnych edycjach pudełka, zaczynacie ślinić się i w oka mgnieniu klikacie „zamów”. Co prawda za te prawie 70 zł jestem w stanie zapełnić lodówkę na kilka dni i będzie to więcej niż 5 produktów, ale moja ciekawość była tak silna, że nie potrafiłam jej pokonać. Teraz pozostawało mi tylko czekanie na kuriera. I wreszcie się on pojawił…

Z pudełkami subskrypcyjnymi jest tak, że raz w miesiącu macie urodziny. Dostajecie długo wyczekiwaną paczkę, a w środku czekają niespodzianki. Wszystko jest dopieszczone, pięknie zapakowane, czujecie się naprawdę wyśmienicie. A potem otwieracie i… Cóż, moje pudełko była chyba najsłabszą edycją, a przygoda z Cud Miód Boxem była jednorazowym numerkiem, po którym pozostały mi średnie wspomnienia i duże rozczarowanie. Nie chcę ujmować samej idei, która przecież do mnie przemówiła – w końcu zamówiłam pudełko. Ale zawartość mnie załamała. Jeśli któryś z produktów miałby mnie przekonać do przejścia na raw/eco/organic/vege, to byłoby naprawdę ciężko. A co znalazłam w pudełku? Od razu rzuciło mi się w oczy opakowanie zielonej herbaty Natjun.

10704048_873028029374302_6799716208907709130_n

Wszystko fajnie, wszystko super, ale nie pijam zupełnie takich specyfików i mimo wielokrotnych prób – nie potrafi mi ona zasmakować. Tej nie otwierałam nawet. Prędzej czy później trafi do kogoś, kto  ją polubi. Idźmy dalej – w boxie znalazłam też dwa słoiki z sokami – wiśniowym i borówkowym.

10562940_870473806296391_5733272105556780818_n1969331_872466019430503_1994665847722896042_n

To chyba moi faworyci, tylko nadal nie robi to na mnie żadnego wrażenia, bo moja mama z wszystkiego potrafi wydoić sok i jest on organiczny, ekologiczny i przepyszny do tego. Kiedy zobaczyłam kolejną pozycję – ciastka lniane kakaowe, ucieszyłam się strasznie, bo uwielbiam tego typu wynalazki.

10665100_870613319615773_8474716729890909777_n

Ciasteczka owsiane, czy gryczane pokochałam już dawno temu, a lnianych nigdy nie próbowałam. Teraz mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zostaję przy moich poprzednich wyborach, bo te okazały się po prostu niezjadliwe. Smak absolutnie mnie nie ujął. Właściwie mnie odrzucił. Nawet nasze kury kręciły dziobami, kiedy dostały je do śniadania. Ciastka lniane – wielkie rozczarowanie, kolejne. I na koniec „żywy, niepieczony chleb”. Wyobraźcie sobie jak wygląda chleb. Wielki, rumiany bochen, o genialnym zapachu. Co dostałam po otwarciu opakowania Habżyłków, czyli „chlebka” lnianego, niepieczonego, a suszonego w temperaturze maksymalnie 42 stopni?

10702029_869996286344143_2210183389733663718_n

(Zdjęcia pochodzą z fanpage’u Cud Miód Box)

Dostałam deski o mocno pomidorowym smaku, dla mnie ciut za kwaśnym.Wyglądają one jak 1/3 typowej kromki od Vasa i szczerze powiedziawszy mi bardziej przypominają jakieś żarcie dla kosmonautów/żołnierzy, niż coś, co w ogóle można nazwać chlebem. Czekam na lepszy moment dla tego produktu. Nie wiem, może z czymś będzie smakować lepiej? Bo tak samo w sobie to dość ciężko wchodziło.

Jak widzicie, moje pierwsze i póki co ostatnie spotkanie z Cud Miód Boxem było ciężkie. Oczekiwania po zderzeniu z rzeczywistością zniechęciły mnie totalnie do dalszej zabawy w tę subskrypcję. Pochwalam niesamowicie samą ideę: produkty inne, od polskich producentów, dzięki którym odkryjemy nowe smaki, zapachy, które być może przekonają nas do zmian. Szkoda tylko, że sam efekt był w tym konkretnym przypadku dość marny. Może to wina tej edycji, może ja mam smak przyzwyczajony do innych rzeczy, niemniej będę śledzić poczynania tej marki dalej i mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczą. Tylko tym razem smaczniej.

Ps. Moje wędrówki po innych smakołykach poprowadziły mnie w miejsce wyjątkowe – na EcoTarg, gdzie zjadłam najpyszniejszy kozi ser od Kozi Wypas i zdrowe ciastka.