Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Czarnobyl – recenzja

Czarnobyl – recenzja

Nie mam w zwyczaju pisać o serialach, po obejrzeniu jednego, czy tam dwóch odcinków. Potrzebuję całego sezonu, by ugruntować opinię. Czasem się ona zmienia, czasem – nie. W przypadku tego dzieła – byłam zachwycona od pierwszych chwil, ale dałam sobie trochę czasu. Nie ukrywam, że każdy, z tych 5 odcinków, obejrzałam więcej, niż jeden raz. Emocje, podczas każdego seansu, były przeogromne.

Dziś: „Czarnobyl”

Oceniam ten serial bardzo dobrze. Jak dla mnie – nie ma on wad, chociaż wiem, że wiele osób drażnił angielski akcent i trochę za bardzo przekoloryzowana historia. Mi to nie przeszkadzało. Dzięki temu dostaliśmy bohaterów świetnie zagranych, podobnych fizycznie, a i cała historia zyskała nieco bardziej uniwersalnego wymiaru… Paskudny, przerażający post-apokaliptyczny koszmar, który… może wydarzyć i dziś. 26 kwietnia 1986 roku. Ja jeszcze przez kilka tygodni siedziałam w brzuchu mamy. Tymczasem na Ukrainie zaczyna się tragedia. Serial bardzo mocno bazuje na faktach, na prawdziwych osobach i wydarzeniach. Owszem, fabularyzuje. Kradnie z historii wszystko to, co zdołało przetrwać. Informacje, które uratowano przed cenzurą, które przetrwały upadek Imperium Radzieckiego, które nie poszły w ziemię, razem z bohaterami tamtych wydarzeń.

To dramat w sensie dosłownym

Tu nie ma bohaterów lżejszego kalibru. Tragedia dotyka wszystkich. Ludzi, zwierząt, tych wysoko postawionych i tych szarych, zwykłych. Twórcy serialu, w raptem 5 odcinkach, próbowali otworzyć nam, widzom, oczy, że to nie było tylko takie małe boom, które potem sprawiło, że wszyscy na rocznik ’86 mówili, że to przeklęte, atomowe pokolenie. I teraz ciekawostka. Scenariusz „Czarnobyla” to przede wszystkim Craig Mazin – twórca koszmarków typu „Straszny film”, czy „Kac Vegas”. Wow. Wracając do samego core serialu. Mam wrażenie, że tu nie kuleje nawet trzeci plan. Zdjęcia, dialogi, emocje – zapadają w pamięć. Tak, bywało trochę za bardzo. Trochę trąciło narracją, która z góry miała wywołać takie, a nie inne reakcje. Mniej więcej od razu mogliśmy rozpoznać, kto był bezwzględnie zły, kto dobry, kto głupi, a kto miał za mało odwagi. To także serial o relacjach, ciężkich, kłopotliwych, rodzących się, kończących.

I te zdjęcia

Wow x2. Każdy, kto przyłożył rękę do tego dzieła, pomagał w stworzeniu fabularyzowanego dokumentu, bardzo sugestywnego, ciężkiego, brutalnego. Te drobiazgi, detale, ta świetna praca charakteryzatorów i osób, które wyciągały stare dane, zdjęcia, którzy nie bali się… serio, uważam, że to pewnego rodzaju odwaga, pokazać WSZYSTKIEGO. Śmierci, ciał, oparzeń, konania, poświęcenia, brutalności systemu i całej palety ludzi, ludzkich zachowań, emocji, reakcji. Jeśli jeszcze nie obejrzeliście, to to zróbcie. Historia, nawet ta nosząca znamiona najnowszej, jest bardzo przewrotna. Zaskakuje. Przeraża.