Dark – recenzja

Dark - recenzja

Podchodziłam do „Dark” jak pies do jeża. Obejrzałam pierwszy odcinek, zrobiłam „Meh”, a potem obejrzałam jeszcze raz i zostałam aż do końca sezonu. Mój błąd polegał na tym, że wymyśliłam sobie – zupełnie bezpodstawnie, że to będzie coś „innego”. Że dzieciaki, jakieś dziwne rzeczy, fajny klimat – więc pewnie coś na kształt „Stranger Things”, które kocham miłością absolutną. A tu kicha. Okazuje się, że „Dark” jest dużo mocniejszy, brutalniejszy i zdecydowanie – dla bardziej dorosłego widza.

dark – recenzja

Pierwsze odcinki i w głowie „Co tu się dzieje? A dobra, obejrzę jeszcze jeden.” A potem serio – trudno było się oderwać… Nawet niemiecki przestał mi przeszkadzać… Bo musicie wiedzieć, że to produkcja naszych sąsiadów, więc mówią po niemiecku. Większość czasu siedziałam z rękami do góry… Ach, te odruchy.

Ale na poważnie. W „Dark” chodzi o podróżowanie w czasie. Gdzieś tam giną dzieci, jakieś rodziny przeżywają dramaty z tym związane, pojawiają się bestialskie morderstwa, a wszystko dzieje się w cholernie dziwnej, zimnej, niepokojącej atmosferze. Wydarzenia wpływają na siebie, a bawienie się czasem może być bardzo niebezpieczne.

Mamy tu tajemnicę, którą trudno wyjaśnić i przekazać innym. Mamy tu także trochę wiedzy, bo twórcy poświęcili nieco czasu, by to wszystko miało ręce i nogi, chociaż nie można oddać im całkowitej poprawności, jeśli chodzi o fakty naukowe. Rzecz, która mi się podobała, to lekkie „prowadzenie za rękę”, bo to pozwalało mi na trzymanie całej opowieści w ryzach. Obawiam się, że w innym wypadku musiałabym zrobić sobie jakąś rozpiskę kto, co, jak i kiedy.

Kolejny plus to świetna muzyka. Rewelacyjna. I znowu: dziwna, tajemnicza, inna. Taka, która sprawia, że nie wiesz, czy to sen, czy jawa. Muzyka, w której drzemie coś poza tym. Idealnie dopasowana do scen. Muzyka, która sprawia, że nawet teraz mam gęsią skórkę.

Aktorzy? Nazwanie ich „charakterystycznymi” to komplement, ale to zabieg celowy – oni po prostu muszą wyglądać przeciętnie, by sprawić wrażenie, że są obok nas. Do tego surowe otoczenie, które sprawia, że czujemy w nim strach… To wszystko powoli, bardzo subtelnie, składa się na opowieść o tym, czy można naprawić coś w przeszłości i jak bardzo wpłynie to na teraźniejszość…

Serial intryguje, chociaż nasz początek był trudny. Kiedy już opadnie zasłona „znudzenia” zostaje nam coś cholernie dziwnego. I ta dziwność jest dobra. Nie wybitna, ale dobra.

Jak dla mnie „Dark” nie stanie się nagle czymś lepszym od „Stranger Things” albo „The Crown”, ale było bardzo fajnie. Tylko niestety, mam niepokojące wrażenie, że kolejny sezon to wszystko po prostu spiedzieli. Tak samo jest w przypadku „Lucyfera”, którym się zachwycałam, a teraz nawet nie śledzę na bieżąco…

Tagi: Dark – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad