ON:
Jakiś czas temu na PS3 pojawił się „Demon’s Souls”, tytuł, który przed długi czas bawił tylko azjatyckich graczy. Mija kilka lat i pod koniec 2011 roku na rynek wchodzi „Dark Souls”, młodszy brat doprowadzający do szewskiej pasji niejednego, nawet doświadczonego gracza. Co takiego jest w tej produkcji, że pomimo tak wysokiego poziomu trudności i praktycznie braku fabuły, wiele osób uważa ją za jedną z najlepszych ostatnich lat?
Początek rozgrywki jest dla nas bardzo zagadkowy. Stare, zapomniane lochy, my nie wiadomo skąd za kratami, w ręce złamany, zardzewiały miecz. Dość szybko dochodzimy do tego, że nie jesteśmy człowiekiem, nie takim jakim znamy. Bliżej nam od żywego trupa, niż do gładkoskórego mężczyzny. Gdy już uda nam się wyrwać zza krat, czeka nas wędrówka i błądzenie. Nie jest jednak łatwo. Przy pomocy złamanego kawałka żelastwa przebijemy się przez kilka chodzących nieżywych, aż wreszcie docieramy do śmiertelnie rannego rycerza. On, jako pierwszy opowiada nam co tutaj robimy, co będzie się działo w naszej podróży. Kilka minut później, gdy wejdziemy do jednej z komnat, naszym oczom ukaże się jedna z większych bestii, jakie przyjdzie nam zabić w grach. Wymachujący ogromną maczugą stwór nie ma dla nas taryfy ulgowej. Dwa mocne uderzenia powodują, że nasze ciało układa się na ziemi i już się nie podniesie.
Całe szczęście mamy możliwość odrodzenia się przy ognisku. Tutaj podczas medytacji odzyskamy stracone zdrowie, przygotujemy eliksiry i sprawdzimy ile dusz zostało nam do wydania. No właśnie, „dusze” pozyskane z zabitych stworów, to nasza waluta, za nie kupimy rozwój postaci. Kolejne poziomy doświadczenia stają się coraz to droższe i jak na początku kupienie levelu kosztuje kilkadziesią dusz, to przy 50 poziomie, jedno oczko potrafi kosztować 50000, a czasami i więcej „kamieni”. Gdy jakimś cudem uda nam się pokonać wielkiego, obleśnego stwora, wychodzimy na powietrze. Tutaj także nikt nie poprowadzi nas za rękę, jeśli chcemy gdzieś iść – musimy po prostu zdać się na intuicję. Dróg jest wiele, tyle że część z nich prowadzi nas do niechybnej śmierci.
Dlatego twórcy pozwolili graczom na wzajemną komunikację. Nie możemy zagrać w coppie, ale za to możemy przeczytać pozostawione przez innych notatki. Te krótkie listy mogą nam pomóc lub przeciwnie – zaszkodzić. Wszystko zależy od tego, na jakiego dowcipnisia trafimy.
Wysoki poziom trudności, doprowadzający do frustracji, surowa grafika i bardzo okrojona fabuła, która więcej ukrywa niż opowiada, to mieszanka zabójcza. Aby ukończyć grę w całości potrzebujemy ponad 100 godzin. To kawał czasu i nie każdy z nas znajdzie siłę i energię by sobie z „Dark Souls” poradzić. Gra jest wyjątkowa, ale nie dla każdego. Jeśli jesteś graczem starej daty, to jest to tytuł dla Ciebie, w innym przypadku radzę sobie odpuścić. Tak czy inaczej, to kawał dobrej, epickiej gry.
