Submerged – recenzja

submerged-recenzja

Jakoś ostatnio mam wysyp gier, które typowymi grami nie są. Było już o „Abzu” i „The Bunker”, dziś zaś będzie o „Submerged”, produkcji, w której zbyt wiele się nie dzieje. To kolejny tytuł, który bardziej skupia się na opowieści, niż na samej interakcji. Niema historia chorego chłopca i jego siostry, którzy znaleźli się w zatopionym mieście, może zaciekawić, ale nie wzbudza ona jednak u mnie takiego zachwytu, jak wymienione wcześniej tytuły. Submerged – recenzja

Historia, którą opowiadają nam twórcy, jest odkrywana przed nami kawałek po kawałku i przedstawiana jest w formie znajdowanych podczas gry rycin. Uzupełniają ją krótkie przerywniki na bazie silnika, które pokazują zatroskaną siostrę, starającą się uratować brata, który prawdopodobnie umiera. Razem przybyli na niewielkiej łodzi do ruin miasta. Nie do końca wiemy, co to za metropolia, dość powiedzieć, że nawet najwyższe jej budynki stoją zatopione po środku oceanu. Pomiędzy nimi czasami przepłyną ryby, przeleci morskie ptactwo. Nigdzie nie ma jednak innych ludzi. Gdzie się podziali?

submerged-recenzja

Od początku wiadomo, że młodszy brat jest chory, a odpowiedzialna siostra będzie się starała zrobić wszystko, aby go uratować. To właśnie jej osobą przyjdzie nam pokierować. Tak naprawdę gra składa się z dwóch rodzajów zabawy. Jeden to podróż łodzią pomiędzy budynkami, drugi to wspinanie się po nich i odszukiwanie skrzyń z pożywieniem lub medykamentami. Dość szybko dowiadujemy się, że „choroba” brata to nie jest chyba największy problem, nasza bohaterka zaczyna się bowiem zmieniać. Sama ma problemy ze zdrowiem, a na dodatek jej ciało zaczyna pokrywać jakaś zielono-błękitna substancja. Niedługo potem w mieście pojawiają się dziwni obserwatorzy, istoty, dla których ocean wydaje się być domem.

Nasza podróż po mieście i otaczających go wodach okraszona jest odpowiednio smutną muzyką, która ma „trzymać” klimat. I możliwe, że tak jest, ale tylko przez pierwszą godzinę, może nawet mniej. Powtarzalność zadań nudzi, a przy tytule trzyma chyba tylko chęć poznania szkieletu opowieści, bo ta jest całkiem niezła. Nie rzuca też na kolana oprawa graficzna, nie jest ona zła i wpasowuje się w klimat produkcji, ale daleko jej do wyjątkowości. Całość składa się w grę co najwyżej przeciętną. Szkoda, moje oczekiwania były bowiem dużo wyższe. Problemem nie jest sama powtarzalność, bo z nią spotykamy się też w „Abzu”. Tutaj po prostu żaden z elementów „Submerged” nie wybija się ponad pozostałe. Przez to mamy do czynienia z produkcją, która nie przyciąga na dłużej. Swoją drogą, długość też nie jest jej mocną stroną, gdyż można ją ukończyć w około 3-4h. Pozycja raczej dla zbieraczy osiągnięć i tych, którzy nie oczekują od niej mega wyjątkowości.

Submerged – recenzja

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad