Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI MUZYKA

Elton John – „Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie”

ONA:

Nie jestem typem „odkrywającym” muzykę. Mam dość wąski zakres muzyczny, ale czuję się w nim i z nim wyśmienicie. Daje mi niesamowity komfort, daje emocje i paradoksalnie ciągle pozwala na odkrywanie czegoś nowego. Mam trzech ulubionych wokalistów, za którymi przepadam absolutnie. Numerem jeden zawsze będzie Freddie Mercury. Mam wręcz obsesję na jego punkcie, bo dla mnie to twórca idealny. Numerem dwa jest George Michael, bo on jak nikt inny kołysze moimi uczuciami w bardzo subtelny, zmysłowy sposób. Trzecim jest muzyk, który do tamtej dwójki pasuje idealnie i jednocześnie bardzo od nich odstaje. To Elton John, twórca, którego pokochałam w tym samym momencie, w którym zakochałam się w kinie. Moim pierwszym filmem, którego mogłam zobaczyć na dużym ekranie był „Król Lew”. Minęło wiele lat, a emocje są ciągle wyjątkowe.

Mam tak, że jak któryś muzyk, czy inny artysta bardzo mi „siedzi” i intryguje, to sięgam po jego biografię, żeby poznać go od tej nie tylko „twórczej” strony, ale od tej bardziej „ludzkiej”. Moja biblioteczka z „żywotami” ewoluowała. Kiedyś miałam tylko „Dzienniki” Cobaina. Dziś – to regał z najważniejszymi postaciami, które kreowały kulturę. I złapałam się kiedyś na myśli, że tak naprawdę o Eltonie wiem niewiele. Czas kupić książkę. I trochę bezmyślnie wrzuciłam tak naprawdę pierwszy lepszy tytuł, bo jeśli chodzi o zakupy kompulsywne, to nie mam sobie równych, chociaż potrafię być bardzo rozsądna. Gorzej, gdy w grę wchodzą emocje. I tak oto stałam się posiadaczką książki „Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie” autorstwa Johna. Liczyłam, że będzie to jego autobiografia, a tymczasem…

Elton John napisał książkę o AIDS. O tym jak ta choroba, na którą nigdy nie zachorował, mimo bycia „w grupie ryzyka”, wpłynęła na jego życie. Zjadłam tę książkę w dwóch posiedzeniach i w jednym momencie totalnie się rozpłakałam. John zaczyna opowiadać swoją „przygodę” z AIDS od historii pewnego chłopca, Ryana, który otworzył mu oczy. Ryan zachorował na AIDS podczas leczenia hemofilii. Nie był homoseksualistą, czarnym, ani narkomanem. Był dzieckiem, które z dnia na dzień dowiedziało się o tym, że nie będzie żyło zbyt długo. Do historii przeszedł z powodu choroby, przez którą został wyrzucony z życia społecznego, zaczynając od społeczności lokalnej, na szkole kończąc. Odebrano mu prawa w obawie przed zakażeniem. Kiedy Elton poznał jego historię, był bliski dna. Narkotyki, alkohol, bulimia… Miks ciężki, bardzo destrukcyjny. I wtedy muzyk dowiaduje się, że gdzieś na świecie jest dziecko, które ma AIDS i któremu zabrania się chodzić do szkoły, spotykać z rówieśnikami… Nagle wszystkie problemy typowe dla rozkapryszonej gwiazdy rocka, zaczynają być po prostu błahe.

Wydawać by się mogło, że o tej chorobie już wszystko zostało powiedziane we wszelkich możliwych kontekstach. Dziś znamy ją dużo lepiej, ale wtedy, gdy zachorował Ryan i miliony innych osób, była to zagadka, śmiercionośna zagadka, której bali się wszyscy. W Eltonie wykiełkowała gdzieś ogromna potrzeba niesienia pomocy wszystkim, których dotknęła. „Miłość jest lekarstwem” to książka, w której opowiada o swojej batalii z tą chorobą, mimo, że nigdy nie dotknęła go, chociaż dotykała go osobiście wiele razy… Elton opowiada o tym, jak swoje życie mimochodem podporządkował chorobie, która bardzo na niego wpłynęła… Opowiada o trudzie, o walce, o osobach, które stracił. Opowiada o fundacji, którą założył i o misji, którą ma. To wyjątkowa lektura, która daje do myślenia. I to bardzo.

Na koniec podzielę się z Wami historią, o której pisał Elton i która doprowadziła mnie do łez. Kochały go miliony i kochał go sam John miłością absolutnie przyjacielską. Freddie. O tym, że choruje na AIDS świat oficjalnie dowiedział się na dzień przed jego śmiercią, chociaż plotki pojawiały się już wcześniej. Jak pisze sam autor – Freddie wiedział na co choruje i co go czeka. „Rozumiał, że zbliża się śmierć i to poprzedzona długą agonią”. Ale nie poddał się. Nie pokazywał po sobie, że właściwie żegna się z życiem. Żył dla innych i robił to do końca swoich dni. Zmarł w listopadzie, a w grudniu Elton dostał od niego prezent na święta. Obraz i wiadomość. Wiadomość zza światów. I znowu wyję.